bubabar

piątek, 4 kwietnia 2025

Wycieczki po Wałbrzychu cz.2 (2025) - Palestyna

Zwiedzając różne miasta zwykle staramy się odwiedzić te ich fragmenty, które mają nienajlepszą opinię i krążą pogłoski, że to "dzielnice cudów". Tak trafiliśmy do świętochłowickich Lipin czy w Legnicy na Zakaczawie (o wielu ciekawych wędrówkach po Bytomiu nie wspomnę - no bo to jeszcze trochę inna kategoria :) )

W Wałbrzychu obiło się nam o uszy, że pewna część Sobięcina zwana jest Palestyną i może spełniać nasze oczekiwania :) Osiedle starych kamienic jest położone w zakolu linii kolejowej, pomiędzy hałdami. Swoją ciekawą nazwę zawdzięcza temu, że w latach powojennych osiedliła się tutaj spora grupa Żydów. Teraz już ich tam nie ma, ale nazwa się jakoś przykleiła i została.

W latach 90-tych osiedle to miało ponoć mroczną sławę, że po zmroku lepiej tam nie bywać, a i za dnia bywa niewesoło. Nie wiem na ile w tym prawdy a ile bajek (bo ludzie to bardzo takowe bajki lubią powtarzać, zwłaszcza ci, którzy nigdy tam byli.

Od kilku lat dzielnica jest stopniowo wyburzana. Wiele kamienic o ciekawej architekturze już zniknęło (np. miejscowi nam opowiadali o jednej takiej ładnej z wieżyczką). Głównym powodem wyburzeń (w oficjalnej wersji) są ponoć szkody górnicze i ciągłe zalewanie piwnic wodami gruntowymi. Acz krążą też pogłoski o przytupywaniu inwestorów i planach zagospodarowania terenu na inne cele. Inni wspominają o estetyce i chęci władz do "poprawiania wizerunku miasta".

Lokalsi nam opowiadali, że pewnie już dawno by tu śladu nie było po dawnej zabudowie, ale część mieszkań jeszcze w latach 90-tych było kupionych przez jakiś okolicznych kacyków, którzy teraz dopominają się ogromnych pieniędzy od miasta za zruinowane mieszkania, które chcą im odebrać bez ich zgody. Nie mają one oczywiście takiej wartości, a tym bardziej nikt by ich za tyle nie kupił, ale są ponoć jakieś tego typu procedury, gdy większy obszar idzie do likwidacji i wysiedlania. Zwykłych ludzi to się bierze za tyłek i wywala, ale jak ktoś ma wiedzę, znajomości i kasę na prawników - to sprawy wyglądają nieco inaczej. Idą więc ponoć procesy sądowe o te kilka mieszkań i opuszczone kamienice przez ten czas są nie do ruszenia. Więc tylko mogę podziękować od siebie owym spryciarzom, że dzięki ich działalności buba może sympatycznie spędzić dzień i do woli pozwiedzać :) I mam nadzieję, że sądy będą muliły w tej kwestii jak najdłużej!

Z hałdowatego wału okalającego jeziorko mamy widok na ową Palestynę - nieco poprzesłanianą brzozami. Schodzimy po wąskich, stromych schodkach tzn. w tym momencie bardziej odda rzeczywistość słowo "zjeżdżamy" ;)


Jakby wejście do bunkra??


Pierwsze co zwraca naszą uwagę to bardzo wąskie uliczki - i jakieś takie ciemne. Może dlatego, że kamienice są dosyć wysokie? Bywają nawet takie sześciopoziomowe! Widać wał, z którego zeszliśmy, a po przeciwległej stronie krajobraz również zamyka hałda.


Tabliczka z czasów górniczej przeszłości miasta.


Sporo z mijanych kamienic jest całkowicie opuszczonych. Puste otwory okien, pobite szyby albo zatkane dechami.


Szerokie place sugerują, że coś tu zniknęło. Jakby się jeszcze nie do końca wymazało z czasoprzestrzeni. Pasowałyby tam budynki, a człowiek patrzy i nie ma!


Zmielone resztki po wyburzeniach.


Albo wyraźny ślad po kamienicy, która odeszła już w niebyt. Ciekawe co to był ten trójkąt odciśnięty na fiolecie?


Chodzimy, zaglądamy, węszymy i w końcu udaje się namierzyć dwa budynki, gdzie udaje się wejść bez specjalnej wspinaczki, czołgania czy podejmowania innych karkołomnych posunięć.


We wnętrzach nie zachowało się zbyt dużo, ale zawsze fajnie połazić. Nie ma praktycznie żadnych prywatnych przedmiotów po dawnych mieszkańcach, jakie zazwyczaj znajduje się w opuszczonych domach. Z tego co nam opowiadali miejscowi tutaj po wysiedleniu lokatorów wszystko wyrzucano z okien a potem wywożono.


Tymi schodami ze zdjęcia po prawej już nie decyduje się iść. Jakoś do mnie nie przemawiają ;)


Chyba nie ma dwóch takich samych okien?


Widok z jednego z opuszczonych mieszkań. Jak widać anten nikt nie zabiera... Ciekawe, że ileś lat temu obecność anteny w oknie sugerowała, że obiekt jest zamieszkany. Teraz już niekoniecznie...


Tu zdecydowanie jeszcze są mieszkańcy. Duchy nie dymią ;)


Ta brama jest zamieszkana, ale też postanawiam sobie zanurkować w jej mroczne czeluście i obczaić co tam ciekawego.


Iiiighrr - łup! Zamykają się drzwi wejściowe. Odruchowo od razu sprawdzam czy będę w stanie je otworzyć. Na szczęście bez problemu. Wiatr się po prostu zerwał i je zamyka. Nie wiem czemu, bo na logikę wiejąc z zewnątrz do wewnątrz powinien je otwierać, no ale prawa fizyki nie zawsze działają ;) Wnętrza niewiele różnią się od klatek już opuszczonych. No może oprócz tego, że tu wciąż działa oświetlenie, jest dużo rur i nie ma gruzu. No i jest bardzo ciepło. Tak wręcz za bardzo jak na korytarz. Duszne, ciężkie powietrze, przesycone wilgocią i dziwnym zapachem, którego nie do końca potrafię określić. Jakby z odkurzacza? Jakby z pieca, którego komin zapchać mokrymi szmatami?

Mieszkania są zarówno zamknięte jak i zamurowane. Jest sporo ściennych napisów - i tu przypominają mi się czasy dzieciństwa - wykonanych ogniem. Nie farba, nie sprej, nie mazak, a po prostu wykopcone na ścianie. Wyżłobione pośrodku schody przywodzą na myśl takowe ze starych kościołów - widać ile nóg tędy przeszło, podążając gdzieś ku swemu przeznaczeniu. Z ciekawych i nie spotykanych wcześniej przeze mnie rzeczy - na korytarzu stoją duże szafo-skrzynie zamykane na kłódki.


Na półpiętrze stoi dwóch jegomości. Gdy przechodzę obok jeden rzuca: "Ma pani może papierosa?". Mówię więc zgodnie z prawdą, że nie mam. Ale mogę poczęstować czekoladą. Panowie twierdzą" "To może być i czekolada, zdrowsi będziemy" i się śmieją. Wzieli po paseczku, podziękowali i dalej zagłębili się w swoje rozmowy. Totalny brak zainteresowania - kto ja, po co łazi, czego szuka. Byłam pewna, że padną jakieś pytania, być może nawet dosyć niewygodne i trudne do wytłumaczenia typu "po co tu wlazła? czy kartofli kraść nie zamierza?". Ale nic. Zero. Jakby zamiejscowi nieznajomi codziennie zwiedzali tutejsze bramy i gapili się na odrapane ściany jak na muzealny eksponat. Dzień jak codzień.

Sporo jest tutaj w okolicy zabudowań gospodarczych, jakby działkowych. Kurniki, gołębniki - coś w ten deseń. Latem to pewnie bardziej odżywa. Teraz całe powietrze przesiane jest drobnopadającym śniegiem, więc na miejscu ptactwa też bym się schowała gdzieś głęboko i nie wysuwała dzioba do zdjęć.


Są też oczywiście typowe składziki podwórkowe.


A to? Garaż? Komórka na miotły? Bardzo mnie zaintrygował ów budyneczek - jakie mogło być jego podstawowe zastosowanie z dawnych lat? Jeden jedyny taki szpiczaty!


Ciekawe czy to teraz wszędzie tak jest, że jak przywożą ludziom węgiel - to on jest w workach? Jak pamiętam z dawniejszych czasów to z węglem przyjeżdżała wywrotka, zwalała na chodnik/podwórko i się łopatą/taczkami zrzucało/zwoziło do piwnicy czy komórki. A może to nie węgiel??


Często przebiega pod nogami coś puszyste, gruboogoniaste - fajne takie!


Albo wręcz pozuje do zdjęć!


Mieszkańcy wyjechali, a biedne kwiatki zostały...


Wędrując podwórkami...


Wąskie przejścia. Można przeskoczyć z bramy do bramy.


Ale żeby aż tak blisko postawić dwie kamienice? A nie na styk w jeden ciąg?


Bramy - chyba kiedyś prowadzące na podwórko, ale teraz znikąd donikąd.


Ankry też tu mają!


Pełna paleta barw plastikowych kubłów. Pomnik dzisiejszych czasów. Aż dziw, że nie siedzą za kratami.


W okolicy mijamy dwa opuszczone sklepy.


Tu może też był sklepik? Albo knajpa? A może magiel albo inny szewc?


Ciekawe ile lat mają te ścienne malunki? Przypominają mi takie sprzed 30 lat, które rysowali moi koledzy z klasy.


Tu murale zdecydowanie nowsze, o zabarwieniu lokalnym.


Mur. Jakoś zupełnie tu nie pasujący. Zdecydowanie nowszy niż pozostała zabudowa. Zwykle takowymi okalają cmentarze albo zakłady przemysłowe. A tu bęc! walnięty taki między kamienicami.


Zaraz nieopodal osiedla znajdują się tzw. Szyby Siostrzane. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak baszta jakiegoś zamku, ale to pozostałośc po dawnej kopalni. Dosyć stare to szyby, bo zbudowane jeszcze w XIX wieku. Od lat 60-tych nie były już używane zgodnie przeznaczeniem, tylko przerobione na magazyny. Obecnie mieści się tutaj skup złomu.


Wielki, żelazny pająk siedzi w miejscu nazywanym nie-wiadomo-czemu "sklepem".


Śniegiem napiernicza coraz mocniej.


Zaraz obok szybów stoi jeszcze kilka kamienic i dość ażurowe garaże na wynajem ;)


Mieliśmy zamiar pójść na hałdę, no ale w takich okolicznościach przyrody to chyba nie ma sensu. Zmieniamy więc plan i kierujemy się w inną stronę. Poszukamy więcej szybów. One są wysokie - to powinny wystawać ze śniegu, nawet jak go nawali za dużo ;)



cdn

wtorek, 1 kwietnia 2025

Wycieczki po Wałbrzychu cz.1 (2025) - Osiedle Matylda, Wałbrzych Fabryczny

Tak to się zawsze kończy. W Oławie pogoda panuje wręcz wiosenna, więc buba postanawia gdzieś pojechać. Buba oddala się od domu - i dup! Śniegu po kolana. Praktycznie co roku pod koniec zimy wygląda to tak samo. A ja się nic nie uczę i wciąż patrząc za okno wierzę, ze wszędzie jest taki przyjazny klimat jak w naszym mieście... No ale z drugiej strony - ile można siedzieć w domu? No więc Wałbrzych od rana wita nas śniegiem... Krajobraz górsko - kolejowy.


Zaraz za torami spotykamy ogromne szyby kopalniane Bolesław Chrobry (miejsce w swojej historii występowało również pod nazwą kopalnia Wałbrzych) Widzieliśmy te giganty kilka razy z okolicznych wzgórz. Tylko czemu trzy szyby stoją tak zaraz koło siebie? Chyba nie był to częsty przypadek w kopalniach? Z wielu miejsc w mieście widać ten charakterystyczny kształt. Tak np. prezentują z okolic ulicy Przemysłowej.


Tym razem postanowiliśmy obejrzeć je z bliska. Był nawet cichy plan, że może uda się wejść na górę? Ale chyba spóźniliśmy się z 20 lat, aby ustrzelić ten dogodny moment, gdy zakład już nie działa, a wszyscy wokół wszystko mają w d... i zajmują się własnymi sprawami. Teraz nawet za podejście do podnóża i robienie zdjęć jakiś cieć próbował drzeć japę. Wejście na górę jest więc możliwe, ale wyłącznie dla osób bardzo szybkich, zwinnych i zdesperowanych ;)


Z różnych rzutów i na zbliżeniu.


Szyby obecnie otoczone są ze wszystkich stron przez różne małe zakładziki.

Zaraz za szybami położone jest robotnicze Osiedle Matylda, zbudowane na przełomie XIX/XX wieku, nazwane tak ku czci jakiejś hrabiny z Książa. Postawiono tu kilkanaście ceglanych domów przeznaczonych dla pracowników pobliskich kopalni i zakładów koksowniczych.


Rosochate wieże wyłaniają się zza dachów i ubarwiają krajobraz :)


Kopalnie zamknęli, węgiel nie w modzie bo mało nowoczesny, więc cała okolica jest spowita smrodem palonych śmieci. Ot mam swoje zadymione miasteczka ;) Tu to chyba całą zimę nie można otworzyć okna... Uciekamy więc szybciutko w tereny bardziej opuszczone, gdzie też się snują dymy, ale takie o niebo przyjemniejsze. Kilku menelków grzeje się przy ognisku z chabazi i płyt pilśniowych jakiejś starej szafy. Ucieszyli się, gdy im powiedzieliśmy, że ich ognisko pięknie pachnie! :)

Najciekawszy jest tu budynek pałacykopodobny, taki z wieżyczką. Też jego charakterystyczną sylwetkę oglądaliśmy nieraz z okolicznych wzgórz. To ponoć dawna siedziba dyrekcji tutejszych zakładów. Obecnie opuszczona. Wejście do środka jest możliwe, ale nieco problematyczne przy dzisiejszej pogodzie. Wymaga czołgania, więc byśmy się pomoczyli w tej śniegowej kaszy. Zresztą w środku mało co chyba zostało ciekawego.


Jest też kilka innych opuszczonych, pozamykanych budynków. Zapewne związanych z tutejszym przemysłem, ale o zastosowaniu biurowym. Jednocześnie widać, że bardzo dużo zostało tu wyburzone. Zaraz za domami rozciągają się pola pokryte rumoszem.


Droga za osiedlem odchodzi w pola.




Potem wybieramy się na PKP Wałbrzych Fabryczny. Wiele razy widziałam ową stację z okien pociągu i obiecywałam sobie, że muszę tu wysiąść i obejrzeć ten ciekawy rejon.

Bardzo ładnie się stąd prezentują szyby kopalniane.


To chyba był budynek dworca. Teraz zamknięty.


Stoją tu jeszcze 3 kamieniczki. Dwie są zamieszkane.


I to nie tylko przez ludzi. Bytuje tu kilka dorodnych kotów!


Nas jak zwykle najbardziej interesuje ta opuszczona. To jej się zawsze przyglądałam z sunących tędy wagonów.


Z wejściem do środka nie ma problemu - ktoś porozkuwał zamurowane drzwi.


Skądinąd nie wiem po kiego diabła ktoś tak zmarnował dobre pustaki? Budynek raczej już nie nadaje się do remontu i w środku od dawna nie ma co ukraść. Chociaż jakby ktoś chciał ją wynająć - to numer wciąż wisi ;)


Dalej wkraczamy na pola, hałdy i innej maści nieużytki porośnięte młodym lasem. Horyzont zamykają faliste wzgórza.


Nie wiem jak to jest, że zwykle w poprzemysłowych terenach dominują brzozy. Może są najmniej wymagające i wszędzie dobrze rosną? A może mają coś z buby, że lubią wszelakie rozwaliska? Brzoza to chyba moje ulubione drzewo. Chyba nawet bardziej niż sosna.


Za brzeziniakiem majaczy jeziorko. Zakichany śnieg! Tak by tu było ładnie jakby go nie było!


Gdzieniegdzie po krzakach można znaleźć resztki jakiś ruin. Pewnie jakieś zakłady tu stały i to jest ich nikłe wspomnienie. Tu akurat zimowy czas może nieco pomagać - latem, w skłębionej roślinności zapewne nic nie widać.


Mijamy składy złomu, które dodają nieco koloru do jednolicie biało-szarego świata, który nas zewsząd otacza.


Przez biały placek jeziora widzimy zabudowania Osiedla Matylda - tam gdzie chwilę wcześniej łaziliśmy.


Za innymi hałdami wyłaniają się kominy koksowni Victoria. Kiedyś mieliśmy okazję ją zwiedzać z forum sudeckim. A na widoczną hałdę to się jeszcze wybierzemy w lepszą pogodę.


Bo właśnie zaczyna padać śnieg. Niech go szlag! Jakby mało tego g... nawaliło w nocy!


A przed nami jedna z najciekawszych wałbrzyskich dzielnic. No ale o tym w następnej relacji :)

cdn