środa, 26 kwietnia 2017

Śladem opuszczonych hoteli cz.1 (Chorwacja)

Jednym z krajow gdzie znalezlismy najwiecej opuszczonych hoteli - była Chorwacja. Spora czesc z nich byla pamiątka po czasach jeszcze jugosławianskich. Odwiedzane obiekty zwykle byly molochami, zachowanymi w stanie swietnie nadajacym sie na dziki nocleg czy impreze, z widokiem na morze i łany bujnej roslinnosci.

PRIMORSTEN



Na samym brzegu morza, na uboczu miejscowosci stoi sobie hotel. I czeka chyba na nas. Bo jestesmy tylko my i on. To znaczy moze nie do konca - sa tez cale stada nietoperzy, ktore na codzien widac tu zamieszkuja. Wlasnie koluja nad naszymi glowami i mamy wrazenie ze jest im tu calkiem dobrze.

Widziany z plazy:


Wnetrza





Schodki, przejscia do ogrodow

Scienne desenie

Trafiamy tez na lazienke- sa nawet prysznice! ale jakis figowiec (chyba) znalazl ja przed nami i sie zadomowil. Pewnie jakby bylo teraz pozne lato to bym czesto tu przychodzila “skorzystac z prysznica” i urwac sobie apetyczna fige :-P Koniecznie rano i wieczorem, a moze i w poludnie!


Kaktusy jednak wola balkony. Ciekawe czy kiedys trzymano je moze w doniczkach a teraz poczuly wolnosc i sie rozkrzewily swobodnie na podlogach


A ten jegomosc caly wieczor umila nam czas spiewem


Obchodzac rozne katy da sie zauwazyc ze i miejscowi maja tu swoja sympatyczna imprezownie.


Nie wiem jak niektorzy moga mowic, ze opuszczone miejsca sie marnuja, ze nikomu nie sluza, ze przygnebiaja, ze szkoda ze spotkal je taki los itp.. One jak najbardziej sluza i spelniaja swoja role, czasem tylko odrobine inna niz byla zamierzona i zaplanowana z poczatku. Sa potrzebne- ale innej grupie ludzi :)

Tu miejsce naszego noclegowiska :)

I widoki z niego:







HALUDOWO



Hotel Haludovo zostal zbudowany w latach 70tych przez amerykanskiego biznesmena, ktoremu zamarzylo sie prawdziwe kasyno po tej stronie zelaznej kurtyny. Zainwestowal w pieciogwiazdkowy kompleks hotelowy 45 milionów dolarów. Byly baseny, fontanny, wiszace ogrody. Zabawialy sie tu osobistosci ze swiata polityki, zarowno z zachodniej Europy, Ameryki jak i krajow arabskich. Kasyno zbankrutowalo rok po otwarciu, okazalo sie przeinwestowane i nijak nie moglo sie zwrocic. Budynek dzialal jeszcze 20 lat jako hotel robotniczy. Po wojnie w latach 90 tych zostal definitywnie zamkniety.

Tak wygladal w czasach swojej swietnosci:

(zdjecie znalezione w necie, ze strony:
http://www.whitemad.pl/martwy-luksus-nadmorskie-kurorty-w-bulgarii-i-chorwacji-niegdys-pelne-ludzi-dzis-porosniete-chaszczami/

Hotel rzeczywiscie jest ogromny. Kilka pieter pokoi, centralna sala gdzie chyba bylo slynne kasyno, dyskoteka, recepcja i informacja- stad wylatuje zdezorientowana jaskolka! Sala dyskoteki rozbrzmiewa dzwiekami jak z ptaszarni.








Teren wokol porasta roslinnosc o egzotycznym wygladzie i calkowicie mi nie znana z nazw. Wielu jej przedstawicieli nie ogranicza sie do pozostawania w ogrodzie a zaczyna sie wdzierac i do wnetrza hotelu.





Udaje mi sie uzbierac calkiem pokazna kolekcje nieznanych szyszek.




Wiekszosc pokoi, sal i korytarzy jest mocno zdemolowana, wszedzie zalega gruba warstwa szkla, w duzej czesci pochodzaca chyba z tluczonych luster. Pokoje z widokiem na morze sa czesto uprzatniete po wandalach, szklo jest zamiecione pod sciane, a resztki tapczanow rowno ustawione. Liczne nascienne podpisy i zwierzenia informuja, ze obiekt nie stracil strategicznego znaczenia w turystyce- czesto nocuja tu autostopowicze z roznych czesci Europy. Mozemy przeanalizowac trase wyprawy holenderskiej grupy wloczegow albo wczuc sie w nieszczescia Saszy z Jekaterynburga, ktory nie mial powodzenia u lokalnych dziewczat. Oczywiscie znajdujemy tez liczne wpisy rodakow, acz oni ograniczaja sie jedynie do podania swoich imion, dat, ostatecznie ulubionych lub znienawidznych druzyn pilkarskich.

Na nocleg wybieramy przestronne sale.


Cale przyhotelowe wybrzeze jest sympatyczne i zapomniane.

Pokruszony beton bulwarow, dogodne zejscie do wody, zabita dechami restauracja, podwodne schody o nieznanym przeznaczeniu z dalekiej przeszlosci.








KRVAVICA



Hotel jest polozony przy promenadzie, wcisniety pomiedzy czynne budynki.


Budynek jest chyba stylizowany na spodek kosmiczny










TUCEPI



W Tucepi szukamy hotelu Jadran. Ponoc to byl pierwszy hotel w tej miejscowosci zbudowany po II wojnie swiatowej i najbardziej luksusowy- ze wzgledu na wyposazenie i polozenie. W czasie wojny w latach 90tych stacjonowalo w nim wojsko. W tym czasie zostal na tyle skutecznie zdemolowany, ze nie bardzo nadawal sie juz do pelnienia funkcji turystycznej noclegowni. My jednak sądzimy inaczej i postanawiamy tu zostac.

Teren przy hotelu jest strasznie ruchliwy, ludzie, samochody, rowery- wszystko sie klebi i roi. Ciezko jest wejsc do wnetrza budynku i nie zostac zauwazonym, juz nie mowiac o wniesieniu bambetli. Troche pomaga zarosniety ogrod okalajacy wejscia od strony ulicy.


Nasz hotel to ogromny moloch, wiezowiec, z kreta slimakowata klatka schodowa, wielkimi halami i korytarzami rozlazacymi sie na wszystkie strony.







Jedna sala jest przyozdobiona sciennymi malunkami

Wlazimy na dach budynku ktory jest dogodnym punktem widokowym na cala okolice.



Wychodzac z drugiej strony budynku wpadamy w inny swiat, pusty,pelen egzotycznych roslin i ni zywej duszy w zasiegu wzroku. Wszystko zarosniete jest gaszczem palm i bluszczy.







Najpierw wylazimy na ogromny taras a potem z niego schodzimy na hotelowa plaze. Tutaj tez jestesmy sami, choc momentami mam dziwne wrazenie, ze ktos lub cos sie nam przyglada.




Spimy w arkadach przy tarasie, z widokiem na morze.


W nocy robi sie duchota ciezka do wytrzymania, jest goraco, lepko, nie ma czym oddychac. Mimo ubrania krotkich spodni i nieprzykrywania sie spiworem czlowiek sie rozpuszcza zywcem. Potem zaczyna lac. Wogole jakos nie moge spac tej nocy. Budze sie co pol godziny z poczuciem przestrachu, wydaje mi sie ze cos chodzi obok, ktos nade mna stoi, ze pojawia sie jakies swiatlo. Rozgladam sie wokol i za kazdym razem nic.. Tylko ciemnosc, deszcz chlupocze… W ktoryms momencie budzi mnie toperz mowiac, ze nagle pojawil sie dziwny zapach, jakis taki paskudny i bardzo intensywny. Cos jakby smrod zgnilizny, czegos co sie rozklada. Niucham wokol ale nic nie czuje. Toperz potem twierdzi, ze zalatywalo tym kilka razy w nocy. Czy to jakies zwierze łazilo? czy jakas roslina nocami wypuszcza jakies aromatyczne soki? Nie pamietam kiedy z takim utesknieniem oczekiwalam switu. I najsmieszniejsze ze tak zupelnie bez przyczyny.. Z porannych rozmow okazuje sie, ze nasi towarzysze tez zle spali i tez twierdza ze cos w nocy lazilo korytarzami.



IGRANE



Miejsce calkiem przyjemne acz bardzo wcisniete miedzy zamieszkale budynki.






Obok lezy fragment scietej palmy ktory na pierwszy rzut oka przypomina szyszke -giganta!





KUPARI



W latach 50tych powstał tu ogromny wojskowy kompleks wypoczynkowy, na potrzeby oficerow Jugoslawianskiej Armii Ludowej i ich rodzin. Został uznany najlepszym i najbardziej luksusowym w Jugosławii. Zainwestowano w niego ponad miliard dolarów, a w tutejszych hotelach mogło spędzać wakacje ok. 2 tys. osób. Swoją prywatną willę posiadał tu nawet Tito. Losy osrodka sa takie same jak wiekszosci juz odwiedzonych przez nas willi, hoteli i baz wojskowych. Miejsce tetnilo zyciem przez kilkadziesiat lat bedac duma zjednoczonej Jugoslawi. Potem smierc Tito, lekkie podupadanie za duzego i nie do konca potrzebnego kompleksu. Potem wojna, zajecie duzych budynkow na wojskowe cele, wzajemne strzelanki, plądrowanie i demolka. (Kupari juz w 91 roku zostalo ostrzelane z morza, potem trafilo w rece Serbow. Dopiero rok pozniej Chorwatom udalo sie odzyskac teren tej zatoki.) Potem nowe czasy i nieoplacalnosc remontu zbyt zniszczonych obiektow, nie do konca wyjasnione prawa wlasnosci. W skład kompleksu wchodzi sześć hoteli: Mladost, Grand (najstarszy z roku 1920), Goricina, Pelegrin, Kupari i Galeb.

Obecnie nie wiem czy miejsce jest nadal dostepne. Ponoc ktos je kupil a to zwykle konczy sie bardzo zle...

Gdy zajezdzamy tu w niedzielne sloneczne popoludnie mamy wrazenie dziwnego kontrastu! Z jednej strony puste otwory okien, postrzelane sciany i wyjaca na wietrze falista blacha. Z drugiej- wszedzie kupa ludzi! Zalegaja plaze, deptaki, pobliski park. Spacerowicze, rybacy, zakochane pary, biwakujace cale rodziny, imprezujacy przy flaszce, plazowicze lapiacy ostatnie promienie slonca. Niby wiekszosc ludzi twierdzi, ze lubi wypasione hotele, odpiglowane sterylne skwerki, trawe z rolki, plastikowe drzewka i drinki z palemka. Ruiny? polamany beton? zdziczaly ogrod? A fuj! Paskudne i przygnebiajace! A tu Kupari zdaje sie byc tego zaprzeczeniem. W cieniu opuszczonych gmachow i zdziczalej roslinnosci cale dziesiatki ludzi milo i z wlasnej woli spedzaja swoj wolny czas. I wlasnie tu a nie gdzie indziej.

Kilka duzych hoteli przytłacza swoja molochowatoscia.








Ciezko mi sobie wyobrazic jak to wygladalo jak te wszystkie hotele byly zamieszkane przez wypoczywajacych i oni wszyscy potem szli plazowac.. Chyba nie mieli najmniejszego cienia szans zmiescic sie na tutejszej, niewielkiej plazy. Nie wychodzili z hoteli? jeden drugiemu siedzial na glowie? nigdy calosc kompleksu nie byla obsadzona?

Wieczorem odkrywamy kolejny hotel- ten najmniejszy i najstarszy. Mimo ze chyba wlasnie on najbardziej ucierpial w czasie wojennych strzelanek, on wydaje sie nam jakis taki najbardziej przyjazny. Szeroki wykladany cegielka taras, zasypane igliwiem podlogi i sciezki. W odroznieniu od pozostalych nowoczesnych blokow, ten robi wrazenie jakby palacowe. Fikusne balkoniki, ozdobne wnetrza. Zdecydowanie tu zakladamy oboz :)







Park otaczajacy zatoke opuszczonych hoteli robi wrazenie jakiegos egzotarium. Palmy, palmy i jeszcze wiecej palm. I jakies pnacza, i na tym kwitnace krzewy.










Wieczorem ludne miejsce powoli pustoszeje. Ludzie wsiadaja w swoje auta, na rowery i znikaja wsrod drzew. Zostajemy sami. My, morze i ksiezyc. Tak jasnej nocy nie widzialam juz dawno. Zeby moc swobodnie robic zdjecia, z reki, bez uzycia statywu. Na niebie chmurki o formacji zwanej przez moja rodzine “kwasne mleko”.


Kolo polnocy wychodzimy na deptak. Ciemne bryly zapomnianych budynkow na zboczach zieja pustka. W dali widac swiatla sugerujace, ze nie caly swiat jest opuszczony i wyludniony, tylko my trafilismy w taka dziwna rozpadline miedzy gorami. Po wodzie niesie sie muzyka bum bum bum pomieszana z dalekim gwarem. Pewnie gdzies tam, po drugiej stronie zatoki, stoja jakies hotele i dyskoteki. Pewnie gdzies tam eleganccy ludzie jedza kolacje na bialych obrusach, kapia sie w pachnidlach, przechadzaja oswietlonymi korytarzami i stawiaja wypasne fury na wyzamiatanych parkingach. Dzieli nas tylko niewielka połać lekko sfalowanej, zalanej ksiezycowym swiatlem zatoki. Ciekawe czy ktos z tamtego swiata patrzy teraz w strone ciemnego wybrzeza Kupari. Czy komus stamtad przejdzie przez mysl jak piekna moze byc ciepla noc w zupelnie innej Chorwacji?

Wracamy na nasz taras. Zostawiamy w tyle swiatla przeciwleglego brzegu i dalekie odglosy dyskoteki. Zapadamy w cien palm, kwik nocnego ptactwa i furkot latajacych gdzieniegdzie nietoperzy. Wsrod zasypanych igliwiem schodkow wpelzamy w namiot. Ciekawe czy nas odwiedzi jakis duch z dawnych czasow, zdziwiony, ze dzisiejsza noc nie przychodzi mu spedzac w Kupari samotnie…

Pogodny poranek mija nam na zwiedzaniu budynkow, na ktore wczoraj braklo czasu.




2 komentarze: