bubabar

niedziela, 24 stycznia 2021

Wrześniowa włóczęga cz.29 - Mierzeja Wiślana, Kąty Rybackie

Ostatni nadmorski plan tego wyjazdu zakłada powłóczenie się po Mierzei Wiślanej. Aby tam dotrzeć mamy nie lada wyzwanie! ;)

1. Trzeba ominąć Trójmiasto (nie lubimy dużych miast)
2. Trzeba ominąć, ewentualnie przeciąć, wszystkie autostrady i “eski” (nie lubimy autostrad)
3. Trzeba w miarę możliwości ominąć wszystkie 1 i 2 cyfrowe drogi (bo głównych dróg również nie lubimy)
4. Musimy znaleźć jak najwięcej promów! :P

Wywiązujemy się z zadania zwycięsko, klimatycznie telepiąc się wioskami, alejami “drzew w skrajni”, gdzie czasem kończy się asfalt, a czasami nie ma mostu (i promu również ;) W takich chwilach toperz zawsze się cieszy, że nie mamy terenówki. Bo mając takową, w głowach dwóch siedzących obok istot mogłyby się pojawić “niezdrowe pomysły” ;)

Przez Przekop Wisły przeprawiamy się promem.








Tam gdzie rzeka uchodzi do morza wirują w powietrzu ogromne stada ptactwa!


Na nabrzeżu wypatrzyliśmy takowy bunkierek!


A w rzece pływa chyba foka! Albo coś bardzo do foki podobnego. Niestety ile razy wyceluje się w nią aparatem - to skubana nurkuje!

Jedziemy pod prąd sznurów aut wracających z weekendu. W kierunku Gdańska stoi wręcz korek samochodów, rowerów, kamperów, przyczep. Tłum nerwowy, mijający busia na grubość lakieru, kompulsywnie wyprzedzając się jak w jakiejś grze komputerowej. Niefajnie się tak jedzie… Acz tu już jest tylko jedna droga i nie bardzo się da naszą metodą objeżdżać miedzami. Ale tłumaczymy sobie, że to dobrze, że tak dużo ich jedzie. Im więcej tym lepiej. Im więcej zwariowanych aut spotkamy tu i teraz - tym mniej ich pozostanie na mierzei… I tym bardziej mierzeja będzie się nadawać do użytku przez kolejne dni!

Wieczorem idziemy połazić po Kątach Rybackich. Korek wypełniający lokalną drogę trąbieniem, jechaniem na zderzaku i nerwowymi manewrami - zniknął. Rozpłynął się w powietrzu.. . Pewnie gdzieś stoi u bram wielkich miast na autostradowych bramkach. I tam teraz lecą przekleństwa miłośników pośpiechu i grzania na oślep…

Po Kątach, wraz z nikłym światłem latarni, snuje się klimat “posezonia”. Słowo to zasłyszane w bazach nad jeziorem Koronowskim bardzo przypadło mi do gustu. Bo ja owego klimatu posezonia właśnie wszędzie szukam. Gdy wiatr targa papierami z przepełnionych koszy, piwo w knajpie się skończyło i trzeba skoczyć do monopolowego sobie przynieść, a ryba jest tylko ta świeża, którą właśnie przywieźli. Bo tą przygotowaną wcześniej wyżarli z talerzami. Tak… Polska śródtygodniowa to całkiem inny świat!

Wiele knajpek wygląda całkiem zachęcająco! :)


Mały port, pełen kołyszących się na falkach kutrów..







Płytowa droga, na którą zleciały się chyba wszystkie komary i meszki z całego Pomorza. Tak się wręcz zastanawialiśmy, że nigdzie ich nie ma. To już wiemy, gdzie sobie zapodały zlot!


Szukamy opuszczonej barki/łodzi. Łódka jest, ale za płotem.. :(


Odżywamy się oczywiście samymi rybami :) Tu pochłaniamy smażone okazy...


A tutaj wędzone!


W okolicach udało nam się wypatrzeć dziwne "oznakowania". Na latarniach, płotach, murkach - są klejone znaczki z takową postacią. Duch? Hatifnat? Czy to rodzaj szlaku? Czy raczej czyjegoś "podpisu", zaznaczenia swojej obecności - w stylu "byłem tu - Siwy"?





cdn



czwartek, 21 stycznia 2021

Wrześniowa włóczęga cz.28 - Kartuzy

W Kartuzach po raz kolejny sprawdza się metoda, że warto zabłądzić. Zły skręt na rondzie i wyrzuca nas wśród jakiś przykolejowych magazynów. I tak trafiamy na pordzewiałe parowozy.









Wnętrza lokomowywy.




Tabliczka, jeszcze w miarę czytelna...


Ale napis to już nie bardzo…


Kawałek dalej stoją wagony, które również sprawiają wrażenie bardzo wiekowych.




Jeden z nich miał okna otwierane na parciany pasek. A inny drewniane schodki!


Piecyk wagonowy! Szkoda, że takich nie było w naszych wagonach mieszkalnych na Helu!


Wnętrza wagonów są mocno wysprejowane - w malunki o raczej znikomej wartości artystycznej.





A tu się chyba hajcowało!



Widoki z ciemnych czeluści wagonu na jasny świat, pełen kłębowisk torów.


Czasem podłoga traci swoją ciągłość, a innym razem można przysiąść na ławeczce z aromatycznego podkładu.



Lakier na wielu wagonach nabrał ciekawe desenie pęknięć i zlazłych kolorów.



Zdobienia i oprzyrządowania kół…


Koła inne wszelakie, zębate i pokrętłowe...



Solidny hak!


Krajobraz z kranikiem ;)


Coś chyba cennego tu wozili, że takie pokratowane okna!


Czy to był jakiś skansen kolejowy? Czy po prostu wagony sobie stały, stały, aż popadły w zapomnienie? A czas mijał i podbijał ich “zabytkowość”?

A to dawna lokomotywownia? Teraz szczelnie zamknięta. Chyba pełni rolę jakiś magazynów. W dali wystaje hotel - całkowicie niepasujący do klimatów tego miejsca…


Karuzela dla lokomotyw :P Teraz jeszcze połączona z basenem! Tak to jest... Kabak wszędzie widzi place zabaw i wesołe miasteczka. Tu niestety, w odróżnieniu od helskiego dalmierza, nie udaje się rozkręcić konstrukcji! Ba! Nawet drgnąć! ;)






Po drugiej stronie torów jest też dawna nastawnia.


Zostało w niej całkiem sporo wyposażenia, ale zasypanego śmieciami i zasranego przez bezdomnych w takim stopniu, że prawie wracało mi śniadanie, mimo że od czasu jego spożycia minęło już dobrych kilka godzin. Biorąc pod uwagę zapach - to bym się nie zdziwiła jakby pod tymi śmieciami leżały jakieś zwłoki! A może to tylko kurczak z Biedronki za 2.99 się zepsuł? Jedna takowa kurczakopodobna łapka wystawała spomiędzy puszek...



Gdy wchodzę na parter, słyszę, że na piętrze ktoś jest. Przystaję i zaczynam nasłuchiwać. Niosą się głosy dosyć emocjonalnej rozmowy. Jeden żulik tutaj pomieszkuje, a drugi przyszedł go odwiedzić. Tym samym mam okazję poznać skróconą i przyspieszoną historię miasteczka. Wiem już kto z kim i za ile, kto przestał pić, a kto zaczął, komu lepiej nie wchodzić w drogę jeśli się jest przywiązanym do swoich zębów i jakie najlepiej robić interesy, aby dorobić się szybko, sprawnie i bezboleśnie. Zadziwiający jest jeden z rozmówców - wykazuje sie niesamowita pamięcią przy charakteryzowaniu kolejnych osób, pomija chyba tylko pesel i numer buta…

Stylowy wieszak na kapoty tu mają! Pewnie niejeden miłośnik kolei dużo by dał, aby mieć taki w domu!


Na tym zdjęciu nawet jeden z lokatorów został ustrzelony - jego gęba schowała się za pojemnikiem. Pozostali dwaj się zdematerializowali. Wyraźnie było słychać rozmowę 3 osób. Może jest drugie wyjście? Albo wyleźli na dach zaczerpnąć świeżego powietrza?




cdn