bubabar

sobota, 10 października 2026

Uwędzeni w dymie cz.9 (2026) - Jabloneček, Pytlíkov

Miejscowość Jabloneček to jedna z wysiedlonych wsi na dawnych ralskich poligonach. Od innych podobnych w okolicy odróżnia się tym, że tutaj pozostały spore ruiny dwóch szkół - niemieckiej i czeskiej (jako że przed wojną wioskę tą zamieszkiwała ludność mieszana). Budynki nie zostały rozebrane do fundamentów (jak inna zabudowa na poligonach), bo wykorzystywało je wojsko.

Szkoła niemiecka ma trzy kondygnacje, puste otwory okien i całkiem solidny dach.


Wnętrza są mocno wypatroszone, ale o dziwo zachowały się poręcze. Nietypowe, bo zazwyczaj je złomiarze wypruwają w pierwszej kolejności.


Idąc dalej w stronę szkoły czeskiej - jakże wielkie jest nasze zdziwienie! Trafiamy na plac budowy. Ciężarówki, koparki, spychacze. Pryzmy ziemi, rowy i otaśmowany budynek. Dawna szkoła jest w remoncie. Okładają ją lustrami i będzie wyglądać jak biurowiec w wielkim mieście. Nie muszę chyba dodawać, że nie jesteśmy zachwyceni zaistniałą sytuacją... Miała być cicha, zapomniana wioska z chaszczem, ruinami i resztkami podmurówek, a tu wszystko wskazuje, że o 6 rano obudzi nas wycie wiertarek i ogólny kociokwik. Teraz jest popołudnie i przy budowie nie ma nikogo. Uprzedzając nieco fakty - rano również nikogo tu nie będzie. Jest zatem dziwna, "opuszczona" budowa, więc przy pewnej dozie chęci można powiedzieć, że jako tako komponuje się to z ogólnym klimatem okolicy.


Już po powrocie do domu znalazłam, że obiekt jest częścią projektu "Zielona Agora", a wyłożenie ścian ruiny lustrami ma obrazować wtopienie budynku w okolice czy pochłonięcie dawnych wytworów ludzkich rąk przez wkraczającą wszędzie przyrodę.

W sumie patrząc na to od tej strony - może jest w tym jakiś urok? Ja chyba w sumie bym wolała zwykłe, klasycznie zarastające ruiny, ale może lepsza instalacja artystyczna niż hotel albo market?

Poniżej na zdjęciu - on, budynek szkoły, wtopiony w zieleń pożerającą ślady przeszłości. Zdjęcie z internetu, ze strony mapy.com, z lipca 2026 - czyli 3 miesiące po naszym pobycie, gdy już uprzątnięto koparki, spychacze i taśmy.


Niedaleko jest też okrągłe palenisko, które zostało zbudowane z zebranych gruzów i pozostałości dawnych domów Jablonečka. Służy ono jako miejsce spotkań dla turystów czy artystów. Ponoć ma nawiązywać do dawnej roli wiejskiego rynku.

W ramach projektów artystystycznych powstały też kolorowe kolumny - gdzieś pisali, że wydrukowane zostały w drukarce 3D.


Wszystkie te projekty są nierozerwalnie związane z festiwalem "Promeny" - wędrowną imprezą przemieszczająca się po różnych miejscach na tutejszych poligonach. Kilka dni wcześniej spotkaliśmy się z jego śladami w wiosce Holičky. Acz tutaj więcej instalacji nie znaleźliśmy. Może źle szukaliśmy?

Chociaż nie! W jednej z dawnych piwniczek osiedliła się Afrodyta!


Może i ta mandala z wnętrz niemieckiej szkoły jest jakoś związana z tym festiwalem?


Jeszcze jedna piwniczka, ale ta nie jest zamieszkana (chyba że trzeba zajrzeć głębiej??


Omszałe schodki. Świetnie wkomponowane w przyrodę i to nawet bez pomocy ludzi, koparek i ton materiałów budowlanych ;) Wygladają jakby kiedyś prowadziły do jakiegoś pomnika?


W dolinie można też napotkać sporych rozmiarów wiatę z grillem i krążkami ogniskowymi. Pewnie przy brzydszej pogodzie byśmy chętnie z niej skorzystali. Geopark Ralsko jest ponoć głównym organizatorem tutajszych festiwali.


Przed wiatą stoi typowy dla geoparków "stół".


Na łąkach nad dawną wsią znajduje się też największa elektrownia słoneczna w Czechach. Ponoć wiąże się z nią historia jakiś ogromnych przekrętów finansowych, ale już się nie wgłębiałam bardziej w ten temat. Raczej mnie zainteresowało - co panele słoneczne mają wspólnego z owcami???? ;)


Potem idziemy się przejść do ruin młyna.


Brzegi drogi wyglądają jakby były porośnięte krzewami żarnowca. Jednak wszystkie krzaczki są zniszczone - jakby coś jechało i specjalnie je zgniatało i łamało... Kto i po co? Bardzo smutny widok :(


Wchodzimy w wąwóz, który wyprowadza nas do osady Pytlíkov.


Jest tu kilka starych domów, które wyglądają jak używane jedynie okresowo. Wyraźnie ktoś się nimi opiekuje, ale na chwilę obecną chyba nie ma tu nikogo.


Tyle zostało z młyna.


Zarówno młyn jak i kładka prowadząca na drugą strone potoku, są obecnie częścią prywatnej działki. Korzystamy z kładki (bez sensu brodzić w zimnej wodzie jak 10 metrów dalej jest kładka) i szczęśliwie żaden pies nas za d... nie łapie.

Na terenie osady jest również pozostałość po starej kapliczce. Zbudowana kiedyś w widełkach gałęzi, a z czasem drzewo wyrosło i uniosło ją do góry.


A w chaszczach zarasta stara Praga.


Wracamy do Jablonečka. Spać będziemy tam, gdzie kończy się legalna droga. Zwą to miejsce parkingiem. Tłoku szczęśliwie nie ma ;)


Początkowo chcieliśmy właśnie od tej drugiej strony przyjechać, mijając więcej pustych wsi - Palohlavy, Okna, Dolni Novina. Spod pomnika Sochora, gdzie spaliśmy poprzednie noce, byłoby znacznie bliżej. No ale droga była ewidentnie zamknięta - stał na niej płot. Znaku można nie zauważyć, z płotem już gorzej ;) Trzeba było więc objeżdżać bardzo dookoła i nadrobić chyba z 50 km.

Wyjątkowo wyraźnie widać dziś księżyc. Robię mu kilka zdjęć.


Patrzymy czy w jakimś kraterze nie stoi koparka (może tam też już budują Biedronkę albo chociażby coś artystycznego wtopionego w krajobraz?? A może zaparkował jakiś kosmiczny busio i rodzinka ufoludków szykuje się do snu? A może pan Twardowski wyszedł właśnie na wieczorny spacer? ;)


Nie wiem czy to te obserwacje księżyca czy inny wpływ atmosfery pustej wsi - skłania nas do rozmów o zjawiskach niewyjaśnionych i spotkaniach z istotami z innego wymiaru. Kabak pyta: "Co byś zrobiła jakbyś tu teraz spotkała kosmitę? W sensie uciekać do busia i odjeżdżać? Ignorować i zajmować się swoimi sprawami? Czy może podejść i się przywitać?". Nie wiem co mi w duszy zagrało, ale pytam kabaka: "Takiego jak ten, co stoi tam na zakręcie?". Kabak aż podskoczył. Toperz też się obejrzał. No taki żarcik. Kabak z toperzem się pośmiali i zaraz o wszystkim zapomnieli. A ja ilekroć bym w nocy nie wychodziła do kibelka - miałam wrażenie, że ktoś tam stoi. Najbardziej wyraźne to było patrząc kątem oka. Pewnie to cień drzewa w świetle jasnego księżyca - o długich rękach i nogach, bo przecież takie są gałęzie. Tylko, że nie jestem pewna czy akurat tam, na zakręcie, było jakieś drzewo... W nocy też ktoś pukał do busia. Może to był deszcz? Może rozpędzony duży owad np. chrabąszcz? Może wiatr przywiał jakiś kamyczek? Dwa razy słyszałam pukanie. Tylko ja się obudziłam. Nie wyjrzałam. Schowałam głowę do śpiwora udając, że nas nie ma.
Tak to jest, jak człowiek sam staje się ofiarą swojego głupiego dowcipu ;)



Kolejnego dnia jedziemy wąskimi drogami wijącymi się przez wioseczki. Niestety nie pamiętam już dokładnie którędy wiodły nasze trasy. Napewno musiało to być między Jablonečkiem a Křižanské sedlo, bo tam stanęlismy na kolejny nocleg. I były tam wagony mieszkalne oraz krokodyle :)



cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz