Na żadną górkę to raczej nie ma sensu wchodzić - wyraźnie widać, że dzisiejsze panoramy z pobliskich szczytów nie będą należeć do zbyt rozległych.
Trzeba jednak przyznać, że przyroda (w odróżnieniu od nas) cieszy się ogromnie tą wilgocią. Wszystko wokół pachnie, a kwiaty wydają się rozrastać w oczach! A wokół znów pełno rosochatych, omszałych drzew.
Historie tutejszych wsi są pisane jak przez kalkę. Holičky nie wyróżnia się więc z lokalnego trendu. Kiedyś mieszkali tu głównie Niemcy. Po wojnie wywalili Niemców - została pusta wieś. Tereny przejął poligon. Potem poligony przejęły radzieckie wojska. W latach 90-tych wywalili Ruskich. Został pusty teren, znaczony tu i ówdzie śladami przeszłości.
Holicky nie była dużą wsią - przed wojną liczyła ponoć 165 mieszkańców. Śladów po domach nie napotkaliśmy żadnych - zwraca jednak uwagę ogromna ilość skalnych pomieszczeń, różnej wielkości, głębokości i stopnia rozgałęzienia. Zaglądamy po kolei we wszystkie możliwe, aby obczaić, które z nich najlepiej się nada dla naszych celów.
Sporo otworów wygląda jak sztolnie, groty lub kamienne piwniczki.
Wnętrza o korytarzach mniej lub bardziej rozgałęzionych. Zazwyczaj mniej. Nie są to sztolnie, w których można się zgubić ;)
Drugi typ to równo wycinane w litej skale otwory drzwi i okien, a wewnątrz równe, prawie gładkie ściany. Jaskiniowcy by zapewne powiedzieli, że to zabudowa nowocześniejsza i bardziej elegancka ;)
Niektóre schronienia przypominają grzybki - o kapeluchach porosłych paprociami, mchem, opadłymi liśćmi i innym leśnym poszyciem.
W wielu miejscach napotykamy ścienne podpisy radzieckich żołnierzy - sprzed 40, a nawet 50 lat!
Natrafiamy też na równo wycięty kawałek zbocza. Pewnie coś na kształt kamieniołomu?
Najbardziej chyba przypada nam do gustu grota, która ponoć niegdyś pełniła funkcje kuźni. Wnętrza przesiąknięte są aromatem wędzonki, jest trochę przygotowanego, suchego drewna, a konstrukcja pieco-kominka wręcz idealnie nadaje się na niewielkie ognisko.
Stąd też zapewne taki malunek naścienny - ku pamięci dawnych pracowników. Fajnie to wygląda w jaskiniowym mroku - jakby cienie przeszłości odbiły się w skale i tak już zostały, mimo upływu czasu.
Chrust zbieramy też w innych niszach i znosimy do kuźni. Coby i dla kolejnych biwakujących coś zostało :)
Fajną miejscówkę już mamy namierzoną, więc chwilową przerwę w opadach wykorzystujemy, żeby się dokładniej powłóczyć po otaczającym terenie. Oprócz skalnych form mieszkalnych rzuciło nam się w oczy jeszcze coś innego. Tu i ówdzie, zarówno na łąkach, jak i wewnętrz grot, stoją i wiszą różne nieznanego nam przeznaczenia konstrukcje. Nie wyglądają na przedmioty użytkowe - raczej są to jakieś instalacje artystyczne. Jest ich całkiem sporo. Niektóre naprawdę robią wrażenie, a ich wymowa jest świetnie dopasowana do atmosfery tego wyludnionego miejsca o trudnej historii. I sporo tych konstrukcji też nie jest zupełnie nowych - je również nadgryzł ząb czasu i nuta patyny wkomponowała w otaczający teren jeszcze lepiej.
Po powrocie do domu zaczęłam szukać co to za twórcy tu szaleli? Okazało się, że w latach 2021 i 2023 odbywał się tu festiwal "Proměny". Prace powstawały w ramach warsztatów prowadzonych przez lokalnych artystów. Utworzono tu całą galerię plenerową. Cisza, spokój i atmosfera wymarłej wsi sprzyjały wszelakiej twórczej działalności.
Największe wrażenie zrobiła na mnie dziupla pełna książek. Niemieckich książek. A wszystko obrosłe mchem, przypylone próchnem i porosłe pajęczynami.
![]() |
![]() |
|---|
Są też drzewa udekorowane odłamkami dawnej ceramiki.
lub kawałkami malowanych kamieni.
Trafiają się pnie, którym dodano rosochatości i dodatkowo ich korę przerastają cegły.
Na miejscach dawnych domów stoją wiklinowe rzeźby czy instalacje z drewna i kamienia.
![]() |
![]() |
|---|
Również wewnątrz pomieszczeń można znaleźć różniste ciekawostki - np. konstrukcje z kości. Jakby tajemniczy ołtarz ofiarny?
Kamienie ze zdjęciami. Zrobione chyba techniką "dekupażu". Ciekawe czy to zdjęcia z tej konkretnie wsi czy po prostu utrzymane "w stylu"? Takie pojedycze odłamki dawnych dni...
Na terenach wsi jest też coś na kształt muzeum. Na płocie wisi tabliczka, wiersz i kilka zdjęć. Czy dalej jest coś ciekawego - nie wiemy. Furtka była zamknięta.
Może byśmy zawędrowali jeszcze dalej i znaleźli co ciekawego po okolicznych pagórkach, ale okno pogodowe się skończyło. Pozostaje więc się ukryć w zawczasu namierzonej grocie i rozpocząć tzw. przeczekiwanie :)
Komin początkowo ciągnie dość słabo, więc dymy krążą pod powałą i nieco gryzą w oczy, a nasze ubrania i plecaki nabierają charakterystycznego aromatu leśnej wędrówki. Za oknami deszcz szumi w zaroślach i artystycznych konstrukcjach. Bułeczki z serem skwierczą na ogniu, a kiełbaski jedna po drugiej wybierają wolność i wpadają do ognia. No cóż - takie w panierce z popiołu nadal są jadalne ;)
Najgorsze, że jaskiniowy mrok w połączeniu z zadymieniem i wiszącymi w powietrzu drobinkami kurzu - mocno utrudniają zrobienie zdjęć z zadowalającą ostrością. Próbujemy trzema aparatami z efektem nie do końca satysfakcjonującym. No ale tak tam właśnie było - mgliście, pyliście.
Komin.
Do busia wracamy już o zmierzchu. Deszcz nie przestaje padać, więc przynajmniej odrobinę nas opłukuje z kurzu starej kuźni ;) Zawsze można się dopatrzeć jakiś pozytywów ;)
A rano wita nas słońce i błękit nieba! Zapodajemy wielkie suszenie i w drogę! Nie leje - to trzeba wyleźć na jakąś górkę!
cdn


































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz