bubabar

piątek, 23 października 2026

Gdzieś nad Łyną cz.5 (2026) - Perkujki, Lidzbark Warmiński

Odcinek z Bartoszyc w kierunku przystani Perkujki dłuży się masakrycznie. Niby miła droga, ale bardzo monotonna. Poza tym chciałoby się już być na miejscu. Aut jeździ tu mało, więc raczej na stopa szans nie ma. Nagle widzimy zbliżający się z przeciwka czarny pojazd, który zachowuje się w sposób podejrzany. Jedzie wężykiem, bipa klaksonem, a potem jedzie prosto na nas! Ziuuuuta!! :) Wyjechała po nas! Cobyśmy nie musieli dużo dreptać, natargać się plecaków i mogli wcześniej rozpocząć imprezę. Kochana Ziuta! :) Ładujemy się więc na stosy wszelakiego dobra - Ziuty samochód nigdy nie jest pusty. Komuś się trafia pod kuprem mięciutki polarowy kocyk, komu innemu słoik z marynowanymi grzybami ;)

Przystań nad Łyną to spora wiata o malowniczo omszałym dachu i miejsce na ognisko z ławeczkami.


W wiacie wisi odezwa, dzięki której mamy szansę przeżyć wieczorne przyrządzanie posiłków. Wiedziałam, że garnki są groźne, ale nie przypuszczałam, że aż tak bardzo! ;)


Obok jest też kajakowa kapliczka. Można się przy niej pomodlić o opiekę opatrzności w czasie gotowania. Może siły nadprzyrodzone uchronią nas przez oparzeniami, pokaleczeniem i zatruciem w czasie obcowania z patelnią??


Dziś nasza ekipa powiększa się o kolejne 4 osoby - w końcu dołączyli rowerzyści: Krwawy i Piotrek, a Ziuta z Grzesiem wpadli tylko na dzisiejszy wieczór. Jest więc nas 9 sztuk!


Jedyny problem, że tu dość krucho z miejscami na namioty dla tak dużej ferajny. Jest wprawdzie spora łąka po drugiej stronie rzeki - dla kajakarzy pewnie to nie problem ;)

Ostatecznie jakoś się ogarnęliśmy. Kaśka i Bozia wcisnęły swoje namioty za wiatą.


Ja, Szymon i Iwona wspinamy się na stromą skarpę i rozbijamy majdan w lesie kawałek dalej.


Piotrek wybrał najbardziej widokowe miejsce.


Ziuty jak zawsze biwakują w Miśku.


Misiek jak zwykle przyjechał zaopatrzony po dach w bukłaki domowych nalewek :) I co jedna to lepsza. Mnie najbardziej podeszła "hyćka" - z kwiatów dzikiego bzu. I ona jest najmocniejsza, więc najlepiej rozgrzewa - a wieczory zimne, nie wspominając o nurtach Łyny.

Zaczynamy kolektywne podwędzanie!


Poniżej zgromadzone zdjęcia przyogniskowe robiła głównie Bozia.


Piotrek przywiózł opiekacz do tostów - to jest to coś, co Szymon trzyma za kijki, a tost jest w trakcie wkładania/wyjmowania. Bardzo sprytne i przydatne ustrojstwo, ale masakrycznie ciężkie!


Szymon coś opowiada.


Ziutka coś pokazuje.


Rąbanie drewna łopatą! Ta łopata jest bardziej ostra niż niejedna siekiera!


Wygląda groźnie, ale ostatecznie obyło się bez ofiar ;)


A wokół namacalna wręcz ciemność. I tylko płomień ogniska rozświetla mrok - czerń, która zdaje się być aż gęsta.


Poranny rozgardiasz. Śniadanie, pływanie, pranie, suszenie, pakowanie, sprzątanie, wymienianie podarków, opieka nad zajumanymi kwiatkami - czego tam nie było ;)


Degustujemy wszelakie pamiątki z podróży.


Ekipa w składzie dużym, ale nie w pełni kompletnym. Nie mamy w tym roku żadnego zdjęcia w pełnym składzie. Tutaj brakuje Iwony, która dziś wraca do domu i właśnie przed chwilą odjechała. Nie ma też Chrisa, który opuścił nas przedwczoraj i Pudla, z którym spotkamy się dopiero wieczorem.


Tuptamy wzdłuż Łyny, a potem polami zmierzamy w stronę Samolubia.

(2 zdjęcia Bozi)

Mijamy wielkie wysypisko jabłek. Czemu ktoś je wyrzucił? Nadal część z nich jest bardzo dobrych, a zapewne wiele nadgniło dopiero leżąc tutaj. Tak jakoś zawsze mi się robi smutno jak widzę takie marnotrawstwo :(


Przynajmniej kilka jabłuszek zostało uratowanych! :)


Miłe, polne drogi na którymś etapie się kończą. Pociesza fakt, że nie tylko my jak durni deptamy asfaltem ;)

(zdjęcie Bozi)

Szczęśliwie się jednak złożyło, że większą część drogi do Lidzbarka podjeżdżamy stopem. Rzadko tak bywa, żeby ktoś osobówką zabrał naraz 4 osoby z plecakami!

(zdjęcie Bozi)

Lidzbark to ładne miasteczko pełne zabytków. Jest tu zamek:


Pozostałości murów miejskich z bramami.


Nietypowa ogromna świątynia, która z daleka wygląda jakby była murowana, a cała jest zrobiona z drewna. Od 1950 roku pełni funkcje cerkwi prawosławnej - wcześniej była kościołem ewangelickim.


A my tymczasem opuszczamy miasto i kierujemy się w stronę jeziora.

cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz