Dojazd do Łazisk okazuje się znacznie dłuższy niż przypuszczaliśmy. Pierwszy pociąg zdaje się nie spieszyć. Stoi w Opolu kilkanaście minut, kolejne tyle w Kędzierzynie. Na przesiadkę w Nędzy zdążamy tylko dlatego, że nie byliśmy jedyni i dla grupy około 20 osób konduktor "przytrzymał" kolejny skład. Następny pociąg (relacji jak się nie mylę Racibórz - Katowice) wlecze się jeszcze bardziej. Może to oczekiwanie na nas w Nędzy tak go rozleniwiło? ;) Na dwóch kolejnych maleńkich stacyjkach stoi chyba po pół godziny. Nikt nie wsiada, nikt nie wysiada, nie ma żadnych mijanek. A pociąg stoi. Rozważamy czy się nie zepsuł, bo gasi też światła i silniki. Odnosimy wrażenie jakby czas stanął w miejscu albo w ogóle przestał istnieć. Za oknem świat zdaje się totalnie nieruchomy. Nie ma ludzi, nie ma ptaków, nie wieje nawet wiatr, więc nie porusza się ni ździebełko trawy. Niebo jest dość równomiernie sine, więc ruchu obłoków również nie zarejestrujemy. Współpasażerowie również wpadli w jakiś rodzaj odrętwienia - śpią albo albo gapią się w ekrany swoich elektronicznych urządzeń jak w transie, nawet nie mrugając oczami. Może takie zawieszenie w niebycie jest czasem potrzebne? Może jakoś oczyszcza czasoprzestrzeń? My w sumie szczęśliwie się nigdzie nie spieszymy - przesiadka już zaliczona, miejsce noclegowe wpuści nas całodobowo. Zawieszamy się więc tak samo jak wszechświat wkoło nas. Ten widok mam przed oczami przez pół godziny. Albo przez całą wieczność bo nie wiem czy zegarki pokazywały prawdę.
W Łaziskach jesteśmy już po zmroku, z chyba półtoragodzinnym opóźnieniem. Przemykamy ciemnymi uliczkami, ciesząc się budynkami o elewacjach z czerwonej cegły albo w ogóle pomalowanych w ciekawe murale.
Przemierzamy tereny będące kwintesencją tego naszego cyklu zimowych wyjazdów pt: "małe, zadymione miasteczka". Wieczór jest mroźny - pizga okrutnie, mimo że ubraliśmy się jak na biegun. Ludziska też się grzeją jak mogą, a powietrze przesiane kryształkami lodu nie pozwala się dymom rozproszyć zbyt szybko, tworząc półstałe, stabilne formy. Pełgające latarnie i płożące się cienie dodają całości nieco mrocznej atmosfery. Mimo że przeważnie temu zaprzeczam, w takich chwilach muszę się przyznać do błędu - tak, zima czasem ma urok :)
Do miejsca noclegowego docieramy od tyłu. Brama zamknięta, nie ma żadnych szyldów więc rozważamy czy forsować płot górą czy nam jakiś pies nogawki wyszczypie? Czy to w ogóle jest to miejsce co trzeba? Dzwonimy na posiadany numer. Tak, miejsce właściwe, ale nikt nigdy nie przyszedł od tej strony. Babka szuka kluczy, aby otworzyć dawno nieużywaną bramkę. Obiekt obecnie działa głównie jako kwatery pracownicze - klasycznych turystów w Łaziskach chyba nie ma zbyt wiele. Oprócz nas zasiedliło się tu kilku budowlańców.
Rano ruszamy w stronę Łazisk Średnich - naszego głównego celu wycieczki. Dojechaliśmy do Górnych i tam też nocowaliśmy. W Średnich nie znaleźliśmy żadnego noclegu, a i dojazd był bardziej skomplikowany ze względu na chyba boczniejszą linię.
Mijamy niby zwykły blok - ale z wieżami!
Przejścia dla pieszych oznaczone potrójnym dzieckiem w różnych formach przestrzennych. "Dziecko" oczywiście musi je wypróbować ;)
Podążamy ulicą, która zmieniła nazwę, ale stare elewacje pamiętają...
Zabudowa powoli zanika, zagłębiamy się w zagajniki.
Śniegu coraz więcej... Jak to jest? Ponoć mamy teraz bezśnieżne zimy, często nawet w górach. A jak buba ruszy się na krok z Oławy to od razu wpada w śnieg po kostki.
Zarośla się przerzedzają, a przed nami wyrasta wielka góra.
To Hałda Skalny, która z daleka przypomina wulkan ze spłaszczonym wierzchołkiem. Kiedyś wykazywała również inne cechy wulkanów - jej wnętrze się żarzyło, unosiły się dymy, a podłoże było gorące i ponoć niektórym nadtapiały się buty na wycieczkach w to miejsce. Teraz hałda jest już "zrekultywowana" i robi za park miejski dla miasta. Acz szlag wie co tam naprawdę wciąż czai się w jej wnętrznościach? Na szczyt można wejść drogą, która jednak strasznie się wije i tym samym mocno nadkłada odległość.
Idziemy więc na przełaj - po prostu pod górę.
Wyleźlim!
Hałda świetnie obrazuje absurdy obecnego świata - na szczycie jednocześnie znajdują się parkowe ławeczki, prawie górska tablica z wysokością (389m n.p.m.) jak i ... zakaz wstępu :D Czekaj... to dla kogo te ławeczki i tabliczki postawili??? Dla owych przestępców, którzy pragną wtargnąć tu nielegalnie, bo wiedzą, że prawem to można sobie jedynie d... podetrzeć??
Postawiono tu również pomnikowy wagonik kopalniany.
W pogodne dni można ponoć z hałdy zobaczyć beskidzkie szczyty, a niektórzy przebąkują coś nawet o wschodnich częściach Sudetów czy Tatrach. Dziś możemy podziwiać jedynie industrialny krajobraz miasta u podnóża - elektrociepłownię, kopalnie, bloki, rury, wciśnięte pomiędzy zakłady przemysłowe kamienice. I inne hałdy zamykające widnokrąg.
Być może widoki nie powalają. Być może cały otaczający nas dziś świat wygląda jak ogladany przez brudną szybę. Ale też może dzięki temu jesteśmy na szczycie sami? Spędzamy tu chyba z pół godziny robiąc zdjęcia i mały piknik przy wagoniku. I nie ma nikogo więcej. Coś za coś. I trzeba przyznać, że dzisiejsza pogoda bardzo pasuje do naszych "małych, zadymionych miasteczek" :)
Sporą część widoku zajmują zabudowania KWK Bolesław Śmiały.
Różne kopalniane fragmenty na zbliżeniu. Fajnie tak choć z góry pozaglądać w miejsca, które zazwyczaj są trudnodostępne dla zwykłego turysty. Zsypy, krzyżujące się taśmociągi, jakieś baseny, odstojniki czy inne bajora z nieznaną mi cieczą.
Tu widzimy opasane rurami osiedle przy ulicy Zwałowej i Długiej, zwane też Wietnamem. Zawędrujemy tam nieco później.
Kładka nad torami, którą będziemy chodzić polując na wagoniki. I bloki w tle, które jakimś cudem unikneły oblepienia styropianem i pomalowania na łososiowo. Nieczęsto już takowe można zobaczyć.
Dom przy rurze położony wśród zaoranych pól.
Inne hałdy zamykające horyzont. Tam też pójdziemy :)
Dwie wieże.
Produkcja chmur trwa na bieżąco ;)
Zimowe wycieczki wymagają systematycznego dogrzewania się :)
Schodzimy nieco inną drogą.
Wszędzie prześladują nas wulkany! :P
Mijamy budynki z ciekawą, przestrzenną mozaiką.
Solidne pokrętła na skrzyżowaniu rur.
cdn
bubabar
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz