sobota, 23 maja 2015

Bałkańska majówka cz.4 (HR)- Zatoki poławiaczy muszli (2015)

Wieczorem, gdy slonce zaczyna juz zachodzic, zajezdzamy do miejscowosci Primorsten. Na samym brzegu morza, na uboczu miejscowosci stoi tu sobie hotel. I czeka na nas. Bo jestesmy tylko my i on. To znaczy moze nie do konca - sa tez cale stada nietoperzy ktore na codzien widac tu zamieszkuja. Wlasnie koluja nad naszymi glowami i mamy wrazenie ze jest im tu calkiem dobrze. Biegniemy czym predzej na plaze aby zdazyc na ostatnie promienie slonca. Widac cicha zatoke, horyzont zamykaja jakies wybrzuszenia wysp. I polwysep na ktorym lezy miejscowosc. Zwarta, gesta zabudowa domow, knajp i hoteli, takich zupelnie innych od naszego. Stad wyglada to calkiem przyjemnie, pewnie dlatego ze oddziela nas bezmiar cichej, z lekka tylko chlupoczacej wody. Grzes sie kapie. Ja jakos nie umiem sie przelamac zeby wlezc do zimnej wody wieczorem jak juz zewszad ciagnie chlodem. Co innego rano!






Brakuje tylko jelenia na rykowisku ;)

Wracamy by jeszcze za jasnosci rozlozyc klamoty i swiadomie wybrac najbardziej dogodne miejsce na nocleg.






Trafiamy tez na lazienke- sa nawet prysznice! ale jakis figowiec (chyba) znalazl ja przed nami i sie zadomowil. Pewnie jakby bylo teraz pozne lato to bym czesto tu przychodzila “skorzystac z prysznica” i urwac sobie apetyczna fige :-P Koniecznie rano i wieczorem, a moze i w poludnie!

Kaktusy jednak wola balkony. Ciekawe czy kiedys trzymano je moze w doniczkach a teraz poczuly wolnosc i sie rozkrzewily swobodnie na podlogach

A ten jegomosc caly wieczor umila nam czas spiewem

Obchodzac rozne katy da sie zauwazyc ze i miejscowi maja tu swoja sympatyczna imprezownie.

Nie wiem jak niektorzy moga mowic ze opuszczone miejsca sie marnuja, ze nikomu nie sluza, ze przygnebiaja, ze szkoda ze spotkal je taki los itp.. One jak najbardziej sluza i spelniaja swoja role, czasem tylko odrobine inna niz byla zamierzona i zaplanowana z poczatku. Sa potrzebne- ale innej grupie ludzi… A czesc jej reprezentantow wlasnie stawia namiot! na tarasie na pierwszym pietrze- z takim oto widokiem.

Jak to mowia- sa rozne hotele. My wybralismy ten najlepszej klasy.

Dostajemy sms od Krwawego- po roznych przygodach z miejscowymi zlomiarzami, mundurowymi, zaminowana gorka i nie do konca opuszczona baza- jada jednak do nas! Fajniusiasto! Dzisiejszy wieczor spedzimy w wiekszym gronie!



Jest wiec gitara, spiewy, dzielenie sie wrazeniami z poprzednich dni i dymiacy grill Jest tez “cyganski uchodzca z Konga proszacy o azyl na ziemiach chorwackich”. Nie wiem skad nam to przyszlo do glowy i kto dokladnie to wymyslil :)

Reszta ekipy zajmuje apartamenty na parterze.



Budzi nas slonce prazace w namiot. Nienakladanie tropiku troche pomaga w eliminowaniu porannej duchoty ale nie do konca. Wylaze wiec z karimatka przed namiot. Ale koniec ze spaniem- bo jak tu spac majac taki widok???



Lecimy wiec na plaze. Biale kamyczki, postrzepione skalki i woda w kolorze nierzeczywistym- jakby ja ktos pomalowal! W dali plywaja sobie zaglowki. Plywamy i my!!!!








A tu skorupki jezowcow ktore fale wyrzucily na brzeg.

A wokol przerozniste kwiatki.







I jakos nasz poranek nam sie przedluza do 14… Dzis definitywnie zegnamy sie z ekipa Krwawego- oni wracaja juz do domu. Potem wjezdzamy w duszny, ruchliwy i zatloczony Split. Jakos do teraz nie wiem po co zesmy tam pojechali. Ale jak juz jestesmy to robimy jakies zakupy i zjadamy buły z warzywami w jakiejs przydroznej budzie. Odwiedzamy kamieniolom nad Splitem.




Korzystamy tu z wanny

i zbieramy rozne ziola. Na pewno jest mieta i rozmaryn. Zaczynamy szukac noclegu. Hotel w Krvavicy by sie calkiem nadawal do spania- ale dla turysty pieszego. Nie ma gdzie postawic aut. Waskie uliczki, chodniki, prywatne lub zajete parkingi. Jest polozony na promenadzie z krzywymi drzewami.

Ciagle ktos łazi, a wlasciciele knajpek jakos dziwnie sie nam przygladaja. Moze dlatego ze zaparkowalismy na srodku chodnika i sie rozgladamy wokol jak dzieci we mgle. Jakies takie klaustrofobiczne to miejsce. Albo zesmy sie rozpaskudzili przez ten Primorsten? i teraz nam juz wszedzie “nie tak”? Zdajemy sobie sprawe ze bardzo wysoko sobie postawilismy ta poprzeczke…. Zaraz obok hotelu jest port


Zwiedzamy pobieznie hotel stylizowany na spodek kosmiczny






i suniemy dalej. W strone Tucepi, gdzie szukamy hotelu Jadran. Ponoc to byl pierwszy hotel w tej miejscowosci zbudowany po II wojnie swiatowej i najbardziej luksusowy- ze wzgledu na wyposazenie i polozenie. W czasie wojny w latach 90tych stacjonowalo w nim wojsko. W tym czasie zostal na tyle skutecznie zdemolowany ze nie bardzo nadawal sie juz do pelnienia funkcji turystycznej noclegowni. My jednak sadzimy inaczej i postanawiamy tu zostac. Teren przy hotelu jest strasznie ruchliwy, ludzie, samochody, rowery- wszystko sie klebi i roi. Ciezko jest wejsc do wnetrza budynku i nie zostac zauwazonym, juz nie mowiac o wniesieniu bambetli. Troche pomaga zarosniety ogrod okalajacy wejscia od strony ulicy.

Nasz hotel to ogromny moloch, wiezowiec, z kreta slimakowata klatka schodowa, wielkimi halami i korytarzami rozlazacymi sie na wszystkie strony.






Wlazimy na dach budynku ktory jest dogodnym punktem widokowym na cala okolice.


Wychodzac z drugiej strony budynku wpadamy w inny swiat, pusty,pelen egzotycznych roslin i ni zywej duszy w zasiegu wzroku. Wszystko zarosniete jest gaszczem palm i bluszczy.






Najpierw wylazimy na ogromny taras a potem z niego schodzimy na hotelowa plaze. Tutaj tez jestesmy sami, choc momentami mam dziwne wrazenie ze ktos lub cos sie nam przyglada.



Ziuta znajduje sobie na pamiatke palmowy lisc a ja kitke. Po przymiarce kitki do skodusi wychodzi ze dalej jade albo ja albo kitka.


Spimy w arkadach przy tarasie, z widokiem na morze.

W nocy robi sie duchota ciezka do wytrzymania, jest goraco, lepko, nie ma czym oddychac. Mimo ubrania krotkich spodni i nieprzykrywania sie spiworem czlowiek sie rozpuszcza zywcem. Potem zaczyna lac. Wogole jakos nie moge spac tej nocy. Budze sie co pol godziny z poczuciem przestrachu, wydaje mi sie ze cos chodzi obok, ktos nade mna stoi, ze pojawia sie jakies swiatlo. Rozgladam sie wokol i za kazdym razem nic.. Tylko ciemnosc, deszcz chlupocze… W ktoryms momencie budzi mnie toperz mowiac ze nagle pojawil sie dziwny zapach, jakis taki paskudny i bardzo intensywny. Cos jakby smrod zgnilizny, czegos co sie rozklada. Niucham wokol ale nic nie czuje. Toperz potem twierdzi ze zalatywalo tym kilka razy w nocy. Nie pamietam kiedy z takim utesknieniem oczekiwalam switu. I najsmieszniejsze ze tak zupelnie bez przyczyny.. Z porannych rozmow okazuje sie ze Ziuta z Grzesiem tez zle spali, twierdza ze cos w nocy lazilo korytarzami. Jedziemy dalej do Igrane gdzie tez jest opuszczony hotel. Miejsce calkiem przyjemne acz bardzo wcisniete miedzy zamieszkale budynki.





Obok lezy fragment scietej palmy ktory na pierwszy rzut oka przypomina szyszke -giganta!

Potem suniemy w strone Baczinskich Jezior, gdzie z glownej trasy skrecamy w boczna dolinke, w strone wioski Barbiri ktorej nie ma na zadnej mapie. Siedzi tu kilka budynkow zagubionych wsrod jalowcow i skalistych gorek. Wioska z oddali robi wrazenie wpol opuszczonej, albo jakiegos gniazda rozbojnikow.





Co ciekawe nad wsia, przy drodze oraz w rowach , stoi i lezy kilkanascie wypatroszonych wrakow aut. Sa łady, zastawy, golfy. Niektore to zupelne wydmuszki, inne maja jeszcze kola czy fragmenty wyposazenia. Zaden z samochodow nie ma tablic rejestracyjnych. Zastanawiamy sie ze moze byly kradzione, potem sprzedawane na czesci a i tu porzucano to co zostalo.






Dalsza droga jest mocno kamienista wiec zostawiamy skodusie w towarzystwie aut-skorupek


i dalej tuptamy pieszo.

Żuczek pognal dalej

ale i on oparl sie na przeszkodzie ktorej zapewne i range Krwawego by nie sforsowal.

Zarosniete serpentyny prowadza w dolinke w ktorej rozlozyly sie zabudowania jakiejs dawnej bazy.

Tu tak ostrzegaja przed minami.

Jest tu kilka hangarow i tunel z szynami kolejowymi wychodzacy z drugiej strony gory.




W jednym z hangarow stoja calkiem nowe baniaki! co bylo w baniaku- nie udalo sie ustalic

Od drugiej strony baza sprawia wrazenie pilnowanej- jest auto, strozowka ale zadnego czlowieka nie udaje sie wypatrzec

Kiedys caly teren byl otoczony zasiekami, ktorych spora czesc zostala do dzis


Gdzies miedzy Ploce a Opuzen Ziutka wypatruje napis "wino". Jest tu przydomowa minifabryczka gdzie zaopatrujemy sie w baniaczek napoju

Miejscowy ktory opiekuje sie tym miejscem jest zywa reklama- wyglada na goscia ktory nigdy nie trzezwieje. Opowiada nam cos zawile o roznych rodzajach wina z roznych kadzi i daje pare szklaneczek do degustacji. Nawija przy tym bardzo duzo ale go nie za bardzo rozumiemy. Razem z nami zwiedza winiarnie niemiecki turysta i jednego jestesmy pewni- on rozumie duzo mniej od nas! Niemiec przyjechal kamperem- jest to pierwszy tego typu samochod ktory mi sie podoba! Wyglada jakby koles sam go zrobil- na bazie terenowki z duzym dodatkiem blachy falistej! Potem jedziemy w strone nadmorskich tuneli- schowkow na statki.


W calej Chorwacji jest ich calkiem sporo ale wiekszosc na wyspach gdzie bylo wiecej baz wojskowyc niz na stalym lądzie. Jeden z tuneli polozony jest blisko wioski i jest zasiedlony przez stateczek o calkiem nieodpowiadajacych gabarytych





Do drugiego tunelu prowadzi stromo opadajaca szutrowa droga. Czasem spod kol uciekaja spore kamulce. Troche sie boimy czy jutro uda sie podjechac. Ale poki co jest dzis i wokol jest pieknie!



Tunel rowniez jest zamieszkaly!

Kolo tunelu rozlozyla sie dziwna osada. Ni to przystan rybacka, ni to kemping, ni to osiedle weekendowych dacz. Stoi kilkanascie przyczep kempingowych ktorych wlasciwosci mobilne dawno ulegly zanikowi. Czesto nie maja kol i sa obudowane roznistymi baraczkami, prowizorycznymi scianami z desek. Pobudowane sa altany i zadaszone balkony, stoliki z laweczkami. Sa tez grille, zlewy a nawet tor do gry w kregle. Klimat miejsca przywodzi na mysl Lisia Buchte z Krymu czy biwakowiska i barakobary na Kinburnskiej Kosie.






Jedna z babek przy najwiekszej budce sprawia wrazenie glowno dowodzacej. Pytamy czy mozemy tu zostac. Kobita sie zgadza, ale zastrzega ze maksymalnie na dwie noce. My chcemy tylko na jedna. Nie wiem czy sie obawiala ze zbudujemy tu swoj baraczek i zostaniemy na stale?



Wieczorem zjezdza wieksza ekipa miejscowych. Wyladowuja sieci, klatki, jakies takie baniaki jakby boje, laduja to wszystko na lodki i wyplywaja stawiac to w zatoce.




Chyba pozyskuja jakies kraby czy inne omule. O dziwo nikt z nich nie zostaje w przyczepach, nie ma wieczornych imprez- wszyscy rybacy wracaja do domu. Wogole na brzegu jest kupa pieknych muszli, kolorowych jezowcow, krabow i rozgwiazd w roznym stanie zdechniecia i rozkladu, kamieni pokrytych skorupkami jakis zyjatek. Z dnia na dzien mamy coraz wiecej pamiatek!


Pobudke mamy dosyc wczesnie. Ekipa rybakow przyjechala wyciagac sieci i klatki. Probuje wypatrzec czego nalowili i co tak masowo przenosza w pudlach ale jakos obserwacje niewiele wnosza. Sa jedynie jakies malutkie rybki. Po obozie wlocza sie dwa mlode psy, potwornie rozpuszczone i bezczelne. Probuja sciagac jedzenie ze stolu, rozwloczaja smieci, obsikuja grila, samochody i krzeselka. Wlasciciele wogole ich nie karca, sa chyba zachwyceni swoimi pupilami. Psy, w odroznieniu od np. kaukaskich pasterskich, wogole nie reaguja na gest podnoszenia kamienia. Ba! nawet jak sie w nie rzuci to biegna za kamieniem machajac ogonem i wąchaja czy to nie zarcie. Raz jedyny tylko wlascicielka reaguje - gdy pies zaczyna sie dobierac do ogryzionych kurczaczych skrzydelek. Babka wyrywa mu z pyska kostki, krzyczac ze “kokoszki pieskom nie wolno”. Skodusi bez problemu udaje sie wyjechac z doliny. Wiec nie osiedlamy sie tu na dluzej i nie zostajemy polawiaczami omuli i jezowcow.




cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz