bubabar

wtorek, 2 lutego 2021

Wrześniowa włóczęga cz.34 - powrót (dziwna aleja, zamek koło Koła) (2020)

Wiele alei na swoich drogach spotkaliśmy. I takie piękne gęste i zdrowe, i takie podeschłe zjedzone przez jemioły, i takie, które właśnie wyrżneli w pień... Ale jedna ta wyjątkowo zapadła nam w pamięć...

Przez wieś Łowinek w woj. kujawskopomorskim jedzie się aleją dębową. Tworzy ona wręcz tunel, pień przy pniu, dach z szumiących liści.





Można sobie wspomnieć czasy naszego dzieciństwa, gdy Polska była zielonym krajem i praktycznie każda wieś tak wyglądała - patrząc z daleka była kępą wysokich drzew wśród pól...

Znaków drogowych i tabliczek tu również nie brakuje. A to że aleja jest “prawem chroniona”...


A to kolejne ostrzeżenia dla kierowców, aby łaskawie raczyli zdjąć na chwilę nogę z gazu, a nie potem opowiadali, że drzewa się na nich rzuciły…



Każde drzewo jest obite symbolem “pomnika przyrody”. Widzieliśmy różne pomnikowe aleje - ale tak dokładnie ostemplowanych chyba jeszcze nie...


Wystarczy jednak wyjechać z wioski w pola… i tu krajobraz zmienia się nie do poznania! Aleja nadal jest, ale drzew ogłowionych i martwych! Czasem sterczy gdzieś jakaś cudem zielona gałązka, ale raczej wygląda to na ostatnie tchnienie, bez szans powodzenia na przyszłość.






Wszystkie pościnane drzewa mają oczywiście tabliczki pomników przyrody!




Co to u licha jest? Czy to jest pomnik obecnego bezprawia w Polsce? ;) Bo trochę tak wygląda...

Część kikutów jest owinięta w worki foliowe… Widać ktoś stał na wysokiej drabinie i motał te worki. Bo kiego czorta?


Dlaczego (jeśli już musieli) to nie wycieli tych drzew całkiem? Czemu zostawili te sterczące trupy? Bo dla miłośników grzania setką po wiejskich drogach niezależnie od warunków - bezpieczeństwo nadal nie wzrosło… W suchy pień również można przypierdzielić…

Nie wiem co tu się działo, nie udało się pogadać z nikim z miejscowych. Ich reakcje przy próbach poruszania tematu (natychmiastowa ucieczka albo potok bluzgów i pogróżki na widok aparatu) również sugerowały, że coś grubego się tu odwaliło. Wygląda na jakiś spór i solidne przepychanki. Szkoda tylko biednych drzew, bo szybko nie odrosną, nawet jakby im cudem pozwolili… :(

A potem to już tylko jazda w stronę domu, noclegi na leśnych parkingach, spotkania z lokalna fauną ;)



I z tą wiezioną znad morza ;)


Rano na leśny parking między miejscowościami Chodecz i Przedecz zawija jakieś auto. Mamy czas je trochę czasu obserwować, bo właśnie wstaliśmy i kręcimy się koło busia. Jemy śniadanie, pakujemy się. W przybyłym pojeździe siedzą dwie osoby - facet i babka. Facet wychodzi, zamyka drzwi i zaczyna wyciągać z bagażnika różne rzeczy, plecaczek, koszyk, przebiera gumiaki - widać grzybiarz. Zamyka auto i rusza w las. Babka z nim nie idzie, zostaje w samochodzie. I nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie to, że przez kolejną godzine czy półtorej kobita siedzi bez ruchu. Nawet nie zmieniła pozycji. Z tego co udalo mi się zapuścić żurawia - chyba nie spała i oczy miała otarte. Na początku nie zaprzątamy sobie głowy tą sprawą - ot ktoś na parking przyjechał. Zdarza się nie? Potem zaczynamy rozważać czy ludzie się tak boja kleszczy, że nawet nie pójdą na spacer? Tylko wolą w dusznej puszce siedzieć? Albo czemu nie została w domu jak nie podziela pasji swojego współtowarzysza? Jednak gdy czas płynie - to sprawa wydaje się coraz bardziej podejrzana. Ostatecznie po dwóch godzinach facet wraca. Chowa do bagażnika pusty koszyk - widać grzyby nie dopisały. Wsiada i odjeżdża... Babka siedzi jak siedziała... no może trochę ją zarzuciło na zakręcie... A może to była wypchana kukła? Albo manekin? Różne ludzie mają odpały... My wozimy Krecika, może ten pan miał inną "maskotkę"? Kabak kręci głową... "Mamo, to nie była lalka. To była prawdziwa pani. Ale ona chyba już nie żyła..." I po czasie mnie tknęło - czemu ja nie poszłam zapukać do tego auta? Zapytać o godzinę albo o ogień? Albo którędy na Przedecz? Jakoś człowiek w porannej krzątaninie tylko część uwagi poświęca na to, co dzieje się wokół, patrząc czy jajecznica się nie przypala, czy kabak nie ściąga na siebie wrzątku i czy wszystkie suszące się na drzewie śpiwory (zalane kopniętym nocnikiem) wyschły i zostały spakowane. Jakoś kompletnie nie przyszło mi do głowy zapodać jakąś akcję zaczepną... A szkoda, bo sytuacja była dość niecodzienna i tak - na zawsze pozostanie tajemnicą... A "grzybobranie z nieboszczykiem" pozostanie ostatnią przygodą tegorocznej wrześniowej włóczęgi... ;)

Zawijamy jeszcze zobaczyć zamek koło Koła ;) Fajnie się prezentuje z przeciwległego brzegu Warty - z zielonych łąk pełnych krów! Tu przez chwilę czujemy się jak na Ukrainie, na którą w tym roku nie było nam dane pojechać… Spokojna rzeka, bliskość miasta ale pastwiska po horyzont i stare, zapomniane ruiny, które można zasiedlić...







Z bliska czar jednak pryska i zaliczamy szybki powrót do Polski... Zamek prezentuje się już znacznie gorzej - jest w remoncie. Wszystko ogrodzone.. Wypełnia go wizg wiertarek i szlifierek. Czyli miejsce biwakowo - ogniskowe wewnątrz starych murów można wsadzić w kibel.. Spóźniliśmy się...



A to widziany z daleka chyba powyrobiskowy zbiornik koło wsi Janiszew? Nie było już czasu podejść bliżej. Może następnym razem?




KONIEC

2 komentarze:

  1. Te pościnane kikuty to część alei jarząbów szwedzkich, które ze względu na zły stan ogólny zostały przeznaczone do wycinki. Tyle wiem. Dęby robią cudowne wrażenie, to prawda (przejeżdżałem tamtędy 2 tygodnie temu). Sebastian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czemu w takim razie nie wycieli całkiem tylko zostawili takie kikuty?

      Usuń