sobota, 12 sierpnia 2017

Opuszczone domy Podlasia i Lubelszczyzny

Podlasie i Lubelszczyzna- kraina drewnianych domków, z fikusnymi okienniczkami czy podrzezbianymi framugami. Domków, których co roku jest mniej. Młodzi uciekają do miast, starzy wymierają. Krewni dziedziczący ziemie maja inne sprawy lub wyburzają chatki aby postawic tam miejskie wille pisane przez kalke...

Przypuszczam, ze sporej części domów ze zdjec juz nie ma. To juz dobrych pare lat... Ale zapewne są inne, podobne, wiec zawsze warto zajrzec w ten region by uchwycic i zapamietac kawałek swiata odchodzacego nieubłagalnie w przeszlosc...


DUBLANY


W Dublanach włóczymy się niespiesznie po wsi. Demograficzne podsumowanie miejscowosci z wikipedii mowi samo za siebie: "1950 r. - 110 mieszkańców, 1999 r. - 14 mieszkańców, 2010 r. - 7 mieszkańców." Zwiedzamy opuszczoną chalupe gdzie 6 lat wczesniej przeczekiwałam z rodzicami burze. Otaczały ją wtedy ogromne stare drzewa. Dziś wyciete i rozwłóczone po okolicy. Naliczyłam 11 grubych pni. Chałupince zawalił się juz dach.


Pokoje raczej rozszabrowane.


Znajdujemy jedynie broszury na temat hodowli bydełka.


Tylko piec kaflowy z zapieckiem został prawie bez zmian. I pokrywka, leżąca w tym samym miejscu niezmiennie od 6 lat.. jakby nieświadomą ogromu zmian zachodzacych w calym otoczeniu..

Dublany, lipiec 2005


Dublany, sierpień 2011



TATARSZCZYZNA


Malenki opuszczony przysiółeczek wsrod bagien. Mala polanka, na ktorej wszystkie zabudowania sa puste, zarastajace wysoka trawa i bialymi kwiatami. Miejsce jest dosyc urokliwe, ale słabo sie nadaje na nocleg, ktory tu planowalismy. Raz, ze teren jest podmokly wiec malo sie nadaje na namioty a zeby przekimac w domku trzeba by dlugo sprzatac gruz i inne smieci z podlogi.


Siano z gory, siano z dolu



DUBNICA


Wsrod drzew majaczy dach opuszczonego domu. Widzielismy go juz z auta, ktrym przyjechalismy tu na stopa. Ponoc od dwoch lat nikt tu nie mieszka. Jak sie pozniej dowiadujemy mieszkala tu babcia z dziadkiem, ale jak dziadek zmarł to babcia wyprowadzila sie sie do mieszkania w bloku w pobliskim miasteczku. Ciezko i smutno zyc na odludziu samej starszej osobie, zwlaszcza zimą. A tam i kolezanki, i do kosciola blisko i ulubione radio lepiej odbiera.. Domek ma sliczne okiennice, ganeczek i schodki porosłe mchem.


Jest zamkniety, ale zagladamy do srodka przez okna. Duzy piec, stara posciel, na stole stoją naczynia, pudelko po herbacie i ciastkach, w wazonie kwiaty.


Jakby ktos wstal przed chwila zza stolu, wyszedł do obórki i zaraz wroci.. Prawie jeszcze widac cienie krzątających sie postaci.. Tylko gruba, lekko zardzewiala, porosla pajeczynami kłodka, przypomina, ze mineły juz dwa lata i daremnie czekac na powrot gospodarza.. Wokol kilka mniej lub bardziej chylących sie ku ziemi zabudowan gospodarczych. W srodku jakies sieczkarnie i inne ciekawe urzadzenia , ktorych przeznaczenia taki miejski profan jak ja za nic nie moze odgadnac..

Omszałymi schodami schodzimy tez w wilgotna i mroczna czelusc piwnicy.


Po drodze stoją w korytarzyku jakies beczki i pudła. Na koncu spora komora wypelniona cala przetworami! Ogorki, kapusta, kompoty z wisni, czeresni, grzybki marynowane, papryczki- czego tam nie ma! Na dnie niektorych sloikow zbiera sie juz pleśń.. Niektore wygladaja calkiem swiezo i smakowicie. Wsadzam do plecaka jeden sloik ogorkow. Widac serce wlozone w te przetwory, czas przygotowań.. Oczyma wyobrazni widze krecąca sie po kuchni babuszke, pochylajaca sie nad kapusta i rabarbarem, krojaca rowno warzywa , by w tych malych sloiczkach zamknac czar podlaskiego ogrodka..


Ogladam sobie jakas maszyne w szopie gdy slysze na zewnatrz "dzien dobry".. No tak.. Jak nic pogranicznicy przyszli zobaczyc jaki to tym razem grozny przemytnik ukrywa swoj towar w opuszczonym domu? Przyszedl sąsiad, ktory pilnuje tego domu aby zobaczyc kto sie kręci w obejsciu. Na poczatku ma dosyc posępny wzrok i grozna mine ale juz po chwili gadamy jak dobrzy znajomi o urokach Podlasia. Zaprasza nas na kawe do domu. Ale to juz calkiem inna historia.

Okazalo sie, ze nie tylko ja przynioslam łupy z opuszczonego domu. Znajomi tez tam trafili- wyciagaja kapuste, kompot i marynowane grzybki. Moje ogorki sa niestety dosyc przekiszone, ale wisniowy napoj i grzybki sa po prostu przepyszne. Acz nie wiem czy to obiektywny smak- czy to przebija klimat i aromat miejsca zaklęty w te oplecione pajeczynami sloiki o mocno juz zardzewialych wieczkach?



MIKIELEWSZCZYZNA


Idziemy lasami zanikającą sciezka. I nagle wpadamy prawie na opuszczony dom! Jest tak zarosniety wszelakim zielskiem, że ze sciezki, z odleglosci 5 metrow wogole go nie widac.


Wnetrze dosyc wypatroszone, rozbity piec, rozwleczone domowe sprzety.


W ogolnym rozpiździelu mozna jednak mimo wszystko dostrzec cos niezwykle malowniczego.


Prawdziwe skarby odnajdujemy jednak dopiero na strychu. Tu czas zatrzymal sie 40 lat temu. Znajdujemy zeszyty szkolne z lat 70 tych, listy z tego okresu, ksiazki, gazet i czasopisma.. Kilka egzemplarzy Trybuny Ludu, ktora nieswiadoma niczego przetrwala zmiany ustrojowe na cichym podlaskim strychu.


Kolega znajduje na strychu stary list. Pisze go matka, ktora wyjechala za chlebem do Ameryki. Pracuje tam na czarno w sklepie z odzieża uzywana i sprzetem AGD. Przysyla dwom synom dolary w listach, ale niestety dosc czesto pieniadze giną gdzies na trasie. W liscie stara sie rozdysponowac, ktory syn ma dostac ile kasy i na co ja wydac. Nigdy nie widzialam jeszcze tylu bledow ortograficznych np. zeby ktos napisal "fczoraj". Data listu jest zatarta..


Sa tez zeszyty szkolne Henia z 72 roku i pracowicie rozwiazane rownania. Ciekawe co dostal ze sprawdzianu? Gdzie chodzil do szkoly? chyba zima musialo zasypywac ta chalupke prawie po dach? czy zawsze zima chodzil do szkoly? Pewnie mala wiejska szkola teraz juz zarasta krzewami podobnie jak ta chatynka.. A moze dojezdzal gdzies dalej autobusem? Ciekawe co teraz robi ten gosciu? czy zajrzy czasami tu do tych lasow gdzie spedzil dziecinstwo?


Obok pelen emocji list.. Zapewne Ania, Zosia i Janek w najsmielszych snach nie przypuszczaja, ze po 40 latach ktos wspomni ich imiona w relacji..


I jeszcze jeden list.. Ciekawe co z tego wynikneło? :)


Brnac po pas w pokrzywach mam wrazenie ze zagdakała gdzies kura, zaskrzypial łancuch wiadra przy studni, odezwala sie krowa a w domu zaplakalo dziecko.. Nie.. To tylko drzewo ociera sie konarem o lekko zapadniety dach.. tylko czemu? przeciez wogole nie ma wiatru....

Odchodzimy juz w dal , a chata szybko niknie osłaniana i pożerana przez bujna roslinnosc...



PODSUTKI


Tu tez czesc domow chyli sie ku ziemi wspominajac dawnych mieszkancow. W tej chalupce mieszkala chyba bardzo pobozna babcia. Wszedzie duzo swietych obrazow, krzyzy, medalikow na szyje.. Byl chyba tez dziadek- pozostaly stare garnitury, jakis mundur i gąsior, chyba na wino...

Biorac pod uwage stan dachu to chyba w ostatniej chwili zdazylam zwiedzic ten dom..

Drugi dom nieopodal. Tez drewniany, tez zarosniety, tez zapomniany...


W srodku sporo sprzetow. Jest nawet komputer.


Okaflowanie pieca siąga prawie na cala izbe



POROSIUKI


Obok stacji stoi opuszczony murowany dom z zarosnietym malowniczo ogrodem..



SOKULE


Przy torach, idac do Porosiukow mijamy opuszczony domek o dosyc zdemolowanym wnetrzu. Sciany przystrojone sa tu swietymi obrazkami a strudzony wedrowiec jakby mu zabraklo ekwipunku moze wzbogacic sie o kilka par butow lub calkiem porzadne okulary sloneczne :P


LIPSK KOLONIA


W domku zwrocila uwage dziwna konstrukcja z mebli. I wiszące u powały zapomniane kiście cebuli...





A tu zebrane rozne sprzety napotkane na zarosłych pajeczynami podlaskich strychach. Pewnie teraz, gdy pisze tą relacje, juz ich nie ma. Pewnie zniknely najblizszej zimy przywalone przez przegniłe krokwie zawalajacego sie dachu i staly sie kawalkami butwiejacego drewna, pomieszanego z resztkami dachu, scian i przypiecowego opału.

Czy zabranie z zawalajacego sie domu takich sprzetow jest kradzieżą czy ratowaniem zabytku przed pewnym zniszczeniem? I gdzie sa granice... jak dom musi byc opuszczony... Czesto w takich miejscach nachodzą mnie tego typu mysli. Tu byly one czysto teoretyczne- wedrowalismy tam pieszo z plecakami...

Ponizsze zdjecia zapewne sa juz historią....

1 komentarz: