środa, 10 lutego 2016

Śladem sklepików i podsklepi (Polska)

Dosyc istotne i czesto odwiedzane miejsce na naszych wedrowkach. Tam gdzie mozna (choc czesto nie wolno) napic sie piwa, cos zjesc, nawiazac znajomosc z miejscowymi, wczuc sie w lokalne klimaty.. Przy niektorych sklepikach miejsce jest przez wlasciciela lub obsluge specjalnie urzadzone i przyszykowane dla biesiadujacych, nieraz laweczki czy stoliki to oddolna i nieco konspiracyjna inicjatywa pragnacych zrzeszania sie tubylcow. Czesci z tych sklepow moze juz nie byc lub wygladaja inaczej. Podlesie na Roztoczu. Pod pustakowym sklepem czaili sie pogranicznicy a my bez dokumentow (zostawilismy pozyczajac rowery...). Ale chyba na roweracch z koszykami i w sandalach na skarpetki wygladalismy na miejscowych bo nawet nie podeszli ;)


Sklep w Wólce Horynieckiej. Szyldy jakby z innej bajki ale calosc przyjemna, wygodna, pachnaca wygrzanym drewnem altana, laweczki i slawojka



Oseredek

Sloneczna sklepowa przyzba

Gdzies na Roztoczu, sklepik to typowy komunistyczny klocek oferujacy towary spozywczo-przemyslowe + poczta. Obok mily wygrzany, sosnowy lasek. Z oponami na ktorych moze przysiasc strudzony wedrowiec


Miekisz Nowy- sklepik w starej drewnianej chalupie


W Nowym Dzikowie zaoferowano stolik gdzie mozna od razu spozyc zakupione produkty

Malutki acz przytulny sklepik w Krasnem


Dobra- z widokiem na cerkiew.

Komańcza- w lesie malw

Wola Michowa

i solidne kamienno-betonowe cos sluzace za stol

Baligrod- szyld juz nie taki, ale budynek i podsklepie jeszcze trzymaly klimat


gdzies na Pogorzu Przemyskim- sklep z duzym zapleczem biesiadnym


W tym kupilismy chleb i wino. Na drugi dzien to samo. Babka juz nie wytrzymala i skwitowala: "widze ze odzywiacie sie w stylu biblijnym"

Czeremcha. Sklep murowany, bez laweczek czy stolikow. Na scianie wypisane zlote mysli.


Eco gotuje tam upragniona kawę. Jej smak jest specyficzny i niespotykany, taki jakby landrynkowy.. Odkrywamy, ze zakupiona woda mineralna miala aromat cytrynowy!!

Policzna - tam pod sklepem spedzamy kolo 3 godzin, przysłuchujac się jak miejscowi przeplataja w rozmowach białoruska mowę z polska oraz obserwujac lokalna imprezownie pod jabłonka.

Przysiada się do nas miejsowy mysliwy, poczatkowo tłumaczac krotsza droge do Topiła. Opowiada tez o bagnach, żubrach, porożach. Poczatkowo wydaje się, ze ot, zwykly miejscowy facet.

Rozmowa schodzi na tematy dalekich podrozy. Nasz nowy znajomy opowiada o wyprawach nad Bajkał, do Murmańska, Krym Ural, Mongolia... Aby nie być gołosłownym zaprasza nas do domu i pokazuje albumy pełne zdjec.

On w tajdze z ogromna rybą, przy armenskiej knajpie, na Wołdze, w zagubionej zauralskiej wiosce.. Z dalekich wypraw przywozi nie tylko zioła, ale tez całe rosliny, które sadzi w ogrodzie. Jego dumą jest sosna syberyjska , która przyjechala w doniczce kilka tysiecy kilometrow. Grzes mial okazje widziec jego domowa kolekcje poroży, skór, zdjec i setek innych pamiatek z podrozy.Dostajemy od niego pęczek żubrówki i bukwicy- gdyż jest zapalonym zbieraczem ziół.

Topiło .Pod sklepem gawędzimy z dwoma turystkami- jedna jest z Żywca a druga z Podlasia. Jedna jezdzi rowerem a druga autem z bagazami. Rozmowy schodza na tematy gorskich schronisk i splywy kajakowe. Dziewczyny opowiadaja , ze kiedys poznaly starsza wiejska babke, taka od krów, ze skopkiem w rece i chustce na glowie. Okazalo się, ze jezdzi ona co roku z synem na długie pielgrzymki rowerowe, dziennie pokonują ponad 100km- były już w Czestochowe, Wilnie, Licheniu..

Siemianówka- miejscowi opowiadaja nam o załozeniu zbiornika siemianowskiego w latach 80 tych, o zalanych wsiach np. Łuka, gdzie na brzegu został 1 dom, krzyż i ruina sklepu. Inny wspomina, ze buduje dom, a dziś z kumplami robili wodociag. Wszystko się udalo zgodnie z planem, podłączyli, zamocowali- ale wody jak nie było, tak nie ma.. Coz robic w takim momencie? Ano trzeba się isc napic z kumplami ;-) Przy sklepie sa stoliki, parasole i sensowna odezwa


Jałówka- sam sklep taki sobie ale jajecznica wychodzi nam wyborna- z 10 jaj, z cebulka, papryka i kielbasa

Kuźnica- Zatrzymujemy sie pod sympatycznym sklepem tzn sam sklep na pierwszy rzut oka jest taki sobie, ale prowadzi go wyjatkowo miła babka. Robi nam od razu herbate, kawe, czestuje papierosami. Jako ze nie mozna kupic srajtasmy na sztuki eco dostaje w prezencie prywatna rolke. Niby to niewiele, ale kogo dzis stac na taki gest? Przed sklepem sa laweczki, jest tez w srodku pokoik biesiadny z duza kartka "zakaz picia wódki", jest kibelek... Robimy tu spore zakupy oraz spedzamy troche czasu na ich konsumpcji.

Sidra - Pytam w sklepiku czy moge zabrac nasze kapsle od piwa. Opowiadam ze zbieram bo mamy plan wylozenia calej sciany kapslami. Sprzedawca daje mi ich cale pudlo. Chwile pozniej wynosi przed sklep kolejne worki i wory kapsli.

Fajna sprawa.. Ale tym razem nasza niezawodna skodusia nie przybyla tu z nami.. Wszystko trzeba bedzie niesc na plecach.. Ale sie nie poddaje. Wsadzamy male worki do jednego duzego czarnego wora. Na oko gdzies 20 kg.

Małowista- zatrzymujemy sie przy drewnianej chałupce bedacej lokalnym sklepem i barem.

Zwraca uwage ciekawy stojak na rowery.

Na poczatku wioski Nowe Lesne Bohatery znajduje sie sklep z duza drewniana wiata pelniaca funkcje baru.



Przy sklepie sa tez laweczki wsrod krzewow oraz kibelek

Przeczekujemy tu deszcz. Widac ze zbliza sie porzadna burza. Leje i leje a my siedzimy sobie na ganeczku przygladajac sie spadajacym kroplom i gwarzac na rozne tematy...

Ostatecznie po roznych zawirowaniach czasoprzestrzeni udaje sie w tym miejscu zanocowac. Zapalamy swiece , rozpijamy winko i rozmawiamy sciszonymi glosami aby nie rozdraznic groznej tesciowej wlasciciela, ktora mieszka w domu obok i ma zwyczaj wzywac policje jak ktos zrobi tu noca za glosna impreze


Nowy Nurzec. Rozsiadamy sie pod sklepem raczac sie jadlem, napojem i blogim odpoczynkiem. Kazdy spedza czas troche inaczej Ja

toperz

Grzes

Chwile pozniej przysiada sie do nas pan Andrzej -lokalny sympatyk napojow energetycznych. Opowiada jak to jezdzil cysterna po caluskiej Europie. Plynnosc wyrzucanych z jego ust nazw odleglych miast i krain swiadczy ze albo faktycznie byl tam naprawde albo swego czasu przykladal sie do lekcji geografii. Koles koniecznie chce nas zabrac do jakiegos zrodla wyplywajacego ze skaly gdzie tylko on jeden zna droge. Najpierw twierdzi, ze zawiezie nas tam za piwo, potem ze za flaszke i ogolnie cena rosnie, mimo ze nie wykazujemy zainteresowania jego propozycja. Zreszta on ciagle mowi tylko o pieniadzach, gdzie ile zarobil, na co wydal. Im dalej brnie w rozmowe tym bardziej astronomicznymi sumami rzuca, a zer na koncu liczb przybywa proporcjonalnie do ilosci łykow wypitego piwa.

Siemichocze. Kolejny wiejski sklepik z zapleczem imprezowym.

Okazuje sie niestety ze nie ma jajek. W sasiednim gospodarstwie tez nie. I co teraz? A jajecznica to juz tradycyjna potrawa naszych podlaskich wycieczek. Jeden z miejscowych wyczuwa powage sytuacji i obiecuje pomoc. Pakuje wiec do auta mnie i toperza i wyruszamy na poszukiwanie upragnionych jajec. Zajezdzamy do jego znajomej, ktora nie dosc ze sprzedaje nam upragnione wiktuały to jeszcze sie okazuje ze pochodzi z Radzionkowa! Chwile wiec gawedzimy o roznych okolicach i dzielnicach Bytomia np. o dolomitowej dolinie gdzie dawniej robili ogniska. Ponownie pakujemy sie do auta i tym razem jedziemy do domku tesciowej naszego nowego znajomego. Facet obdarowuje nas sporym kawalkiem mrozonego boczku, a w szklarni urywa wielka salate, szczypior i rzodkiewke. Obladowani pysznym zarciem wracamy pod sklep.


Tam reszta ekipy nawiazala juz znajomosc z panem Józkiem i Piotrkiem. Rozsiadamy sie, gawedzimy, przyrzadzamy jajecznice oraz zaopatrujemy w plynne wyroby regionalne.

Upragniona potrawa

Klepaczewo. Na jego werandzie Grzes czestuje nas ogromna butelka borowiczki. Wielkosc naczynia powoduje ze puszczona w kolko do biednego Grzesia wraca juz zupelnie pusta.


sklepik w Łozach koło Świętoszowa

Wysoka - klimatyczny sklep i klubokawiarnia "Kalinka"

Głusko- podsklepie polaczone z barem, bar juz od lat nieczynny, ale stolik sluzy bywalcom sklepu


Wapienica- z braku ławki mozna uzyc barierki :)

A to dosyc smutne zdjecie- sklepik w Kwiatoniu po ktorym juz nie pozostal zaden slad..

Przyborów- zimno jak cholera, sklepik klimatu sredniego a imprezka wyszla przednia :)



A tu biwak w sklepie- Beskid Maly, niedaleko stamtad do chaty Trzonka, nie pamietam jak sie wies nazywala. Sniezyca sie zrobila to sprzedawczyni pozwolila nam posiedziec w srodku

ten sam sklep kilka lat pozniej

gdzies w lubuskim


Niezwykle klimatyczny sklep w miejscowości Skarbona. Atmosfery dopelnial zaparkowany maluch i reklama piwa ktore juz chyba przeszlo do historii


Żabice- podsklepie konsumpcyjne ukryte przez wscibskimi oczami przechodniow

Kościelna Wieś- miejsce gdzie wdalismy sie chyba w dwugodzinna pogawedke z wlascicielami sklepu dowiadujac sie wiele ciekawostek o otaczajacych terenach. Podsklepowa rozmowa byla inspiracja do chyba 4 kolejnych wyjazdow w ten rejon


Sielskie podsklepie gdzies w wielkopolskim



Radoszyce- cieniste podsklepie z widokiem na palacyk

W wiosce Bożnowice na Wzgórzach Strzelinskich odwiedzamy wspanialy sklep. Mozna sie tu poczuc jak w jakims wolnym kraju. Wychodzisz ze sklepu i mozesz wypic piwo przy stoliku. Nie musisz chowac butelki gdy przejezdza auto albo przechodzi ktos obcy. Sklep wraz z przybudowka jest za plotem na terenie prywatnym i wszyscy egzekutorzy durnego prawa moga wlascielom i klientom... nagwizdac :-D Calosci klimatu dopelnia proste acz funkcjonalne wyposazenie :-D Chyba jeszcze nie raz tu zawitamy!



Janówka- przy sklepiku, pod drzewem, stolik z laweczkami gdzie mozna spozyc zakupione wiktualy z widokiem na stary palac i staw


Niedamirów

Bardo Przyłęk

Stolec- sklepik sezonowy- czynny tylko latem. Nawet nie sklep a "kiosk" o czym informuje tabliczka

Na trasie Oława Strzelin- zawsze kupujemy tu musztarde :P Raz ze maja dobra a dwa ze czesto przejezdzamy jadac na wycieczke, ognisko i nie zawsze sie pamieta zeby zabrac. Babka juz dziwnie patrzy jak wchodzimy, niemiejscowi i o nietypowych upodobaniach ;)

Wilków Średzki- sklepik w czesciowo opuszczonym budynku


Wojcieszów

Kopaniec

Sławięcice- zaciszny dziedziniec za sklepem


Zielęcice- sklepik. Tu sobie zjadam loda i wdaje sie w miła pogawędke ze sprzedawczynia na temat powojennych przesiedlen i pierwszych lat zycia na opustoszalych ziemiach odzyskanych. Ponoc wszystko sie tu zmienilo od tamtych lat- oprocz tego malutkiego przysklepowego zakątka...


Ciche zasklepie.. Siadam sobie w cieniu drzew i zagapiam w dal myslac o roznych smiesznych, strasznych oraz zupelnie zwyczajnych historiach opowiedzianych przez pania sklepowa.

Pieszyce- zaraz przy palacu i rzezbach uwiezionych w klatkach.

Kolce. Gdy bardzo spragnieni dowlekamy sie do tego miejsca - okazuje sie ze sklepik jest zamkniety. Mozna tylko zaplakac z rozpaczy. Na szczescie napatocza sie miejscowy pijaczek i szybko biegnie po wlasciciela sklepu.

Dzien jest upalny, duszny, zbiera sie jakby na burze. Wnetrze korytarza prowadzacego m.in. do sklepu, strazy pozarnej i prywatnych mieszkan jest chlodny, lekko piwniczny, wypelniony brzekiem owadow i taka lekko zastygla, spokojna atmosfera jaka potrafi miec tylko cieple letnie popoludnie na zapadlej prowincji..


Raszów

Atmosfery dopelnialo oprawianie swini odbywajace sie zaraz za sklepem

ten sam sklepik w odslonie zimowej- swini brak

Podobny z wygladu i klimatu w Miszkowicach

W lubuskim. Niestety chyba nie mam lepszego zdjecia tylko to takie rozmazane. Bylo juz ciemnawo i lalo. Budynek miesci zarowno sklep jak i bar. Bar wyglada na sporadycznie dzialajacy ale nie udalo nam sie trafic na otwarte drzwi. Na scianie piekna plaskorzezbo-mozaika

Szymiszów- sklepik z zabytkowymi napisami


Pomocne- wygrzane schody i zapach kwiatow

Pobiedna. Nie siadamy pod samym sklepem bo tam jest cien. Fajniej jest po przeciwleglej stronie placu. Chodnik jest goracy , tak jak i mur ktory mamy za plecami. Kwiatki rosna w szczelinie pęknietego betonu, kolo kraweznika. Tu na szczescie jeszcze nie wpadli na to aby takie miejsca polewac chemia zabijajaca wszelkie zycie

Podgórki

Błażejów- drewniany barakosklep

Paprotki- sklepik objazdowy


tez objazdowy sklepik ale dla odmiany odziezowy- Miechowa

Wozławki- do sklepu wchodzi sie z klatki schodowej starej kamienicy. W niepogode schody te sluza za bar

gdzies miedzy Lutrami a Reszlem

Burdajny. Sprzedawczyni widzac nietutejsza gebe pyta czy przypadkiem nie przyjechalam w gosci do jakiegos tajemniczego domu w niedalekim przysiolku. Ponoc zasiedlili go jacys dziwni ludzie, ktorych nikt nie zna. Czesto zajezdzaja do nich stada gosci, ktorzy przemykaja przez wies jak duchy. Miejscowi chyba sie ich troche boja a jednoczesnie zzera ich ciekawosc co za jedni. I czy dom kupiony, wydzierzawiony czy zasiedlony na dziko. Mieszkancy tego domu zwykle chodza grupa i miejscowi nie moga zlapac z nimi kontaktu. Sprzedawczyni jest bardzo zmartwiona gdy mowie ze nie mam nic wspolnego z dziwnym domem. I mam troche wrazenie ze nie do konca uwierzyla.. bo na odchodnym rzuca- “do naszej wsi obcy i turysci nie zagladaja- poza nimi…”

Akurat byla niedziela i wszystkie sklepiki zamkniete- ale jakos sam budynek mi sie wyjatkowo spodobal

Te juz sklepiki niestety nieczynne :( Nie zdazylismy.... (Jagielno)


Piotrowek- z palacem w tle. Jedno i drugie opuszczone

Stanisławów

Dąbrowa (kolo Namysłowa)

w lubuskim

Domaszków

Mam nadzieje ze ciag dalszy nastapi...

2 komentarze:

  1. Znam świetne sklepy nad Wisłą w okolicach Janowca. Gdyby Cię to interesowało zapewniam przewodnika i nocleg. To nie może przepaść ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dobrze wiedziec! :D Jak bede sie wybierac w ten rejon to sie odezwe... a pod jaki namiar sie odzywac jakby co?

      Usuń