bubabar

czwartek, 5 lutego 2026

Łazimy po Łaziskach (2026) cz.2 - KWK Bolesław Śmiały, Wietnam

Po zlezieniu z hałdy kierujemy nasze kroki w rejon kopalni. Pierwsze co nam się rzuca w oczy to fajna mozaika.


I daszki nad pobliskimi parkingami. Teraz są ażurowe, ale chyba kiedyś auta tutaj nie mokły na deszczu.


Kopalnia Bolesław Śmiały reklamuje się jako jedna z najstarszych w Polsce. Ponoć jej początki sięgają XVIII wieku, choć wtedy występowała pod inną nazwą. Na chwilę obecną kopalnia wciąż działa, acz pojawiają się pogłoski o jej nierentowności i możliwości zamknięcia na przestrzeni najbliżsyzch kilku lat.

Głównie sprowadziła nas tu kładka. Jej zdjęcie znalazłam kiedyś w internecie na "Tak widzę Śląsk". Skądinąd w ogóle rewelacyjna stronka - jak ktoś lubi śląskie zaułki i nieoczywiste miejsca. Widok z kładki mnie totalnie rozwalił - idziesz i jakby cię prowadziło przez środek terenu kopalni! :) Nie ma opcji - w takie miejsce trzeba zaraz jechać, zwłaszcza że ostatnimi czasy panuje jakaś obłędna moda na masowe niszczenie kładeczek nad torami.

No więc jesteśmy!


Już na pierwszych metrach kładki przechodzimy pod taśmociągiem. Strasznie lubię takie krzyżujące się w przestrzeni przemysłowe ciągi komunikacyjne.


A zaraz potem kolejny powietrzny tunel. Można też poklepać grubą rurę, owiniętą w jakieś zapewne azbestowe koce.


Koła wyciągowe sobie leżą pod płotem. Wypoczywają? Czy raczej szykują w jakąś daleką drogę?


Torowisko wyjazdowe jest puste - widać dzisiaj węgiel nie podróżuje.


Jakieś przytorowe mechanizmy nieznanego dla mnie przeznaczenia.


Widok na hałdę dodaje klimatu. Chwilę wcześniej byliśmy tam na górze - relacja.


Jednak największą przykopalnianą rewelacją są wagoniki! Nigdy jeszcze nie widziałam takiego ich nagromadzenia! W Bytomiu zdarzały się z rzadka i raczej pojedynczo, często w formie pomnikowej lub w miejscach zupełnie niedostępnych, gdzie dla zdjęć trzeba było przeskoczyć jakiś płot albo wbić w miejsca, gdzie cię cieć lub jego pies za tyłek łapie. Nawet kiedyś specjalną zbiorczą relację o nich zrobiłam.

A tu wagoniki sobie stoją masowo i pozują do zdjęć. W różnych formach, kolorach i konfiguracjach. Niektóre puste, inne załadowane różnym towarem - złomem, śmieciami, kostką brukową. Część stoi na torach - jakby to był krótki przystanek i zaraz miały pojechać ku swemu przeznaczeniu. Inne mają daleko do torowiska i stoją samotnie wśród innych metalowych kawałków jakby przygotowanych do oddania na złom... Toperz się śmieje, że ta kładka to specjalnie urządzony "plener fotograficzny dla bub" :)


Oplecione, splątane krajobrazy.


Schodzimy po drugiej stronie torów.


Przed nami niewielkie osiedle. Ulica Zwałowa i Długa.


Kilka kamienicopodobnych budynków wciśniętych między kopalnię, hałdę i tory kolejowe. Jakby na półwyspie! A z czwartej strony - pola uprawne. Ciekawe połączenie :)


Nie wiem jakie były początki tej dzielnicy - czy były tu może mieszkania dla pracowników kopalni, że taka nietypowa lokalizacja? Miejsce jest ponoć nazywane "Wietnamem" i ma nienajlepszą sławę. Mówią, że mieszkają tu osoby eksmitowane z innych lokali a przestępczość czy problemy alkoholowe są zdecydowanie większe niż w innej, losowo wybranej dzielnicy Łazisk. Jak to jest, że nawet idąc w ciemno - zawsze odnajdę takie rejony? Jakiś instynkt mnie chyba prowadzi - tak samo jak na poligony!

Acz w sumie może to tylko głupie plotki? Będąc tam nic niepokojącego nie zauważyliśmy, a informacje o "złej dzielnicy" pochodzą od rozmówców z drugiego końca miasta albo z otchłani internetu.

To już drugie miejsce (w poprzedniej relacji była to ul. Świerczewskiego), gdzie nie ma tabliczki z nazwą ulicy - tylko napisane było bezpośrednio na murze.


Kładka dla ludzi i kładka dla rury widziana z ulicy Zwałowej.


Wielka rura mija zabudowania i uchodzi w pola. Podążamy jej śladem.


Rura wali prosto do elektrociepłowni zamykającej horyzont.


Różne ciekawe pokrętła.


Oczywiście cały czas towarzyszy nam widok na hałdę - tego giganta to chyba zewsząd tutaj widać.


Szare blokowisko, wagony i krety.


Przy kopalni stoi pomnik górnika. Opisany po śląsku.


Skądinąd ciekawe, że na ulicy, w sklepach, w knajpach w Łaziskach dużo częściej słychać jak ludziska gadają po śląsku (do siebie nawzajem albo do telefonu) niż np. w Bytomiu. W Bytomiu to jest rzadkość. I nie mówię o tym, że ktoś wplecie czasem jakieś lokalne słowo albo ma specyficzny akcent. W Łaziskach kilkakrotnie przysłuchiwałam się rozmowom i nie powiem, żebym wszystko zrozumiała.

Drugim pomnikiem w podobnym stylu jaki spotkaliśmy (ale w innym miejscu - w Łaziskach Górnych) jest „paradnie łobleczono Łaziszczonka”.


Czy podobnych pomników jest więcej w mieście czy tylko te dwa??

Potem kierujemy się ku kolejnej hałdzie. Teren się wznosi.


Mijamy płotki z wkopanych opon - zawsze jakoś mnie cieszy taki widok. Najlepiej jakby opony były jeszcze pomalowane na kolorowo albo we wzorki :)


Samotna kamienica wśród jednorodzinnej, niskiej zabudowy.


Mijamy kościół, którego okienko przypomina mi koła szybowe. Czy to przypadkowa zbieżność czy komuś tak w duszy zagrało? ;)




cdn


5 komentarzy:

  1. Fajna ta kładka! Przypomniało mi moje czasy szkoły i wędrówki na praktyki po Hucie Katowice...
    W liceum miałem praktyki na jednej ze stołówek w HK, tak zwanej "dwójce" - dotarcie pod nią to kilometr marszu "główną" drogą na tym terenie miasta, w mieście. To było dość ciekawe przeżycie, przepustka i trzepanie plecaków na wyjściu. Z racji iż praktyki zaczynaliśmy o 8, to nie było o tej porze autobusu, bo po terenie huty jeździły autobusy huciane, zresztą były i inne pojazdy, ciężarówki, furgony, wózki elektryczne czy ciężarówki czyszczące drogi - normalnie jak miasto. No i przez brak autobusu musieliśmy iść kilometr, przechodząc pod wielkimi kominami chłodni by dotrzeć do budynku pod wielkimi piecami.
    A na obiad nie raz przychodzili ludzie ubrani w stroje ochronne, więc było na co popatrzeć!

    Co do problemowości osiedli - te widać najczęściej wieczorem. Widać i słychać - mieszkałem w takim, kamienice z końca XIX wieku przy dawnej Hucie Szkła Gospodarczego, w dzień, szczególnie zimą było tam cicho...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne wspomnienia! Mi się zawsze marzyło połazić po Hucie Katowice, własnie tam w srodku, po tym całym mieście. No ale nie miałam jak załatwić przepustki...

      Czego szukali w waszych plecakach, że trzepali je na wyjściu?

      A to osiedle to w Dąbrowie? Fajnie, że było cicho - najgorzej to chyba na takich podejrzanych osiedlach, że tam często są hałasy, jakieś awantury, imprezy i wrzaski po nocach itp

      Usuń
    2. Tak w DG - w Ząbkowicach, tuż obok stacji PKP ( https://photos.app.goo.gl/AHNN7JfmvqxwwgzAA )
      Na zdjęciu ruiny Huty Szkła Gospodarczego - a za nim widać te kamienice...

      Usuń
    3. Co szukali - zapewne jakiś wynoszonych szyn albo innych części Wielkiego Pieca ;) a tak na serio to kij wie. My tam nie myśleliśmy o wynoszeniu czegokolwiek.

      Usuń
    4. Fajne okolice! Muszę się w koncu wybrać do tej Dąbrowy. Juz jeden namiar mam i na wiosnę chce go odwiedzić - kawiarnię Arizona! :) A i te ruiny huty kuszące!

      Usuń