poniedziałek, 16 stycznia 2017

Czas nie goni nas cz.53 - Ukraina, pododeskie kurorty

Wyjezdzamy z portu. Zegna nas tabliczka “Iliczewsk - port”. Dojezdzamy do jakiejs ulicy. W lewo czy w prawo? Nie mamy pojecia. Jakos z mapa sie nie zgadza.. Jedziemy na czuja w kierunku gdzie widac bloki. Mijamy tabliczke “Czernomorsk”. Hmmm.. Nie mam nic takiego na mapie. Wyciagam drugą. Nie ma.. Ani w spisie ani nigdzie w rejonie. A to jest cos duzego, nie ma opcji, zeby to byl przysiolek, ktory pominieto.. Ze trzy razy jezdzimy w te i wewte, trafiamy do okolicznych wiosek. W koncu sie poddajemy. Trzeba zapytac miejscowych. Stajemy pod jakims zakladem samochodowym. “Przepraszam, ktoredy jechac do Iliczewska”. Kolesie zaczynaja pękac ze smiechu. “Jestesmy w Iliczewsku”- “Ale jak to? Przed chwila byla tabliczka “Czernomorsk, ooo tam!”- “Czernomorsk i Iliczewsk to jedno i to samo miasto”- “Ze co?”.. I wlasnie sie dowiaduje, ze Iliczewsk nalezy do tej grupy miast, ktore ostatnio okazaly sie miec nazwy z dawnych lat, ktore sa nie po linii politycznej obecnego rzadu Ukrainy. Za malo europejskie i zbytnio swoim brzmieniem nawiazujace do dawnych komunistycznych czasow, ktore jak wiadomo sa najgorszym zlem, nawet na tabliczce z nazwa miasta lub ulicy. Wiec maja obecnie manie zmieniania. Los ten spotka kilkaset miast, miasteczek i wsi. Iliczewsk stal sie Czarnomorskiem, Dniepropietrowsk Dnieprem. Teoretycznym zmianom ulegna nawet tez nazwy miast i wsi na terenie Krymu i tej czesci donieckiej obłasti, nad ktora obecnie wladze Ukrainy nie maja kontroli. Mechanicy z zakladu nie kryja oburzenia z racji tych “fanaberii”- “Tak sie bawią kacyki z wierchuszki w Kijowie, a normalni ludzie sie zastanawiaja jak przezyc kolejny tydzien. W drogach sa jamy na pol metra, dzieci chodza glodne, w czesci blokowisk nie ma zima ogrzewania! Czy naprawde nie ma pilniejszych wydatkow w naszym kraju? Moze zaczna tez burzyc wszystkie budynki, ktore powstaly w tamtych czasach? Moze typ ich architektury tez sie komus zle kojarzy? Zrownaja wszystko z ziemia, zostanie goły step- to bedzie pełne “zdekomunizowanie””. Fakt - wymiana wszystkich tablic i znakow przy drogach, tablic na szkolach, szpitalach, urzedach, dokumentow, map- toz to musza byc ogromne naklady finansowe! Czy Ukraina je posiada i czy serio jest to najpilniejsze w tej chwili? Gdy maja wojne, korupcja szaleje, kurs waluty zaciąga muł a babcie za emeryture moga sobie kupic 5 bochenkow chleba? Nie mnie oceniac- “nie moje małpy, nie moj cyrk”- ale sie nie dziwie, ze chlopaki sie wkurwiaja- zwlaszcza, ze za obowiazkowa wymiane dokumentow musza zaplacic z wlasnej kieszeni. Opowiadaja tez ciekawa rzecz o lokalnych sporach. Ponoc w odeskiej obłasti gdzie sie znajdujemy, inny urzad odpowiada za tabliczki z nazwami miejscowosci na ich poczatku i koncu, a inny za znaki kierunkowe do miast i wsi. I tak jak pierwszy ochoczo podjal sie wymiany tablic, to drugi zamula i znakow kierunkowych zmienic nie chce. Tlumaczy sie brakiem pieniedzy, materialow i ochoty. Zatem pewnie jeszcze jakis czas bedziemy jechac za tablicami “Iliczewsk 50km, “Iliczewsk 14 km” i… wjedziemy do Czernomorska! ;) Zmiany nazewnictwa na Ukrainie beda dotyczyc nie tylko miejscowosci ale tez ulic, skwerow, parkow, a takze usuwania zle kojarzacych sie pomnikow. Z tymi ostatnimi jak sie okaze w najblizszych dniach sprawa jest najbardziej rozmyta, nieewidentna i czesto wrecz mocno zabawna. Czasem np. wystarczy przemalowc flage w rekach chloporobotnika. I juz jest dobrze ;)
Miasto Iliczewsk/Czernomorsk nieco nas zaskoczylo. Spodziewalam sie malego, zapomnianego miastecza w stylu Oczakowa a tu kurort! Wrecz kipiacy od turystow, kolorowych dmuchanych piłek i rozowej waty cukrowej. W Batumi to wiatr hulal i bylo pusto- w porownaniu z tym co dzieje sie tutaj! ;) Prawde gadali rowerzysci z Dniepropietrowska, ze od czasu gdy wyjazd na Krym jest “nieco utrudniony” to pododeskie i podchersonskie miejscowosci nadmorskie przezywaja prawdziwe oblezenie.
Po plazy chodza sprzedawcy ryb wykrzykujacy swoje oferty przez megafon. Bardzo ciekawia mnie owe ryby o dlugasnych pyszczkach, ale jakos ostatecznie jej nie kupilam i teraz zaluje.
Chodzą tez plazą Murzyni w spodniczkach z kolorowych wstążek i za kase mozna sie z nimi sfotografowac. Prawdziwy Murzyn nie jest chyba zbyt popularnym gatunkiem pod Odessa wiec proceder ma spora popularnosc, zwlaszcza wsrod dzieci i mlodych dziewczyn.
Z plaza w Iliczewsku/Czernomorsku graniczy trawiasty skwerek zarosly malymi drzewkami. Idealny na namiot! Widac slady ognisk. Obok stoja nowiuskie tabliczki “zakaz biwakowania, palenia ognisk, picia alkoholu”. Obok buduje sie hotel. Pewnie im zal d… sciska, ze ktos by mogl wypoczywac za darmo. Kiedys Ukraina byla synonimem turystycznej wolnosci, niestety i tu zmienia sie to na niekorzysc...
Na skwerku przyplazowym siedza cztery babuszki i spiewaja. Nie maja ze soba zadnego instrumentu a brzmi to jak cala orkiestra. Zawodzaca melodia niesie sie po okolicy, czasem tylko zagluszy ją łupanie z komorki przechodzacego malolata. Siadamy na najblizszej lawce i dlugi czas sie przysluchujemy. Cos pieknego!

Po miasteczku wloczy sie duzo wojska. Nie wiem czy pilnuja porzadku czy szukaja dezerterow. Chodza czworkami z gebami bez cienia usmiechu i rozgladaja sie wokolo. Kazda grupka jest tak dobrana, ze jest dwoch roslych chlopakow i dwoch kurdupli.

Bez problemu mozna znalezc w miescie mile zaulki. Dokladnie widac ze "zkurtortowacenie" miejscowosci nastapilo dosc niedawno
Czasem jakis robotnik przyglada sie nam ze sciany
Jakis czas szukamy miejsca na nocleg ktore by odpowiadalo naszym wymaganiom. Na peryferiach miasta jest “hostel Czernomorski” i strzalka wskazujaca na budynek ni to biurowy, ni fabryczny. Eksperymentalna fabryka zwiazana z jakas automatyzacja. Brzmi skomplikowanie ;)
Budynek otula bujna roslinnosc :)
Wlaze do srodka przez drzwi kojarzace sie z zakladami przemyslowymi. Korytarz, ciemno, jakies kasetony na suficie, pusta strozowka.
Hotel jest na lewo. Pierwszy pokoj jest pusty. Drugi zajmuja pietrowe lozka obwieszone ubraniami. Gra muzyka. Na dwoch lozkach leza jakies zwloki. Chrzakam ale zwloki nie reaguja tylko dalej chrapia. Wokol jakies rozrzucone gary. Bardziej wyglada to na oboz dla uchodzcow niz hotel. Nie ma z kim gadac. Nic tu po mnie.. Gdy wychodze to trafiam na babcie. Potwierdza ze hostel jest tu. A tak wogole to jej corka moze nam wynajac mieszkanie. Ona zreszta tez, ale jej jest mniej komfortowe i dalej od morza. Wogole caly Iliczewsk wynajmuje mieszkania wczasowiczom. Nie chce sie nam juz jezdzic na drugi koniec miasta, poza tym slyszac ze chcemy na jedna noc - babcia zaraz traci zapal reklamowania i zachecania nas. Za to idzie obudzic tutejsza gospodynie. Nie ma miejsc. Tzn na jedna dobe to sa. 10 zl. Rewelacyjny jest ten kurs hrywny! Tzn dla nas bo dla miejscowych to jest masakra. Prowadza nas do drugiego korytarza. Tu rzeczywiscie wyglada jak normalny hostel. Dostajemy pokoj z lozkami pietrowymi. Dosyc jest duszno w srodku- rzucamy sie aby otworzyc okno. Babka nas przestrzega ze lepiej zamknac bo tu sa komary. Znamy sie przeciez z komarami! U nas tez sa! Po raz kolejny wychodzi, ze miejscowych trzeba jednak sluchac. Zwlaszcza na wschodzie bo oni nie maja w zwyczaju robic z igly widly. (i jak pisze ze zakaz wstepu na most to pewnie jest zaminowany a nie wielce niebezpieczny bo kawalek barierki sie ukruszyl ;)

Obok nocuja chyba jacys robotnicy czy uczniowie szkoly przyzakladowej i to jest ich bursa. Caly wieczor chichotaja w kuchni z babka z obslugi. Mieszka tez jakis facet z dwojka dzieci. Tez wyglada na zadomowionego. Pol jego pokoju wypelnia sterta maskotek. Caly czas gdzies niedaleko chodzi ciezki silnik. Wciaz nam sie wydaje, ze jestesmy na promie…

No i w nocy nas zjadły komary. Wszyscy mamy po kilkadziesiat ukąszen (takie kilkadziesiat blizej setki ;) ). Najgorsze jest to w przypadku kabaka bo ona ma najmniejsza powierzchnie. Wyglada to jak wysypka z racji jakiejs choroby zakaznej. Na ulicy matki chwytaja swoje dzieci i przenosza na druga strone ulicy. Na plazy jest podobnie, mamy sporo miejsca wokol siebie. Niemowle sie nie drapie ale przez caly dzien jest lekko osowiale i rzadko sie usmiecha. Zapodajemy rajd po aptekach gdzie jej kupuje syropek na alergie, pewnie nie jest to potrzebne ale sie zmartwilam i wole popoic przez kilka dni. Zabrane z domu kropelki Zyrtec ugotowaly sie juz w Bulgarii dawno temu. Co ciekawe w calym miasteczku nie da sie kupic wapna dla niemowlat. Babki w aptakach maja miny jakbym pytala o sproszkowane meteoryty. Maja wapno ale tylko dla starych na osteoporoze. Dla niemowlat? W syropku? A co to?

Na bazarku przy plazy w Iliczewsku/Czernomorsku mozna nabyc pyszne wedzone rybki. Prawie za darmo!
Kupuje tez lany kwas i piwo i ide zaniesc na plaze. Sprzedaje Azer, ktory tu dorabia sobie w wakacje- “Co dziewuszka? Bedziesz pila na dwie rece?”. Mowie mu, ze jedno jest dla meza, ktory siedzi na plazy. Twarz sprzedawcy sie rozpromienia. “To w Polsce sa takie dobre kobiety? Bo u nas to sa, ale na Ukrainie to nie ma. Ukrainki wogole nie dbaja o swoich facetow! Mialem tu dziewczyne- masakra! Powiedz swojemu mezowi, ze dobrze trafil i ma wspaniala zone!”. Obiecuje powtorzyc. Nie wspominam, ze ow maz zostal na plazy pilnujac dziecka, podczas gdy ja ogladam sobie kramy. I ze to piwo, ktore niose, jest dla mnie ;)

Dalej jedziemy wzdluz wybrzeza. Nie wiem jak w inne miesiace, ale w sezonie jest tu zdecydowanie nie do wytrzymania. Kazda wiocha jest pospiesznie przebudowana i stylizowana na kurort i wrecz dusi sie od naglego najazdu tabunow spragnionych zamoczenia sie w morzu. Kilka osob potwierdza, ze zaczelo sie tak od czasow aneksji Krymu. Ale ze to tylko jeden z powodow. Drugi jest ponoc taki, ze dawniej czesc bogatszych Ukraincow wypoczywala nad morzami zagranicznych krajow. Teraz raz, ze niektorzy boja sie jezdzic do krajow islamskich z racji na zagrozenie terrorystyczne, a dwa, ze przy obecnym kursie hrywny wyjazd za granice wiaze sie z niebotycznymi kosztami utrzymania tam. No wiec czarnomorskie wybrzeze sie dusi i kotłuje.

Na obrzezach jednej z wiosek (Gribiwka? Ciezko powiedziec bo miedzy wioskami nie ma odstepow a i tablice nie zawsze stoja) dostrzegamy mily budynek, stare schody, powiewajace pranie. Wlasciciel nie wynajmuje pokoi na jedna noc, ale zgadza sie abysmy rozbili namiot na terenie. Na zewnatrz sa krany, prysznice, kible wiec to nie problem. Mowi, ze nie moze nas zbyc i odeslac z kwitkiem bo lubi Polakow. Smieje sie “musze byc dla was dobry bo inaczej nas nie wezmiecie w Eurosajuz!”. Pytam wiec czy jest przekonany ze chce taki Eurosajuz w pakiecie z Arabami i "tęczowymi" paradami. Koles sie smieje, ze takiego nie chce, ze on poprosi taki Eurosajuz w pakiecie z praca dla wszystkich, pensjami jak w Niemczech i zeby tanio mozna kupic dobre samochody.. “Choc z tym ostatnim w Polsce tez chyba nienajlepiej!” (tu obrzuca krytycznym spojrzeniem skodusie, ktora po przejechaniu 5 tys kilometrow i pokryta centymetrowa warstwa kurzu, wyglada na nieco zmeczoną i starsza niz w rzeczywistosci ;) Ostatecznie gosc stwierdza, ze mu zwisa czy Ukraina wejdzie do Eurokołchozu czy nie- on i tak ma rumunski paszport w szufladzie, wiec moze jezdzic do roboty gdzie ma ochote. A Polakow lubi bezinteresownie, bo "my bracia Słowianie" i mozemy postawic namiot gdzie nam sie podoba i bardzo nas przeprasza ale sobie juz pojdzie bo ma swoje pilne sprawy do zalatwienia.

Pensjonat, ktory przyciagnal nasz wzrok
Namiot stawiamy przy zarosnietym trawa starym deptaku. Pomiedzy trawa i brzozami stercza jakies betonowe plyty.
Kawalątek dalej jest murek i widok na morze.
A to nasza lazienka!
Taka sama betonowa droga prowadzi na plaze. Szeroka, solidna, ale autem wjechac sie z drogi nie da, tylko przez teren pensjonatu. Mozna tez od drugiej strony przez jakies dziwne szlabany, gdzie spisuja dokladnie wszystkie dane auta i chyba trzeba komus dac w łape. Teren jest wogole dosc specyficzny i przypomina jakby opuszczony poligon. Bo po kiego diabla by ktos budowal takie betonowe zjazdy na plaze i rozrzucal wielkie plyty?
Wieczorem dlugo siedzimy na murku kolo namiotu i wgapiamy sie w morze, najpierw fioletowe od zachodzacego slonca a potem rowne jak tafla i srebrzace sie od swiatla ksiezyca. W dali łupie muzyka z jakis hoteli i strzelaja sztuczne ognie. Chyba sa to sztuczne ognie- albo w Odessie nie jest tak bezpiecznie jak mowili ;)

Spi sie wybornie wsrod grania cykad

Rano odwiedzamy jeszcze plaze. Juz spod namiotu dostrzegamy dziwne zjawisko- grupa okolo 50 osob stoi na plazy blisko siebie, w pelnych ubraniach. Nie siadaja, nie kąpia sie. Stoja. Gdy rozkladamy sie na plazy okazuje sie, ze mamy bardzo nietypowe towarzystwo- policje, pogotowie i... topielca pod bialym przescieradlem. Trochu nieswojo.. Topielec jest ponoc “mocno nieswiezy”. Za chwile ma przyjechac jeszcze prokurator.
Ukryty nieopodal w zaroslach artysta spokojnie oddaje sie swojemu zajeciu
Potem jedziemy w strone Biełgorodu Dniestrowskiego i Zatoki. Mamy plan aby wbic na mierzeje miedzy morzem a limanem. W 2009 roku jechalismy ta trasa pociagiem i widac bylo z okien dzika plaze z wrakiem statku. Nie bylo jak wysiasc w biegu.. Byla tez jakas stacyjka na plazy. Bardzo chcemy odnalezc na spokojnie te miejsca! Dzis jednak jest tu inny swiat. Tlum, scisk, wycie klaksonow. Wszedzie napisy “wynajme, sprzedam mieszkanie, apartament, pokoje, domki”. Spadamy stad. Nie chcemy widziec jak wyglada Zatoka. Wystarczy. Pododeskim wybrzezom w sezonie podziekujemy. Moze kiedys wiosna lub jesienia.. Coz.. Jest to dla mnie ogromne zaskoczenie. Wrecz szok! W konfrontacji wybrzezy jednego morza- Bułgaria, Gruzja, Ukraina, gdybysmy mieli wybrac wybrzeze najdziksze, najladniejsze, najbardziej pelne wolnosci, przestrzeni i miejsc na dzikie biwaki- to bez zastanowienia i namyslu w cuglach wygrywa Bułgaria. To szok, z ktorego wciaz nie moge sie otrzasnac. To nadmorska Bulgaria byla najbardziej wschodnia, zapomniana, pusta i przesiaknieta klimatem, ktory uwielbiam. Swiat jednak potrafi zaskoczyc!

W tyl zwrot. Odbijamy na polnoc. Wjezdzamy na autostrade na Kijow, ktora dla odmiany zaskakuje nas bardzo pozytywnie. Szeroka, nietloczna, połatany asfalt, widoki mile dla oka. Droga przecina liman. Na brzegu limanu knajpa, mozna sie swobodnie zatrzymac i polazic. Pewnie i miejsce na namiot by sie znalazlo.
Co ciekawe teren w rejonie nie jest plaski, co chwile wjezdzamy w obłą doline.
Dosc czesto na poboczu leza rozerwane opony. I to nie pękniete tylko takie jakby wybuchly od srodka!

Jejku! Jak na tej autostradzie jest przyjemnie w porownaniu z tymi pododeskimi wiochami! Jaki spokoj, jaka przestrzen, jaka cisza!

Raz po raz mijamy mocno wyładowane auta.
Obecnie zaobserwowalismy 5 rodzajow tablic rejestracyjnych wystepujacych na Ukrainie. Tu tez widac postepujace tendencje unifikacji- jak wszedzie niestety.

Małe,czarne, radzieckie tablice z poczatkow lat 80 tych i starsze. Jeszcze kilkanascie lat temu bardzo popularne np. Karpatach, obecnie juz rzadko spotykane. Najczesciej teraz widzi sie je na ciezarowkach pracujacych w lesie lub wrakach samochodow wrosnietych w przyogrodkowe chaszcze. Co ciekawe na tym wyjezdzie spotkalismy ich dosc sporo- i to na jezdzacych autach! Chyba sztuk 7 widzialam. Ten samochod nalezal do Cyganow grajacych na harmoszce na nadmorskim deptaku
Nowsze, bo z pozniejszych lat 80 tych, ale rowniez radzieckie tablice. Juz biale. Z mala literka na poczatku. Jeszcze normalnie z cyrylica. Jak pamietam z konca lat 90 tych to prawie wszystkie auta na takich jezdzily. Teraz ich coraz mniej acz na starych wołgach, zaporozcach i ładach jeszcze bez problemu do zaobserwowania
Oraz trzy rodzaje nowszych- z flaga i numerkiem
Z kolorami flagi, godlem i symbolem literowym kraju
Chyba najnowsze bo glownie obecne na wypasnych blyszczacych brykach. Blizniaczo podobne do wszystkich nowych z innych krajow- flaga i symbol na niebieskim pasku...
W okolicach wsrod wczawiczow spotyka sie sporo Mołdawian, na ich autach tez mozna zaobserwowac ewolucje tablic...
cdn

1 komentarz:

  1. Bubo, długa ryba to belona. Jest dostepna u nas (wędzona i świeża). Ma zielone ości.

    OdpowiedzUsuń