bubabar

środa, 11 marca 2026

Jesienne bajora (2025) - koło Minkowic Oławskich i Czernicy

Parkujemy na rozdrożu błotnistych dróg.


Jedna z nich, utopiona w klimatach późnej jesieni, uchodzi w pola. My wraz z nią.


Jednolita brunatność uschniętych słoneczników zdaje się podkreślać płonące kolory drzew, których szpaler zamyka horyzont.


Ciężkie łby kolebią się na wietrze. A może kiwają się tak od ciężaru? Z drogi - wygląda to jak normalne pole z uprawami. Gdy wejdziesz pomiędzy nie - coś się zmienia. Jakby się nagle znaleźć wśród setek przygarbionych, tajemniczych postaci, które ze sobą rozmawiają. Niesie się tu dziwny szelest i to kiwanie, jakby jeden drugiemu coś potwierdzał: "oj tak tak..." , "tak właśnie", "zgadzam się tobą kolego - po co oni tu wleźli?"


Droga zaczyna mieć nietypową nawierzchnię - betonowe płyty, a na nich kilkucentymetrowa warstwa błota, o konsystencji jednolitej, jakby go zmiksować.


Wchodzimy na teren piaskowni. Jakoś to nie wygląda na opuszczone miejsce...


O tych terenach opowiadał mi kiedyś jakiś znajomy. Że małe jeziorka, gdzie czasem kręcą się wędkarze lub imprezująca młodzież. Że porzucone, rdzewiejące maszyny typu koparka czy inne miniaturowe taśmociągi. Zdjęcia znalezione w internecie zdawały się potwierdzać ogólny klimat tego miejsca - np. zapomniane wagony, znalezione na googlemaps. Zdjęcia z 2019 roku:


Tymczasem wagonik jest tylko jeden i zaspawany na głucho.


Wszędzie piętrzą się pryzmy piachu, ale takiego jakby całkiem niedawno zwiezionego. Wygląda to nieraz całkiem malowniczo, ale chyba nic tu po nas. Tak jakby wznowili wydobycie albo chcieli jeziorka zasypać?


Gdzieś wśród jesiennych, polnych dróg.


Płot noszący w sobie wspomnienie o kolei.


Trochę się pokręciliśmy, ale miejsce w stanie obecnym d... nie urywa. Mamy ambitne plany zrobienia ogniska, więc musimy namierzyć jakieś inne, bardziej dogodne miejsce na takową akcję. Patrzymy na mapę, gdzie by tu w miarę blisko były jakieś inne bajorka. Pada na Czernicę i pokopalniany zbiornik łączacy się z Odrą.

Teren okazuje się dziś dość grząski...


...ale bez problemu znajdujemy odpowiednią łączkę na nasze potrzeby.


Wystarczy na chwilę odwrócić wzrok, a już ktoś pędzi dobrać się nam do żarcia! Ciekawe czy planuje podprowadzić kiełbasę czy ogóra?


A obok spokojnie chlupoczą wody.


Barka zniknęła. Cóż, dziwne zawirowania czasoprzestrzeni zawsze trwają tylko mgnienie. Mieliśmy wtedy niewyobrażalne szczęście, że znaleźliśmy się we właściwym miejscu w odpowiednim czasie - RELACJA

Jedynie taki wagonik pozostał - i wyciągnięto go na środek jeziora.


Dziś idziemy połazić tym brzegiem, gdzie nas jeszcze nigdy nie było. Tam gdzie jest coś na kształt niewielkiej przystani. Łódek trzymają tu całkiem sporo.


Niektóre nawet pływają - nie zapadły jeszcze w sen zimowy.


Bobry szaleją.


Idziemy jeszcze na cypel, gdzie kanał wpada do Odry. Początkowo jest ścieżynka...


...a potem już nie ma. Zasysające błocko coraz intensywniej bulgocze pod stopami. Trzciny szumią, woda pluszcze, kaczki kwaczą. Przyjemnie się wędruje :)


A to już Odra.


I tak to kolejna jesienna wycieczka przeszła do historii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz