czwartek, 26 marca 2015

Sudety - Lasami, wioskami, miasteczkami Doliny Bobru cz.2 (2015)

Na kolejnej wycieczce w tamte strony trafila nam sie nieszczegolna pogoda. Mimo piatkowej nocy pelnej gwiazd - sobotni ranek przyszedl deszczowy, mokry i szarobury. (dobra, nie narzekam na pogode- wielki plus- nie bylo sniegu!) Suniemy sobie do Lwówka Slaskiego celem odnalezienia kombatanckiego pomnika o ktorym pisal Krzysiek. Bez problemu sie udalo- stoi sobie na uboczu, na wielkim pustym placu, na skraju spalonego osrodka kempingowego.




Pewnie jeszcze nie tak dawno krecily sie tu cale grupy wypoczywajacych weteranow. Dzis jestesmy tylko my, deszcz i jakis dziwny zablakany owad ktory postanowil sie utopic w kaluzy. Probuje go ratowac ale jego samobojcza wola jest niezlomna. Chyba sie zalamal widzac paskudnosc zimy ;) Dalej odwiedzamy miejscowosc Pławna Dolna, ktora to wpadla nam w oczy juz ostatnim razem. W swietle reflektorow miejsce to zrobilo na nas lekko deliryczne wrazenie. Po dokladniejszych ogledzinach za dnia potwierdzilo sie wrazenie pogranicza artystycznej wizji na dobrych prochach i dziwnego snu.. Na obrzezach stoja obok siebie jelen mutant, z obłazaca i powiewajaca na wietrze sierscia, glowa krasnala slusznych rozmiarow, z wydlubanymi oczami, a wsrod tego palacyk- gargamel i lekko zbutwialy drewniany grod.



Miejsce (a raczej zespol kilku miejsc) jest ponoc wytworem wyobrazni i kieszeni lokalnego artysty-beznesmena. Jest tu muzeum lalek, ktore odtwarzaja w sezonie przedstawienia roznych dolnoslaskich legend, arka Noego i dawny grod z koniem trojanskim. W to wszystko wplecione sa dosyc bezladnie rozniste rzezby lokalnych milosnikow rekodziela, ktore poteguja jakos nierealnosc calego klimatu.










Latem pewnie jest tu wiecej zwiedzajacych. Dzis raczej wszystko zionie pustka, kreci sie jakas grupka pieciu turystow z Warszawy i jeden mnich ktory chyba robi tu za pilnujacego dobytku. Pierwszy zwiedzamy teatr lalek. Kukly troche przypominaja te z Wolimierza , ale ponoc o dziwo te dwa miejsca nie maja ze soba nic wspolnego. Wlazimy w polmrok jednego z pomieszczen. Zgromadzone tu lalki sa powiazane sznurami za pomoca ktorych mozna sobie nimi poruszac. Niesamowite jest ze poruszaja sie one zupelnie jak ludzie, nie jak kukly czy roboty. Ruchy rąk, nog, przechylanie glowy… Wszystkie postacie robia wrazenie jakis zombiakow, zywych trupow i innych nieumarlych. Wybaluszone oczy, dziwne miny, powykrecane ciala..






W niektorych przypadkach nie ma niedomowien- lalki pozbawione sa glowy albo glowa wystepuja osobno, zyje wlasnym zyciem i osobno mozna nia sterowac.


Warszawiakow jakos szybko stad wywialo, zostajemi sami tzn w duzym towarzystwie “miejscowych”. Chwile bawimy sie z toperzem sznurkami- ja steruje rycerzem a toperz jego glowa ktora raz probuje uciekac a raz gonic swoj wlasny korpus.

W ktoryms momencie pomylilam sznurki.. Zamiast rycerza porusza sie cos co dotychczas siedzialo schowane w mroku- jakis typ z odgryzionym nosem ktory wraz z kolega gnije za kratami albo dwoch typkow wiszacych za noge u powaly, ktorych miny wskazuja na to ze nie robia tego z wlasnej woli.


W szczelinie sciany siedzi cos o zielonym umaszczeniu, sugerujac ze jegomosc sie tu troche zasiedzial i juz odrobine rozlozyl..

Potem w necie czytalam ze miejsce zostalo wykonane z mysla o dzieciach aby poznawaly historie i legendy Dolnego Slaska :-) Kawalek dalej, przy samym kosciele postawili Arke Noego. Obiekt ma ponoc dokladnie obrazowac tamto przedsiewziecie budowlane, jedyna roznica jest to ze jest znacznie krotsza. (oprocz tego jest przybetonowana do ziemi, wiec w razie czego raczej ma marne szanse odplynac ;) ). W jej srodku jest muzeum wszystkiego co sie da tzn jakby cos tracajace skansenem, kukly o zabarwieniu religijnym, bardzo ciekawe kapliczki i swiatki rzezbione przez okolicznych tworcow i rozne bibeloty sugerujace swe pochodzenie z gield staroci albo opuszczonych strychow.



Jest tez glosnik ktora gada natchnionym glosem odpowiednie fragmenty Biblii, a w czasie sluchania mozna popatrzec na makiete gdzie do Arki wchodza gumowe swinie i krokodyle, nie wiedziec tylko dlaczego pojedynczo…. Trzecim obiektem jest grod, ktory calkiem mi sie podoba bo wyglada na lekko opuszczony i nadgryziony zębem czasu. Nie wiem kiedy go stawiali ale mozna juz uzyc na drzazgach, trocinach, kornikach i atmosferze starego strychu. Mozna tez w czelusciach roznych szop spotkac przedstawicieli zmutowanej sudeckiej fauny.



Latem ponoc odbywaja sie tu rozne festyny, artystyczne plenery a obok jest knajpa ktora mozna sobie wynajac na wesele czy komunie. Nie potrafie jakos jednoznacznie stwierdzic czy miejsce to podobalo mi sie czy nie.. Napewno jest nietypowe, przyprawiajace o lekki szum w glowie oraz poczucie totalnego zamieszania i nierealnosci. Wiec chyba wrazenia bardziej na pozytywnie :) W Plawnej mozna tez znalezc obiekty bardziej typowe dla podsudeckich wiosek- ogromny kosciol na wzgorzu

wycinane z blachy swiete postacie


rzezby zrestaurowane w stulu Jeżusia z Borja

oraz zadowolony z siebie lew! (wygladajacy jakby przed chwila wszedl w szkode i cos wcial ;)

Na trasie Golejów - Marczow trafiamy na wiadukt, z mocno zatarta tablica upamietniajaca przodownikow pracy z lat 50 tych…


W Dębowym Gaju przemaczamy buty na bagnistym terenie opuszczonego palacu i folwarku. Stoi tu chyba kilkanascie szkieletow dosyc duzych budynkow


a zmokly szary las przyglada sie w kroplach ktorych dzis jest spory dostatek


Wszelakie grzyby, mchy i porosty czuja sie tu wspaniale



Na obrzezach miejscowosci, gdzie stare kamienne domy staraja sie pozrec szose, nawiazujemy przyjemna rozmowe z panem okiennym, a to wszystko pod czujnym okiem puszystego, nasiaknietego woda kota…




Wloczac sie dalej nadbobrzanskimi pagorkami przemykamy przez wies Klecza pelna starej lokalnej zabudowy




Pomiedzy Klecza a Wleniem moglyby byc nawet fajne widoki gdyby dzien nie byl taki mokry, szary i mglisty..



W koncu Wleń

Wybrukowanymi uliczkami, pelnymi furtek, balkonikow i rzezb suniemy w strone zamku.




Bylam tu poprzednio w 2009 roku, jeszcze przez remontem wiezy zamkowej, wiec teraz troche sie boje jak to bedzie wszystko wygladac- czy my teraz poza sezonem tam wogole wejdziemy...

Tu jednak mile zaskoczenie- teren zamku jest dostepny i... wieza jest otwarta!!! Nikt nie pilnuje, brama na osciez- to lubie! Malo spotyka sie takich miejsc gdzie remont wplynal pozytywnie na swobodna dostepnosc obiektu. Tu wlasnie tak sie stalo- zbudowali schody na wieze!

Uradowani wspinamy poogladac widoki (poprezdnio probowalam wspiac sie po murze ale bardzo szybko spadlam ;)

Gory oczywiscie we mgle, mozna za to popodziwiac blizsze plany np. miasteczko Wleń, gdzie wybitnie widac ze trwa sezon grzewczy



W przyzamkowym parku mozna znalezc rozne stare rzezbione plyty



Kolejnego dnia w okolicach Marczowa troche sie przeciera pogoda- widac Ostrzyce!


Miedzy Lwowkiem a Plakowicami szukamy jaskini Zimna Dziura. Nie znalezlismy. Ktos moze byl? Bedzie trzeba wrocic tu kiedys.

W Plakowicach krecimy sie kolo dawnego palacu. Jest tu tak samo, identycznie jak 6 lat temu. Widac ze obiekt jest uzytkowany- stoja jakies rowery, kwiatki w oknach i pustka, cisza... Nikogusienko.. Chodze gdzie chce, robie zdjecia, tupie, chrzakam , nikt nawet nie pojawia sie na horyzoncie. Zamek widmo...





No przepraszam- zostalam omiauczana!!!

Z Soboty do Pieszkowa jedziemy nasza ulubiona droga! Rzadko tak jest aby normalna droga, taka udostepniona do ruchu kolowego , byla az taka fajna!



Zarcie dzis marne....

W okolicach Ciemniaka łazimy z dwie godziny po lasach szukajac krzyzy pokutnych (wrzucone do odpowiedniego watku), widoki mamy zwykle na Grodziec i wreszcie poprawiajaca sie pogode (nie ma nic bardziej irytujacego w niedzielny wieczor... ;)



Na koniec jeszcze bar "Ewelinka" pod Wilkołakiem i placki po wegiersku spozywane w towarzystwie okolicznych wedkarzy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz