bubabar

piątek, 20 marca 2015

Sudety - Góry Stolowe ze sporym dodatkiem okolicznych dolin i miasteczek (2013)

Szykuje sie ladny, sloneczny weekend, chyba pierwszy taki od ponad dwoch miesiecy? (ostatni taki pamietam kolo Sylwestra). Az sie prosi o wyjazd a tu mnie zaczyna rozkladac jakies paskudne przeziebienie.. Jeszcze w piatek sie waham co robic.. Jechac? Chec schowania sie pod cieply kocyk tez zdaje sie byc kusząca.. Ostatecznie zwycieza instynkt wedrowny :-D Szkoda by zmarnowac takie sloneczne dni a na chorowanie czas znajdzie sie pozniej... Piatkowym wieczorem zmierzamy w strone Radkowa, miasteczka u podnoza Gor Stołowych ktore wyjatkowo przypadlo nam do gustu juz pare tygodni temu gdy przejezdzalismy tędy zmierzajac na zlot sudecki. Wypatrzona ostatnio kwatera zdaje sie byc calkiem sympatyczna, a przede wszystkim jest tam cieplo. A obok naszego miejsca noclegowego az roi sie od ruin, starych domow i wysokich pokruszonych murów


Wogole cale miasteczko zwraca uwage ciekawa i zabytkowa architektura:




W sobote suniemy na wycieczke w strone Błędnych Skał. Gdzies przeczytalam ze dawniej ta formacja skalna nazywala sie "Dzikie Dziury"- fajna nazwa!!! Nigdy tam wczesniej nie bylam gdyz przerazala mnie wizja potwornych tłumow zasłaniajacych skały i kipiacej zewszad komerchy. Ale moze zimowa porą bedzie tam pusto? Zle bardzo nie bylo- kręcąc sie tam kilka godzin spotkalismy kilkanascie osob. No i te wszystkie parkingi, kasy i inne "udogodnienia" majace na celu obrzydzenie ludziom wycieczek i wyskubanie ich z kasy - rowniez byly nieczynne :-D Juz informacja na poczatku trasy zdaje sie brzmiec jak zaproszenie dla bub ;-)

Im wyzej tym krajobrazy jakies takie mniej wiosenne..

Znajdujemy sobie fajne miejsce piknikowe gdzie rozkladamy sie na drugie sniadanie pod girlanda z malowniczych sopli! Mamy swieze bułeczki, zolty ser, boczek, czosnek, herbatke z cytryna i imbirem i wisniowke- totalna wyzerka!!!! :-D I jakos w terenie tak wszystko lepiej smakuje!



Ogladamy sobie widoczki na czeska strone


i nurkujemy w skalnym labiryncie, zagladajac to w lewo to w prawo, wspinajac sie na zasniezone skalki, raz po raz gubiac wlasciwa sciezke i dochodzac do szczelin tak wąskich ze nijak nie da rady sie dalej przecisnac.













Na calej trasie glowna atrakcja sa przepiekne sople, o roznych ksztaltach i wielkosciach. Niektore sa jakby żłobione, prążkowane albo przypominaja jaskiniowe nacieki. Nie mam pojecia czemu niektore sople sa zolte albo brazowe- wyglada jakby ktos na skale zrobil sobie kibelek ;-)









Wiekszosc skał robi wrazenie "zalaminowanych" tzn sa szczelnie pokryte cienka, przezroczysta warstwa lodu. Jakby zatopic je w szkle, albo powlec lustrem, co w polaczeniu z promieniami slonca wpadajacymi przez szczeliny tworzy nieraz niesamowite efekty. W lustrzanych scianach odbijaja sie rosnace na skalach drzewa, wiszace sople, odbijaja sie nasze gęby ale wszystko jakby w krzywym zwierciadle, jakby w salonie luster.. Ma sie wrazenie ze przeciskajac sie miedzy skalami odbija sie cos jeszcze, jakies inne postacie czy ksztalty, ktorych nie ma w rzeczywistym swiecie.. W jednym momencie, zwlaszcza gdy sama wlazlam w jakis boczny załom, robi mi sie nieco dziwnie jak widze ze jakies odbicie do mnie macha.. Ale to chyba tylko wysuszona trawa poruszana wiatrem? a moze to cos co wlasnie czmychnelo gdzies w gore? pewnie mi sie zdawalo, niczego tu nie bylo... acz dziwne ze akurat teraz spadla w szczeline niewielka sniezna lawinka... Spadla moze nie jest dobrym slowem- bo zanim dosiegla dna i mojej czapki to zatoczyla w powietrzu kilka wirów i spirali, porywana wiatrem od spodu i z boku..








Jedna z wygrzanych sloncem skal wydaje sie przedstawiac walke wiosny z zima- niby wszystko sie topi w cieplych promieniach ale widac ze zima nie daje za wygrana, nie chowa sie w cieniu za załomem ale kurczowa trzyma sie nawet naslonecznionych skał...


Z Błędnych Skał schodzimy chyba jako ostatni.. Pare ekip nas minelo pędem w labiryncie, galopujac gdzies ku swemu przeznaczeniu. Słonce chyli sie juz zachodowi gdy odnajdujemy pokryta soplami skodusie...


Wieczorem wloczymy sie po miasteczku odnajdujac ciekawe ogloszenia i komunikaty:

oraz odwiedzamy stacyjkowa knajpke "U Danusi".


Rano odwiedzamy radkowskie opuszczone zaklady włókiennicze:



a w bocznych uliczkach miasteczka mozna sie nagle i calkiem niespodziewanie przeniesc w gruzinskie klimaty! kamieniczki zupelnie przywodza na mysl stare dzielnice Tbilisi! :-D



Powrot do domu wypada nam nieco okrezna droga bo odwiedzamy jeszcze pobliskie Wambierzyce z tamtejsza ogromna bazylika:



Bardzo przypada nam do gustu wystawiona w korytarzach kolekcja starych obrazow, przedstawiajacych czesto scenki z zycia codziennego okolicznych mieszkancow:



Widac tez ze w owczesnych Sudetach wypadki komunikacyjne nie nalezaly do rzadkosci, a powoz albo fura to bardzo niebezpieczny pojazd!



Po drodze nam sie jeszcze napatoczyl pałac w Bożkowie

z rzezbami przedstawiajacymi rozne elementy przydomowej chudoby: barany, psy czy kury.. Ptactwo nie bylo widac darzone wielka atencja rzezbiarza bo wystepuje tylko w postaci zdechlej w psich pyskach



Długo krazymy po obrzezach Nowej Rudy szukajac wielkiej wiezy kopalnianej ktora wczesniej majaczyla nam w oddali. Ciekawe miejsce- szkoda tylko ze nie udaje sie nam wejsc na gore- acz nie jest to calkiem niemozliwe do wykonania ;-)




I na koniec obiad w barze "Mozaika" ("Kolorowa" zostala odnaleziona ale w niedziele jest nieczynna..) Oprocz konsumpcji pysznego domowego zurku i pierogow ze skwarkami czas tam spedzony umilaja nam rozmowy w pania bufetowa i stalymi bywalcami tego przybytku. A dorodny kocur wygrzewa sie na jednym z krzesel.. Babka przynosi mu na miseczce mleko, takie od prawdziwej krowy.. Nic dziwnego ze futrzak ma taka piekna siersc, wybiegany, nakarmiony i co najwazniejsze - wolny! Ponoc buszuje tu na wszystkich strychach, na dachach, poluje na szczury w rzece i piwnicach.. ale zawsze moze zajrzec do "Mozaiki" i dostanie cos na miseczke, i zawsze ktos wezmie na kolana i podrapie za uchem.. Nie skłamie gdy powiem ze to chyba moja ulubiona knajpa! tzn w Polsce.. Bo taka Ukraina czy Gruzja to troche za wysoko stawiaja poprzeczke :-D Bede sie bardzo starac by wiele naszych sudeckich wycieczek konczylo sie lub zaczynalo tu, w Nowej Rudzie :-)

Aha! Wrocilam jeszcze bardziej chora niz wyjechalam.. Ale bylo warto! Wszystkie zdjecia z wyjazdu mozna odnalezc tutaj: https://picasaweb.google.com/112202359829575992568/201303_Radkow https://picasaweb.google.com/112202359829575992568/201303_Bledne_Skaly https://picasaweb.google.com/112202359829575992568/201303_Wambierzyce_Bozkow https://picasaweb.google.com/112202359829575992568/201303_NowaRuda_Slupiec

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza