bubabar

wtorek, 6 października 2026

Uwędzeni w dymie cz.5 (2026) - Velký Jelení vrch

Parkujemy busia koło wiaty osłaniającej fragment tzw. "geościeżki". Daszek utworzono nad plastyczną mapą, która tworzy jakby stół. Na stół się to nie nadaje ze względu na rosochatość i pochyłość. Takie dziwne coś zbudowali - chyba tylko do ozdoby. Nieopodal tej wiaty planujemy nocować.


Przebiega tędy asfaltowa droga, ale miejsce wydaje sie ciche i rzadko odwiedzane. Praktycznie nic tędy nie jeździ. Nawet początkowo się zastanawiamy czy gdzieś po drodze nie stał zakaz wjazdu - bo spędzamy przy wiacie jakiś czas, gotujemy sobie żarcie, a nie mija nas kompletnie nic. Sytuacja zmienia się nocą. Gdzieś między godziną 2 a 3 pojawiają się ciężarówki. Przemyka pierwsza, druga, dziesiąta... Ki diabeł? Co one wożą i czemu nie za dnia? Takie wywrotkopodobne, zabłąkała się też jakaś cysterna. Niektóre mam wrażenie, że jadą bez świateł. A może to ciężarówki widmo? W nocy człowiek bywa w dziwnym stanie psychicznym i potrafi sobie wkręcać różne absurdalne historie... No więc mi się te nocne ciężarówki bardzo nie podobają...

Nieopodal naszej wiaty stoi pomnik. Betonowy obelisk upamiętnia miejsce wypadku sprzed ponad 75 lat - zderzenia ciężarówki z samochodem osobowym. Środek nocy, ciemne poligonowe drogi, no i bum! Zginął wówczas generał Antonin Sochor - bohater wojenny ceniony zarówno przez Czechosłowację jak i ZSRR.


Wokół owego wypadku narosły różne legendy i teorie spiskowe - że nie był to przypadek a zamach i czystki w szeregach ówczesnych komunistycznych władz. Współczesne śledztwa miały ponoć zdementować legendy i obstawiać wersję nieszczęśliwego wypadku. A jak było naprawdę - pewnie się już nie dowiemy.

Poranek jest słoneczny, ale fest zimny. Busio zdawał się być z lekka oszroniony... Dziś postanawiamy wyjść na jedną z pobliskich górek zwaną Velký Jelení vrch. Na szczycie ma skałkę, powinny być z niej widoki i nie prowadzi tu żaden szlak. Wszystko do kupy brzmi więc bardzo rokująco :) Tuptamy początkowo szeroką, żwirową drogą...


...która bardzo szybko odchodzi w inną stronę, a nasza trasa zyskuje na malowniczości.


W końcu pojawia się skałka, a jej zbocza porastają jakieś czeremchy czy inne biało kwitnące krzaczki o oszałamiających zapachu. Wiosna to jednak piękny czas - trochę dupka marznie nocami, ale aromaty budzącej się do życia przyrody rekompensują wszelakie niedogodności!


Coby się dostać na górę trzeba się trochę powspinać - raczej nie jest to dogodne miejsce dla osób z lękiem wysokości albo lubiących chodzić ścieżkami wyłącznie w poziomie ;) Z dużym plecakiem też mogłoby być ciężko.


Szczyt jest wietrzny i widokowy. Skaczemy po skałkach w poszukiwaniu kawałka równego miejsca, coby się nam termosy nie sturlały w przepaść. Szczęśliwie nie nastawiali tu żadnych barierek, więc miejsce daje namiastkę poczucia dzikości. Długo tu siedzimy wciągając kanapki, grzejąc się w słońcu i nikt inny się nie przewija. Miejsce jest tylko nasze! :)


Można sobie pozoomować, szukając znanych juz miejsc. To np. wygląda na zamek Trosky.


Ještěd - z daleka i z bliska.


To muszą być Karkonosze. Ale tam tego śniegu jeszcze leży! Brrrr....


Ralsko.


A to chyba widoczek w stronę pagórka z zamkiem Devin i Široký kámen. Tam planujemy się wybrać w najbliższych dniach.


Tą charakterystyczną, długą ścianę zwą Dlouhý kámen lub Titanic. Ze Stohanka będziemy mieć na nią jeszcze lepszy widok.


A tych wygryzionych, szpiczatych górek nie umiem kompletnie zlokalizować. Może ktoś rozpoznaje i podpowie?


Jest też wpisownik. Poza weekendami chyba rzadko tu ktoś bywa. Fajna sprawa w Czechach z tymi wpisownikami, że jest zwyczaj ich umieszczania i w chatkach, i na szczytach, i w ruinach.


Schodzimy inną drogą, mijając malownicze skałki i wąwozy.



cdn


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz