Lisek zna drogę, więc dzisiaj bedzie nas prowadził :)
Spora część trasy wiedzie wałami, które na tym odcinku niestety są sporo oddalone od Odry.
W Siechnicach mijamy zabudowania elektrociepłowni. Płytowe drogi, torowiska, chłodnie kominowe, rury na wiaduktach - wszystko co buby lubią :)
Potem suniemy brukowanymi uliczkami wzdłuż linii kolejowej. Płowe trawy, wyschnięte zioła, czasem wirujący w powietrzu opadły liść - czuć już zbliżającą się jesień.
Na wjeździe do Świętej Katarzyny wita nas kolejarz i baba w nocnej koszuli.
Mjamy konstrukcje ukazujące obfitość zbiorów.
Inne odnoszą się do czynności i problemów dnia codziennego ;)
Jak to na dożynkach bywa - jest prezentacja wieńców. Każda okoliczna gmina chyba coś uplotła na konkurs.
Mnie zdecydowanie najbardziej się spodobał ten z lokalnymi akcentami - siechnickie kominy!!! :)
No i te dwa też fajne - miały w sobie jakąś oryginalność.
Na imprezie przewidziano też inne atrakcje np. przewija się orkiestra dęta.
Jest też kowal.
Wystawka przedszkolnych dzieł tematycznych.
A jakby ktoś zmarzł w głowę to może zaopatrzyć się w czapki - nawet takie zimowe ;)
Są też atrakcje typowo letnie - warsztaty wyplatania wianków na głowę.
Można też alpakę pomiziać.
Albo nakarmić.
Nie ma wątpliwości, że właścicielka tej ręki bardzo lubi alpaki! :)
Pokręciliśmy się, rozejrzeliśmy - to jedziemy dalej. Albo bardziej można by powiedzieć - nazad. Po drodze rzut oka na kościół w Świętej Katarzynie...
... i ciekawe w kształcie budynki w Siechnicach.
Nieco psująca się pogoda nie zniechęca nas do przekąpki w siechnickim bajorku.
Dzień już się chyli ku wieczorowi, ale nadal jest ciepło. Po upalnym dniu taka woda to skarb! :)
Trochę żeśmy niedoszacowali długości trasy - wracamy już po zmroku. Dobrze, że w ostatniej chwili dopakowałam mocne latarki! Jakoś zawsze na wszystko za mało czasu!
A tu jeszcze trzeba się przepakować i wyspać - bo jutro znów rowerowa wycieczka! :D






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz