bubabar

sobota, 14 lutego 2026

Atrakcje okolic Osiedla Młodego Górnika (2025)

Dzień jest mroźny i szary, ale zdarzają się momenty, że na chwilę błyśnie słońce przez niewielką dziurę w chmurach. Ruszamy z Miechowic i podążamy ulicą Relaksową. Mijamy osiedle fińskich domków. Niektórzy z ekipy ochoczo nawiązują kontakt z każdą zamarzniętą kałużą.


Przechodzimy groblami przez teren wędkarskich stawów.


Dalej nasza trasa wiedzie skrajem hałdy. Kiedyś była tu wielka, czarna pryzma. Nieco upiorna i wielka pod niebo. Potem w tajemniczych okolicznościach zniknęła i pozostał jedynie żuzlowy płaskowyż, który z roku na rok mocniej porastają krzaczyny i głównie iglaste zagajniki.


Wielkie kałuże, pozamarzane w ciekawe desenie, od czasu do czasu urozmaicają krajobraz.


Tak docieramy na Osiedle Młodego Górnika. Przemykamy gdzieś przy garażach.


Nad ulicą Pod Borem przekładają się rury. Zrobili im fajny wiadukcik, taki z kratownicy.


Dalej idziemy ulicą Ziemską, gdzie mijamy szyb "Gigant", niegdyś należący do KWK „Rokitnica” – „Pstrowski”. Potem miejsce zaczęło prowadzić działalność jako Zakład Górniczy „Siltech”.


Przed budynkami stoi jakaś instalacja artystyczna uformowana z dawnych kopalnianych mechanizmów.


Skręcamy tu w bok, w żwirową drogę prowadzącą w chaszcze.


Rozciągają się tu nieużytki, porośnięte młodym lasem i całe usiane przemielonym betonem. Kilka budynków się zachowało, acz ich stan jest mocno nadgryziony. Nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji jakie dokładnie było ich przeznaczenie, ale przypuszczalnie coś związanego z kopalnią "Pstrowski". Gdzieś ktoś wspominał, że mógł też tu być zakład zajmujący się przerabianiem hałd.

Pierwszy budyneczek. Coś jakby stróżówka?


Drugi też niepozorny, ale dwupoziomowy. Jedno jest pewne - zwiedzanie tego terenu latem chyba w ogóle nie wchodzi grę. Zapewne jest jeden wielki chaszcz, który całkowicie zakrywa szczątkowe pozostałości dawnych czasów.

(zdjęcie zrobione przez Staszka)

Kiedyś tu mieli posadzki w szachownicę.


Tu zachowała się nieco większa buda. Skądinąd ciekawe jaki mieli algorytm burzenia tego terenu? Że jedne budynki przemielili a inne zostały?


W środku bez szału. Acz przed deszczem można się schronić.


Jedynie na strukturach lodu można oko zawiesić.


Nieopodal stoi też trójnogi, betonowy słup, który bardzo przypomina takowy napotkany niegdyś nad stawem Trójkąt. O tamtym mi napisali w komentarzu, że to "podpora kolejki linowej do transportu węgla z kopalni Castellengo (dzisiaj "Siltech" na Osiedlu Młodego Górnika) do huty Julia na Bobrku". Może więc ten też??


Zaraz obok napotykamy coś jakby upadowa. Już już mam wizję zajrzenia w czeluście jakiejś sztolni, ale niestety wnętrze jest zalane.


Dalej jest jeszcze kilka totalnie rozwalonych budynków. Jeden mocno nadfajczony - chyba to miejsce używane do opalania kabli.


Napis obok raczej nie współgra ze wspomnianą działalnością ;)


Nie wiem co tak konsekwentnie wygryzło cegiełki na tej ścianie?? Dziwnie to wygląda!


Przedzieram się jeszcze przez kolczaste krzaki i wpadam w wykroty, aby się dostać do kilku szkieleto - wydmuszek. Nic ciekawego tu nie znajdę, ale skoro już żeśmy tu przyleźli - to warto obczaić wszystko. Reszta ekipy decyduje się poczekać na drodzę, nie podzielając tak daleko posuniętego obłędu eksploracyjnego ;)


Jedno jest pewne - opon to tu nie brakuje.



Mijamy niewielkie osiedle otoczone zagajnikami, położone u zbiegu Ziemskiej i Szybowej. Rury, stare garaże, dużo zarośli - fajne miejsce!


Gdzieś przy drodze. Początkowo myślałam, że ogródek, ale chyba raczej składowisko? Rośliny by się już nie zmieściły ;)


Koksownia Jadwiga bucha dymami i zieje ogniem.


Zaraz potem mijamy miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał szyb Mikołaj. Też należał do kopalni "Pstrowski". Był szybem wentylacyjnym. Śliczny był - taki nietypowy, malutki. Ze zdjęć znalezionych w necie wynikało, że nawet na wieżę z kołem szybowym dało się bez problemu wejść. Od kilku lat planowałam się tu wybrać. Myślałam o nim podczas każdego pobytu w Bytomiu, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Głównie brak towarzystwa stawał na przeszkodzie. Gdy ekipa się w końcu znalazła i wyruszyłam we właściwą stronę - szybu już nie ma. Nie zdążyłam. Rozebrano go w czerwcu 2025. Został pusty, rozorany plac... Głównym powodem było ponoć to, że "buczał" i to przeszkadzało mieszkańcom.
Czemu nie przyszłam tu sama? Toż to z Miechowic kilka kilometrów! Na rowerze bym była w 20 minut. Cóż... Smutno... I wściekłość na siebie samą chce mnie rozerwać od środka. A na pewno to taka porządna nauczka, że nie wolno nic odkładać na później, na kiedyś, na lepszy czas. Bo potem się okazuje, że magiczne "kiedyś" nie nadejdzie już nigdy :(

Zdjęcie z googlemaps. Już historyczne :(


Główny cel naszej dzisiejszej wycieczki ma charakter kolejowy. Zwany jest mostem, choć żadna rzeka pod nim nie płynie ;) Aby się tam dostać trzeba skręcić z ulicy Drzymały w torowisko i kawałek nim przejść. Docieramy do krzyżówki drogi z dawną linią kolejową. Wszystko jak trzeba. Tylko... kolej przebiegała na wysokim wiadukcie, na który trzeba się wspiąć po dosyć stromej skarpie. Nie wszyscy z ekipy są jednakowo zachwyceni tą niespodzianką ;)


Nie wiem jak to rozumieć? Ostrzeżenie, żeby barierek nie zabierać i nie oddawać na złom?? ;)


Wyleźlim na górę. Przechodzimy przez wiadukt, który ma fragmenty nieco nadwątlone przez czas i różne inne okoliczności ;)


A w tle już widać nasz obiekt!


Przyjemnie się wyłania z płowych traw!


To most zsypowy "Wojciech", który powstał na początku XX wieku. Służył do wyładowywania wagonów z piaskiem. Działał zgodnie z przeznaczeniem do końca 2020 roku. Potem most przeznaczono do likwidacji, a tory zostały rozebrane. Prawie w ostatniej chwili most został uratowany dzięki staraniom różnych organizacji zrzeszających miłośników kolei i wpisano go do rejestru zabytków. Szkoda, że została zlikwidowana tutejsza linia kolejowa - to dopiero musiało być ciekawe patrzeć jak podjeżdżają pociagi, jak z tego mostu sypie się piach. Na takie atrakcje niestety już nie zdążyliśmy. No ale grunt, że most się zachował i możemy się dziś nim nacieszyć! :)


Bokami biegną kładki dla pieszych. Można więc przemierzyć most wygodniej niż skacząc po podkładach. Są też oczywiście tablice - znaki bubowego szlaku atrakcji :)

(zdjęcie zrobione przez Staszka)

I nieco przymglone widoczki podziwiane z góry.


Przy moście robimy sobie piknik. Są kanapki, herbata, makowiec i nalewki. Trochę połazilismy więc wszyscy zgłodnieli. A i nieco rozgrzać się warto :)


Wracamy.


Wieczorne promienie podświetlają dymy i odbija się w taśmociągach.


Zachód słońca dobrze się prezentują nad zbiornikami wodnymi :)


Gdzieś na Osiedlu Młodego Górnika, gdzie bloki przeplatają się z działkami.


Nad stawem. Wierzba jak ucho igielne.


Na chwilę na naszej hałdzie błysnął odblask zachodu.


Większość trasy przemykamy jednak już o zmierzchu.



Krótki zimowy dzień kończymy konsumpcją nalewek w Miechowicach :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz