środa, 5 października 2016

Gory Izerskie - sladem okrągłych wiat cz.3

Rano chyba ze dwie godziny lazimy sobie nad Izera, skaczemy po kamieniach, zagladamy na bezludne wyspy, pluskamy sie w wodzie, wygrzewamy na skalach.
Na rzece jest kilka glebokich buniorow nadajacych sie nawet do poplywania, woda zapewne zakrywa tam z glowa.
Okoliczne lasy, powoli bo powoli, ale zaczynaja juz nabierac lekkich barw jesieni. Wyjatkowy urodzaj jest tu na jarzebiny
Ciekawy slupek graniczny zrobiony ze zwyklego kamienia, w porownaniu z innymi wyglada jakby sie rozpuscil i rozlal :D
Tu inny strumyczek ktory do Izery wplywa. Tez mily.
Po drodze z Orla do Chatki Gorzystow kolejna wiata do kolekcji
Po raz pierwszy chyba ide przez torfowiska w rejonie Chatki Gorzystow i widze je w letniej szacie. Zwykle byla to zima albo pozna jesien. Trawy maja tu rudawy odcien, podobnie zreszta jak woda przeplywajacego strumienia. Gdzieniegdzie leza fajne korzenie.
A tu przystanek sciezki dydaktycznej- “Brzoza Karlowata”. I teraz pytanie - gdzie ona jest? Czy to ten uschly zlamany pien? Albo te iglaste drzewka? A moze jest tak karlowata ze jej nie widac i przyslonily ją krzaczki jagod? ;)
Zagladamy do chatki choc po ostatnim pobycie obiecywalam sobie ze bede to miejsce mijac szerokim łukiem, kiedy to zrobili nam awanture ze przyszlismy bez rezerwacji. Jest przeciez telefon, internet a my smiemy przyjsc o 23 w piatek w zimie. I powinni nas nie przyjac ale sa łaskawi wiec niech to bedzie ostatni raz. Tej nocy w schronisku spaly 4 osoby. Lacznie z nami… A potem jeszcze te opowiesci znajomych o podziale turystow na lepszych i gorszych, i sprzedawaniu jedzenia z kuchni tylko tym co nocuja. Ale coz, jestesmy glodni to sprobujemy tu zarcie pozyskac. Nie wiem czy od naszego ostatniego pobytu zmienila sie obsluga, czy jest ta sama ale poszli po rozum do glowy ze takimi akcjami odstraszaja turystow i sami sobie bija tylek. Nie wiem. Ale dzis bylo bardzo milo. Nalesniki sa teraz dla wszystkich, chyba ze sie skoncza to nie ma dla nikogo co jest zupelnie logiczne. Rezerwacja jest niekonieczna, cena za glebe jest nawet w cenniku. Wrzatek za darmo. Pytam o mozliwosc kupna kilku surowych ziemniakow. Gosc zza baru usmiecha sie od ucha do ucha- “na ognisko?”, nie ma sprawy. Ziemniaki dostaje w prezencie i jeszcze do tego troche maselka.
Jedyne co pozostalo niemilego to nadal jest zakaz dotykania ksiazek ktorymi ozdobione sa sciany. Od razu staje mi przed oczami schronisko Jagodna, gdzie tez jest duzo ksiazek ale sluza one do czytania, i wywieszone napisy wrecz zachecaja kazdego wedrowca aby pokopal w regalach i znalazl cos dla siebie. Wiec mozna. Jak widac dowcip “poprosze 5 metrow ksiazek, maja ladnie wygladac na polce” nie jest wcale oderwany od rzeczywistosci. Przy schronisku stoi samochod na ciekawym podwoziu. Takie opony zimowe do skodusi chcemy!!!!!!
Przy chacie nie jestesmy sami. Jest z nami kilkadziesiat sztuk harcerzy z Rajdu Granica ktory przebiega kilkoma trasami na terenie Karkonoszy i Gor Izerskich. Wszystkich uczestniczacych w rajdzie jest kilkaset. 80 z nich nocuje dzis w Chatce Gorzystow. Co chwile przychodza nowe grupki wesolej mlodziezy. Wszyscy wygladaja bardzo sympatycznie, z wielkimi plecakami, potroczonymi roznistymi rzeczami typu patelnia, garnek, latawce. Niektore grupki spiewaja rozne piosenki, widzialam dwie osoby grajace na gitarze idac. Wiek uczestnikow wskazuje w wiekszosci na liceum acz przewijaja sie tez ludzie majacy lat zapewne dwadziesia kilka (nie tylko wsrod druzynowych). Niektorzy maja na sobie harcerskie mundurki, acz to raczej mniejszosc. Raczej dominuja bojowki, sztruksy, dzinsy, mundury calego swiata, kapelusze, chusty, a nawet czapki wykonane z gazety. Wiele osob ma na sobie koszulki z roznych rajdow czy koncertow. Tak jakby sie nagle przeniesc w gory sprzed kilkunastu lat.... Ciekawe jest to ze nie zauwazylismy nikogo z rajdu w modnych ostatnimi czasy szeleszczacych obcislych wdziankach. Dlaczego? Nie wiem czy byl jakis odgorny przykaz ze nie wolno czy wsrod mlodziezy jest inna moda? Grupki po przybyciu pod chatke maja rozne zadania np. odgrywaja Akcje pod Arsenalem , skades maja odbijac wiezniow i inne tam misje stylizowane na partyzanckie. Maja jakies mapki i bardzo glowia sie jak to wszystko rozplanowac nie uzywajac telefonu komorkowego.. Troche niektorych zawstydza stwierdzenie ktoregos z przelozonych - “pomyslcie ze oni byli w waszym wieku i bez telefonow sobie poradzili. A! I do was nikt nie strzela…” Ciekawe wyglada tez musztra ktorą robi dziewczyna grupie chlopakow przynajmniej o glowe od niej wyzszych. Grupki rajdowe bedziemy spotykac juz do konca naszego wyjazdu. Dalej podazamy w strone Sinych Skalek, Przedniej Kopy itp. Po drodze ciekawa kapliczka, fajna, drewniana z mila rzezba w srodku i tematycznym napisem.
Wszystko by bylo utrzymane w jednej konwencji gdyby nie dziwna plaskorzezba z boku slupa. Kogo ona przedstawia i co autor mial na mysli chyba na zawsze pozostanie tajemnica..
Po wyjsciu na czerwony szlak wreszcie otwieraja sie widoki, ktorych jestesmy dosyc spragnieni po kilku dniach w lesnych tunelach.
Szlak jest raczej pusty. Spotykamy tylko sympatycznego acz dosc dziwnego mlodego chlopaka. Wedruje juz ktorys dzien, z plecakiem w ktorym ma sweter i butelke wody. Pyta nas dokad dojdzie idac prosto, czy tam jest jakies schronisko i czy w schroniskach sie placi za nocleg.. Ma tez w planach kapiele w roznych potokach i wodospadach i to jest jego glowny cel wedrowek. Polecamy mu wiaty ale chyba by zmarzl- nie ma spiwora. Acz bardzo go ten rodzaj noclegu zainteresowal. Opowiada przygody swoich poprzednich dni w trasie, gdy jakos zawsze trafil na dobrych ludzi. Mowi tez ze planuje pojsc pieszo gorami, polami, lasami do Zakopanego i co mu radzimy zeby zabrac ze soba. Zapisuje sobie w telefonie (bo twierdzi ze nie zapamieta) ze musi pozyskac spiwor/koc, karimate/materac, latarke , kurtke od deszczu, zapalki i jakis gar na ognisko.. Mapy twierdzi ze nie potrzebuje, bedzie pytal ludzi, a najwyzej jak trafi gdzie indziej niz chcial to tez nie problem. Nie wiem skad gosc sie urwal ale biorac pod uwage radosc i optymizm ktory ze soba niosl- to swiat z ktorego pochodzi jest piekny i chetnie bym sie tam wybrala! Wiata do ktorej dzis docieramy jest chyba najfajniejsza na calej trasie. Polozona w widokowym i nie bardzo zadeptanym miejscu. Ksztalt wlasciwy, miejsce na ognisko w srodku. Drewna wbród.
Dodatkowo uroku tej nocy dodaje pelnia ksiezyca, ktora sprawia ze skapany w srebrzystej poswiacie swiat jest prawie jasny jak w dzien.
I trafilismy w sam srodek rykowiska jeleni. Dziwimy sie ze tak wczesnie, zawsze myslalam ze to pazdziernik w to obfituje, a tu niespodzianka. Ryczenie slychac z kilku stron, najblizsze chyba z gdzies 50 metrow. Za wiata jest troche drzew a potem polanka, i chyba tam jakis osobnik dokazuje. Kilka razy slychac tez chrobotanie zuzlu na drodze, jakby jechalo auto lub rower, ale nic nie nadjezdza. Widac lezie cos ciezkiego. Niestety mimo bliskosci i jasnosci zadnego jelenia nie udaje sie zobaczyc. Ale klimat jest! Dobrze ze zgromadzilismy po poludniu duzo drewna i nie trzeba teraz wlazic w las bo troche bym sie bala! Chyba nawet w namiocie bym sie czula nieswojo. Pieczemy pozyskane ziemniaki, takie zawsze lepiej smakuja niz kupione. Lepsze byly jedynie te ukopane na cudzym polu na Roztoczu, we wrzesniu 2005. Popijane bulgarska rakija figową ,mmmmmm… Dzis do picia mamy jedynie herbate (nie tylko chleb sie skonczyl ;)) acz w dzisiejszych okolicznosciach i herbata smakuje wybornie!
cdn

2 komentarze:

  1. Luzak ten gość �� Pewnie student ��
    Gdzie była ta ostatnia wiata?
    Pozdro
    marcello2

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy czerwonym szlaku, kawalek za Przednia Kopa w strone kopalni Stanislaw

    OdpowiedzUsuń