poniedziałek, 19 października 2015

Śladem leśnych ludzi i bohaterów PGRów - pólnoc cz.9 (2015)

Dzis jedziemy sie powloczyc po przygranicznych wioskach miedzy Wegorzewem a Goldapia. W Baniach Mazurskich szukamy ruin kosciola- ponoc takowe tu byly ale w latach 70tych, wiec nasze informacje sa odrobine nieaktualne. Ziemiany to baaardzo dluga wies

Przy drogach co chwile mijamy bagienka



a teren staje sie coraz bardziej pagorkowaty. To wzgorze zwie sie Babia Gora i wyglada jakby bylo jakims starym grodziskiem

Drogi tu sa wykladane kostka podobna do trylinki ale jednak ciut inna. Jakas daleka rodzina ;)

Jedziemy wzdluz granicy- od naszej strony az pod same slupki ciagna sie pastwiska i poorane pola. Za slupkami tylko gesty las..


Użbale to kilka opuszczonych stodol i dwa domy z ktorych tylko jeden sprawia wrazenie zamieszkanego. A na srodku “wsi” jest rondo- wokol drzewa. Nosi ono szumna nazwe “Rondo Bohaterow PGRow”. Wyglada nam to troche na oddolna inicjatywe lokalnej ludnosci. Dla jaj? Dla slawy- aby ta mala osada czyms zaslynela w Polsce i jakis przybysz z dalekich krain zechcial zdjecie stad wrzucic na internet? Czy calkiem na serio- dla uczczenia wiekszosci tutejszych mieszkancow, bo PGRow to byl tu dostatek. Nie wiem tez jakich bohaterow mialoby to dotyczyc- czy tylko tych z Użbala? czy moze rowniez z Mażucia? czy aby sie zasluzyc trzeba bylo czegos szczegolnego dokonac? A moze juz bohaterstwem bylo samo dojenie krowy ku czci i rozwojowi socjalistycznej ojczyzny? Nikt nie wychodzi z pobliskiego domu wiec i nasze domysly zostaja nierozwiane. Na płocie “ronda” wisi tez zakaz fotografowania i dosyc ciekawa “psia tabliczka”.



W Rogalach wystepuja domy roznego rodzaju. Sa stareńkie, drewniane, zapadle w ziemie o zaroslych chwastem podworkach.

A naprzeciw stoja nowe, ktorych obejscie swiadczy o braku problemow finansowych ich wlascicieli. I co dziwne- nie jest to charakterystyczny “płaszczak” ktore gromadnie powstaja teraz w calej Polsce, o bryle jak spod sztancy i ogrodku pisanym przez kalke.. Ksztalt okien, rozne kute i kamienne dodatki swiadcza o odrobinie wlasnych pomyslow u mieszkanca. Nie powiem zeby mi sie ten dom jakos specjalnie podobal- ale zapada w pamiec bo jest choc odrobine inny. A to dzisiaj juz cos…


W Audyniszkach spora grupa oczekuje na PKS..

W Jagodczanach przydrozny kamien , przedwojenny jak wskazuje napis..

Widac ze okoliczne wioski byly kiedys wieksze. Gdzieniegdzie z krzakow wychylaja sie tego slady- ruiny, opuszczone obejscia..

Co ciekawe - kabaczkiem bardzo interesuja sie rozne zwierzeta, zwlaszcza wtedy kiedy placze. Przylaza koty, wlepiaja oczy w kabaka i za nic nie chca sobie pojsc wydajac z siebie bardzo przeciagle miaaauuu. Jeszcze zabawniejsze sa krowy ktore slyszac kwiczenie zlaza sie z calego pastwiska. Widac ze sa niespokojnie i cholernie zdumione zaistniala sytuacja. Ciekawe jest jak przy plocie stoi kilkanascie krow i gapi sie okraglymi oczami. Juz wiem skad pochodzi powiedzenie “gapic sie jak ciele na malowane wrota” :)

Oprocz pobliskiej granicy z obwodem kalingradzkim odnajdujemy w rejonie jeszcze jedna granice. W Sciborkach droge przegradzaja tablice, szlabany.

Republika Sciborska ktora wlasnie tu sie zaczyna jest zamieszkana przez Biegnacego Wilka i jego rodzine.


Gosc jest przykladem osoby o tysiacu pasjach. Hoduje psy gatunkow husky, malamut i jeszcze jakies inne ale wszystkie z tych biegajacych. Gatunki szybkie i pociagowe sa mu potrzebne do psich zaprzegow. W rejonie tylko cwiczy a w Norwegii bierze udzial w zawodach i wyscigach tam organizowanych- na 600 i 1000 km. Wnetrze jednej ze stodol jest poswiecone wlasnie saniom, uprzezom oraz wszelakim innym sprzetom koniecznym do przetrwania na dalekiej polnocy, wsrod sniegow, lodow i zorz polarnych.


Hodowane tu psy wystepuja w ilosci okolo 40 sztuk i ponoc nie sa agresywne. Ale na wszelki wypadke siedza za wysokimi zasiekami i ponoc zagryzly juz kilka kotow ktore smialy tam wejsc.

Ciekawe czy sa kocie zaprzegi? Czy koty sa zbyt madre aby sie meczyc i spinac dla rozrywki ludzi? Facet interesuje sie tez klimatami indianskimi i eskimoskimi i temu jest poswiecone kolejne minimuzeum na strychu. Sa tu wigwamy, pioropusze, stroje, a takze instrumenty czy indianskie okulary sloneczne.



Sa tez ryby suszone ktore maja 20 lat. Nie zepsuly sie ale do spozycia rowniez nie zachecaja.

Kolejna udekorowana malowniczymi korzeniami szopa jest poswiecona pisarce Marii Rodziewiczównie a glownie jej klimatycznej ksiazce “Lato lesnych ludzi”. Jest tu troche eksponatow zwiazanych z autorka oraz zdjecia i pamiatki przywiezione przez gospodarza z wypraw na Bialorus sladami bohaterow jej ksiazek. No i tu zaczyna sie prawdziwie rewelacyjny fragment zwiedzania Republiki. Pieski ladne, polarne biegi ciekawe, eskimosy u nas nietypowe, wszystko ladnie pieknie- ale szlajanie po zadupiach Bialorusi bije wszystko na łeb na szyje! Wyprawy dotyczyly doglebnych poszukiwan miejsc opisanych w ksiazkach Rodziwieczówny, a glownie chatki lesnych ludzi. Droga do jej odnalezienia byla dluga i wyboista. Prowadzaca przez bratanie sie z miejscowymi, przez wpol opuszczone wioski na koncu swiata zamieszkane przez staruszkow, ich wspomnienia z dziecinnych wypraw w lasy z rodzicami i dziadkami. Poszukiwania byly nielatwe- zmiany granic, okolo i powojenne migracje ludnosci, przymusowe wysiedlenia nie wplynely zbyt dobrze na ciaglosc kulturowa regionu i latwosc w odtwarzaniu wspomnien. Jedne wsie zniknely, fundamenty domow przykryl chaszcz a obok na dawnych nieuzytkach powstawaly kolchozy o nazwach dawnych wsi lub zwano je calkiem inaczej. A i osoby mogace pamietac z dziecinstwa odpowiednie miejsca czesto cierpialy na demencje i kontakt z nimi byl utrudniony.

Sama chatka istniala do lat wojny. Potem zostala rozebrana ale miejsce gdzie stala zostalo odnalezione. Zachowaly sie zdjecia ktore gospodarz odnalazl, odkupil i teraz wisza na scianach w jego muzeum. Kolejnym pomyslem na wyprawe bialoruska jest poszukiwanie bel z lesnej chaty. Ponoc byly solidne i charakterystyczne- i byc moze zasilily jakis kolchozowy kurnik? moze da sie je odnalezc i przywiezc choc jedna do Republiki? Mnie dla odmiany strasznie by interesowalo odnalezienie ruin mlyna na bagnach z ksiazki “Macierz”.. Gospodarz tez probowal ale odbil sie bardzo wczesnie. Ponoc obecnie jest to juz nierealne- te partie bagien zostaly zmeliorowane za radzieckiej Bialorusi i pewnie w tym miejscu stoi jaka stodola kryta eternitem.. Biegnacy Wilk interesuje sie takze harcerstwem, skautingiem a glownie jego puszczanska odmiana. Sa tutaj organizowane rozne warsztaty i biwaki zwiazane z lesnym zyciem na łonie przyrody. Poki co niestety sa one prowadzone tylko w Polsce a nie wsrod opuszczonych bialoruskich wsi ;) W calej Republice Sciborskiej panuje przemila atmosfera. Goscia widze od godziny czy dwoch a gada sie jak ze starym kumplem. Gdyby nie to ze dzis przyjechalismy calkiem nie w pore (trwa kopanie stawow) to pewnie gadalibysmy jeszcze dlugo. Jak bede kiedys jeszcze w rejonie to zapewne tu zajrze podpytac o nowosci ze wschodu :) A i nam sie dzis spieszy! Juz i tak jestesmy spoznieni na Dzien Ziemniaka! Co skodusia wyskoczy mkniemy podskakujac na wybojach ku kolejnej dzisiejszej przygodzie... cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz