bubabar

środa, 7 października 2026

Uwędzeni w dymie cz.6 (2026) - Stohánek

Przed nami solidna skałka z kamiennymi schodami wchodzącymi w szczelinę. Ponoć był tu kiedyś zamek.


Schody wyglądają jakby spływały - jakby właśnie zaraz miały się wylać, zmienić w wodospad, ale w ostatniej chwili jednak zastygły. Korytarz, którym idziemy jest pełen nisz, grot i rytych napisów. Mech również dzielnie walczy o przestrzeń dla siebie.


Jak zwykle - przeszłość poligonowa w pełnej krasie.


Z zamku chyba za bardzo nic nie zostało, a przynajmniej my nie znaleźliśmy. Na szczycie jest tylko wycięte w skałach zagłębienie, jakby pokoik bez dachu i obok jest jeszcze zadaszona, niewielka komora.


W zagłębieniu jest przygotowane miejsce biwakowe. Grupa rowerzystów właśnie zbiera się do odejścia. Jak oni zniosą te swoje rowery z opasłymi sakwami po tych falistych schodach??? Ciężko mi to sobie w ogóle wyobrazić! Ale uprzedzając fakty - wracając nie napotkaliśmy szczątków ani ludzkich ani rowerowych, więc chyba im się udało ;)

Fajnie, że nie musimy rozpalać ogniska - zostało tyle żaru, że wystarczy tylko dorzucić patyczek. I jeszcze od ekipy dostaliśmy musztardę, piwo i dwie papryki. Miło :) Prosili tylko, żeby przyniesć potem z dołu drewna dla następnych włóczęgów, co oczywiście zrobiliśmy! Przytachaliśmy trzy razy tyle co było początkowo i ukryliśmy w komorze, aby nie zamokło :)

Podpiekamy więc coraz to kolejne wiktuały, dorzucamy szczapki i cieszymy się ciepłymi kolorami wieczoru, które coraz mocniej spływaja na okolicę.


Często też wychodzimy z naszej kamiennej studni, by ucieszyć oczy rozpościerajacymi się na wszystkie strony widokami.


Taka ciekawa skalna formacja rozciąga się tuż obok. Zwą ją Dlouhý kámen lub Titanic.


W dole mamy morze lasu i gdzies tam w dali majaczy Ještěd.


Szpiczasty skubaniec na zbliżeniu.


A tu na pierwszym planie Jeleni vrch (gdzie byliśmy dzisiaj), a dalej wystaje Ralsko, gdzie byliśmy wczoraj!


A tam gdzieś Devin - gdzie wybieramy się jutro! :)


Fajne pokręcone drzewa rosną na szczycie tego Stohanka!


A to musi być Bezděz, no bo co inne takie rogate?


Drewno zebrane i ukryte. Ognisko zgaszone. Kolory zgasły również, bo słońce ostatecznie się schowało. Chłód zaczyna wpełzać na skały i w doliny. Czas wracać do busia i mościć gniazdo ze śpiworów, kocy i puchowych kurtek. Ciekawe czy noc będzie znowu taka lodowata? I czy znów będą nas niepokoić tajemnicze ciężarówki?

cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz