Široký kámen widziany z oddali nie przedstawia się jakoś szczególnie - całe wzgórze wydaje się być zarośniete lasem. Ale wiemy, że są tam 3 albo 4 skałki, z których będą całkiem fajne widoki. Nie prowadzi tam żaden szlak, więc dodatkowo miejsce nie powinno być zbyt ludne.
Ruszamy przez pachnące sosnowe lasy, pełne piachów i wygrzanych wrzosowisk. To chyba mój ulubiony rodzaj lasu! :)
Nie ma wątpliwości, że jesteśmy w Czechach - cała okolica jest usiana różnistymi skałkami.
Wąwozami wspinamy się w górę.
Docieramy w rejon pierwszej skałki. Bardzo tu dużo powalonych drzew, a te stojące często mają malowniczo powykręcane pnie i drapieżne gałęzie.
Widoki jakieś stąd są, ale dosyć ograniczone. Rozsiadamy się na wygrzanej skale wsród aromatu żywicy i pożeramy kanapki.
Tuptamy dalej. Znajdujemy kotlinkę otoczoną zewsząd skałami. Dzięki temu miejsce jest wyjątkowo zaciszne - temperatury panują tu chyba o 10 stopni wyższe niż w innych miejscach, a słońce przypieka prawie jak latem!
Jest tu bardzo dogodna wnęka ogniskowa. A my durni, żeśmy już wszystko zjedli na zimno... Dosłownie przed chwilą :(
Jakieś tajemnicze ścienne inskrypcje ;)
Nieopodal widać wiszącą linę. Zazwyczaj takie wyposażenie skał sugeruje, że tam jest jakiś schowek. Może kesz? Może wpisownik? A może flaszka ukryta w skałach? (zwłaszcza to ostatnie często się zdarza w tych okolicach). Nie omieszkamy sprawdzić!
Nasza dalsza trasa prowadzi na tą skałkę.
Schodki
Wyłazimy i... otwieramy gęby z zachwytu! Aż takich rozległych widoków to się tu nie spodziewaliśmy! Taka przestrzeń!
I wszystko takie ciepłe, wygrzane, pachnące igliwiem. Człowiek by się wyłożył na skale, wystawił pysk do słońca... I gapił jak płyną obłoki czy nasłuchiwał darcia dziobów wszelakiego ptactwa szybującego pod niebem. No i tak właśnie spędzamy najbliższy czas :) No bo w sumie przecież nigdzie się nam nie śpieszy!
A wokół bezmiar zieloności! I tak się fajnie ułożyło, że nie widać stąd żadnych miejscowości, mimo że patrząc na mapę - jest ich wokół wcale nie tak mało.
Nacieszywszy się do woli tym miejscem - idziemy szukać kolejnych. Bo wychodzi na to, że tych skałek co sterczą z lasu jest tu całkiem spora ilość.
Stroma ścieżka w dół sprowadza nas na ogromny obły kamulec.
Przed nami charakterystyczna sylwetka wzgórza Hamerský Špičák.
W dolinie bezpośrednio pod nami rozłozył się jakiś niewielki zakładzik. Nie wiem czym sie tam zajmują, ale widać baseny z jakąś mazią. Jakby oczyszczalnia? Niedaleko stąd są dawnie sztolnie uranowe, więc być może jest to większe paskudztwo niż się wydaje na pierwszy rzut oka... I może to tam jeździły te dziwne nocne ciężarówki??
A jak popatrzymy bardziej na lewo to już tylko lasy i góry.
Kiedyś jakiś Sasza podziwiał tu widoki. To też chyba poligonowa historia? Acz tu tylko jeden taki napis zaobserwowaliśmy. Widać Ralsko było bardziej modne wśród radzieckich żołnierzy ;)
Miejscówka ma jedną wadę - jest tu jakoś dziwnie ślisko, pochyło i zasysająco. Boimy się więc podchodzić zbyt blisko urwiska - coby nie zjechać prosto do tych czerwonych pienistych baseników ;) Tak jak poprzednia skałka zachęcała do dłuższych posiadówek - no to ta jakoś nie. Z chęcią więc przenosimy się na inną, pobliską półkę. I tu znów jest rewelacyjnie!
I jak cudownie w takim miejscu wyłożyć się na mchu! Chyba jeszcze fajniej niż na skale - no bo mięciutko! :)
Wyraźnie widać, że skałka jest nieraz wykorzystywana ogniskowo.
Widoki piękne, opału w opór, nawet ławeczkę ktoś postawił. Zachód słońca też pewnie stąd będzie ładny. Jest jednak pewien problem - wszystko co mamy na wieczorne biesiadowanie - zostało w busiu, o tam! na dole... Poza tym chcemy dziś jeszcze jedno miejsce odwiedzić. Ognisko na Širokim nie jest więc nam dane... Może kiedyś?
I dziś znów, podobnie jak na Jelenim vrchu, nie spotkaliśmy kompletnie nikogo. Przez całą wycieczkę nawet z daleka nie mignęła ani jedna ludzka sylwetka. Tylko my, skały i powykręcane sosny.
Schodzimy przez przesiane słońcem lasy, a potem suniemy do ruin zamku.
cdn

















































