czwartek, 27 lipca 2017

Jantarnyj i okolice - Obwód Kaliningradzki cz.10

Kolejną nadmorską miejscowoscią do ktorej zawijamy jest Jantarnyj. Poczatkowo mamy w planach zwiedzic tu bursztynowy kombinat. Na wjezdzie wita nas drogowskaz o klimatach typowych dla wschodnich uzdrowisk.


Okolice tej miejscowosci sa ponoc najbardziej obfitym w bursztyn miejscem nad Bałtykiem (albo na takie kreowanym - na plazy nic nie znalezlismy, to nad zalewami bylo nieporownywalnie wiecej :P ) Do tutejszego kombinatu wpuszczaja turystow, acz w pierwszy dzien okazuje sie, ze po 16 juz nie ma zwiedzania. W drugi, ze nie mozna wejsc indywidualnie tylko musimy czekac na grupe, ktora bedzie za 2 godziny. Kazdy pilnujacy cieć mowi co innego. Wiec sobie ostatecznie odpuszczamy. Z podsluchanej pozniej rozmowy na plazy (jakis rozczarowanych turystow) wynikalo, ze wpuscili ich tylko do dwoch sal z gablotami. A liczyli (podobnie jak my) na oglądanie maszyn, obrobki czy na zagladanie do wyrobisk.


Na nocleg zatrzymujemy sie kolo knajpy nad jeziorem (jest to zalane bursztynowe wyrobisko). Ponoc na jego dnie zachowalo sie sporo dawnych maszyn wydobywczych, obroslych glonami i gliną koparek, wagonikow czy mniej lub bardziej zruinowanych zatopionych budyneczkow. Woda jest przejrzysta, gleboka na kilkadziesiat metrow. Jezioro jest wiec popularnym miejscem nurkowym. Wszyscy dziwia sie, ze my tu przyjechalismy a nie nurkujemy? Podejrzane! To kim my jestesmy?

Ile razy widzimy bąbelki czy koła na wodzie to za chwile wynurza sie nurek!


Na brzegach jeziora jest tez kilka sympatycznych baz, ktore przypominaja osiedla baraczków i przyczep albo namiotowe miasteczka, cos jak nasze studenckie bazy namiotowe w gorach. Niestety nie sa one ogolnodostepne tylko naleza do roznych kół i klubow płetwonurkow. Wieczorem slychac, ze ta grupa lubi sie bawic! :D Po wodzie niosą sie dzwieki gitar i mocno zakrapianych spiewow :)


Przy nadjeziornej knajpie jest pole namiotowe- duzy pusty plac ze skoszona trawa... tylko zadnych namiotow nie ma. Pozniej sie dowiemy dlaczego..


Mają tu tez kible ktore sprzyjają integracji


Rano idziemy na nadmorską plaze i okazuje sie, ze jest tu wydzielony pas wybrzeza gdzie mozna postawic namiot na samej wydmie, mozna palic ognisko... Nic dziwnego, ze tu ludzie biwakują a nie pod knajpą, nie dosc, ze za darmo to jeszcze prawie na samej plazy i do snu szumia fale... Kurde... Szlag nas trafia zesmy wczoraj tego miejsca nie znalezli :( I wciaz nasuwa sie to samo pytanie- dlaczego wszedzie sie da a nad polskim morzem nie?


Pobyt na plazy bez fikołkow jest niewazny! Tylko kabak nie chce zrobic fikołka!


Przy samym morzu jest drugie zalane wyrobisko bursztynowe. To chyba sa tereny dawnej kopalni "Anna". Bo wszedzie stoją drogowskazy "widok na "Szachte Anna"" a widok jest na morze, plaże i to oto plażowe jeziorko ;)


Przejezdzamy tez dzis przez Swietłogorsk - i widac, ze jest to glowny kurort obwodu... I ze wlasnie jest niedziela. Chyba caly Kaliningrad postanowil spedzic tu weekend. Na wąskich uliczkach ustawia sie kilkustrumieniowy korek, niektorzy probują omijac chodnikami i tam tez grzęzną. Nie ma opcji zatrzymania sie przy drodze a wjazd na jakikolwiek parking moze skonczyc sie utkwieniem tam chyba na zawsze. Miedzy trąbiącymi autami lawirują cale pielgrzymki odswietnie ubranych kuracjuszy. Od czasu do czasu trafia sie zagubione dziecko na hulajnodze czy ogłupiały pies wpadajacy na ludzi i auta.. A nam wlasnie skonczyly sie pieniedze i mielismy chytry plan znalezienia w tym miasteczku bankomatu czy kantoru... Ale bardzo szybko wybijamy sobie ten pomysł w glowy.. Benzyny jeszcze w baku troche jest, zarcia w torbie tez i patrzac na to wszystko- to pieniadze chyba nie sa nam wcale tak pilnie potrzebne. Potrzebne jest jedynie znalezc sie natychmiast daleko stad.. Kilka kilometrow od miasta znow jest pusto. Nie ma ludzi, nie ma aut. Tylko helikoptery czasem latają ;)

Jedziemy w strone Kurskiej Kosy ale nie najkrotszą drogą. Zanim tam dotrzemy pokręcimy sie jeszcze po kilku wioskach...

W necie mozna znalezc mapki wskazujace, ze "wnetrze lądu" miedzy Kaliningradem a morzem sa terenem zamknietym i obcokrajowcy nie sa tam mile widziani. Jadąc jedną czy drugą drogą jednak nie widzielismy zadnych oznaczen a i miejscowi mowili, ze "kiedys tak bylo ale to juz nieaktualne". Jak jest naprawde to nie wiem, ale powloczylismy sie po roznych tamtejszych bocznych drogach i zadnych problemow nie bylo. W tych terenach znalezlismy trzy opuszczone poniemieckie koscioly.

Salskoje. Z kosciola zostaly tylko trzy sciany. Obiekt jest ogrodzony siatka i bez jej przeskakiwania nie da rady wejsc do srodka. Ruiny sa połozone w srodku wsi wiec przelazenie góra tez jest problematyczne bo sie wszyscy gapią i trochu glupio ;)


Kolejną wioską, do ktorej nas ciągnie jest Kumaczowo. Stoi tu spory kosciol, jeszcze zadaszony, choc deski z dachu troche lecą (byl bardzo wietrzny dzien). Mozna wejsc do srodka bez problemu (no chyba, ze te latajace deski ;) Na dachu są trzy gniazda bocianie. Wyjątkowo glowna wieza w mocno nadwątlonym stanie (zwykle to one sie najlepiej zachowaly). Za kosciołem menelski skwerek, gdzie panowie w srednim wieku trudnią sie klasycznym spozywaniem i zaczepianiem nielicznych turystek :P


Zaraz przy kosciele trafiamy na ormianska knajpe gdzie pozeramy pyszna siomge w sosie z granatu. Jedna z kelnerek za "dziekuje" po ormiansku tak rozpływa sie z radosci, ze mamy wrazenie, ze zaraz dostaniemy 5 kolejnych ryb w gratisie :) Konczy sie tylko na deserku :)


Knajpa nazywa sie "Bocian" ale takowy usmiecha sie tylko z fototapety (no i kilkanscie sztuk z dachu pobliskich ruin koscioła). Za to nad glowami lata mnostwo jaskolek.


Odwiedzamy tez Romanowo. Tu tez mają spore ruiny kosciola z fragmentem zachowanego dachu i posadzki. Fajne "kwaśne mleko" trafilo sie dzis na niebie!


Tu rowniez okolice koscioła sprzyjają spozywaniu i zostały ulubione przez miłosników trunków i biesiad. W odroznieniu od Kumaczowa tutaj nie wystarcza bela drewna rzucona gdzies "na przyrodzie" wsrod krzaków. Przy koscielnym murze stoi blaszana przyczepa ze stołem, ławami i nawet kanapą, gdzie widac wyrazne ślady minionych imprez. Zapach bimbru, fajek i przekiszonych ogorkow mocno wgryzł sie w pordzewiałe sciany żulerskiej przystani. Niestety, nie bylo akurat stalych bywalcow wiec nikt nas nie zaprosil na stakana samogonu ;)


Nieopodal zaparkował niewielki pojazd na lokalnych blachach.




cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz