bubabar

piątek, 27 lutego 2026

Zaułki Bytomia (2025) - okolice ulicy Siennej

Niewielki fragment terenu, położony jakby wewnątrz trójkąta ograniczonego wielkimi, ruchliwymi drogami (94, 79, 911). Acz tu nie czuć ich niedalekiej obecności - jest cicho, spokojnie i otacza nas klimat miejsc nieco zapomnianych. Możemy wędrować ulicą Sienną, Pszczyńską i Kopalnianą. Byliśmy tu już w roku 2019, ale pojawiła się teraz chęć zajrzeć ponownie, zobaczyć czy coś się zmieniło.

Wycieczkę zaczynamy na ulicy Kopalnianej.


Głównie miłe dla oka są tu drewniane werando-balkony, oplecione bluszczem i powiewające praniem. I te przyjemne, ciepłe kolory elewacji.


Widać bliskość kolei - schodki z podkładów! :)


Lampa? Dzwonek? Megafon?


Ankry form różnych.


Piętrowe komóreczki wciąż w użyciu! Mają nawet nowy dach!


Uroki przygarażowego sadu.


Efekty zanurkowania w czeluście bram. Schody raczej takie "blokowe" tu mają, a nie drewniane czy metalowe wycinanki jak w kamienicach.


Ceglany budynek o rozgałęzionym kształcie.



I otaczajace go jeziora.


Zawsze cieszą takie plątaniny gruntowych dróg.


Kącik biesiadny.


A dalej już tylko ogródki działkowe.


Kilka przykładów jak przyroda ochoczo pożera ludzkie wytwory np. beton chodników.


Między kamienicami królują burzany po szyję i wyżej. Zapach ziół, zmiętych naszymi butami, roznosi się wokoło.


A nieraz i zakwitną piękne kwiaty!


Niektóre podwórka wpadły jednak pod kosiarkę, więc i aromat siana niesie się po okolicy.


Widać ślady kamienic, które zniknęły z czasoprzestrzeni. Wyraźne odciski przeszłości pozostały na budynkach stojących tak nienaturalnie pojedynczo. Od zawsze marzy mi się, aby mieć przed oczami taki suwak czasu. I móc, stojąc w danym miejscu, zobaczyć jak wygladał ten kadr 10, 20 czy 50 lat temu. Co się zmieniało i jak. Co znikało, co sie pojawiało. Co pozostawało, ale ulegało przeobrażeniom.


Topole! Jak ja kocham topole! Wysokie, smukłe, szumiące. Kiedyś były na każdym osiedlu. A tak rzadko ostatnio można je spotkać...


Wygląda na to, że kiedyś był tu sklepik. Albo knajpa?


Niedługo po zrobieniu tego zdjęcia odwróciłam wzrok na ułamek sekundy. Gdy znowu popatrzyłam - tego dziadka już nie było. Po prostu rozpłynął się w powietrzu. Nie miał czasu uciec do bramy albo w krzaki. Bardzo dziwnie mi się zrobiło...


Próba dotarcia do opuszczonej kamienicy od podwórka sąsiedniej okazała się nieudana. Mur...


Ale za to napotkaliśmy takowy miły zaułek.


Brama wykładana solidnymi dechami.


Samotna kamienica na rogu. Aż brakuje w przestrzeni jakiegoś jej przedłużenia na prawo i lewo.


Ciekawe czemu często tak jest, że parter jest opuszczony a wyższe piętra zamieszkane?


Nie lubią tu policji, Szombierek i gryzoni ;)


Betonowe donice z dawnych lat. Jak znalazł do RELACJI


Kamienica na rogu ulicy Pszczyńskiej i Chorzowskiej.


Budynek ma dosyć rosochaty kształt, a jego ściany pokrywają kolorowe murale.


Głównie rzuciły mi się w oczy ciekawe podcienia - betonowa wnęka z kolumnadą na parterze. I dużo drzwi - zamkniętych lub zamurowanych. Ponoć był tu sklepik i knajpa, a dla chętnych również "masaż" - jak reklamowano działającą tu jeszcze koło roku 2000 agencję towarzyską. Burdello zwało się "Roma". Nie słyszałam o nim nigdy. Na przełomie wieków u nas (osiedle, szkoła) był raczej popularny inny tego typu obiekt, położony w Stolarzowicach - willowy domek podświetlany wieczorami na fioletowo. O nim to dużo opowieści słyszałam - i zabawnych, i mrożących krew w żyłach. Pewnie z "Romą" było podobnie, ale to widać nie nasze rewiry.


Z daleka, zza szosy, tak to wygląda. Zdjęcie z googlemaps.


Nurkujemy też w bramę i odchłanie klatki schodowej utopione w półmroku. Zwraca uwagę półkolistość sufitów. I wszystko tutaj jest takie jakby... gliniane?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz