bubabar

poniedziałek, 2 marca 2026

Zaułki Bytomia (2026) - Łagiewniki

W pewien zimowy dzień wsiedliśmy sobie w tramwaj i pojechaliśmy do Łagiewnik. Jest to dzielnica Bytomia, gdzie bywam bardzo rzadko. Tzn. raz byłam z Karoliną w 2019 roku, no a teraz jest drugi.

Na samym początku wpadamy na kościół św. Jana Nepomucena.


Pierwsze co zwraca uwagę to fakt, że jest otwarty. Nieczęsty przypadek. Drugie to niesamowita cisza w środku. Jakby miał jakieś dźwiękoszczelne ściany, które izolują nas zupełnie od otaczającego świata. Cisza w środku jest wręcz ogłuszająca. Mieszkając w okolicy zapewne bym tu często przychodziła - ot posiedzieć i chwilę odpocząć od ciągłego szumu i zgiełku, ktory nas zawsze i wszędzie otacza. Cisza w obecnym świecie jest tak trudno osiągalna i tak aktywnie niszczona...


Duża część wycieczki będzie przebiegać w rejonie ulicy Armii Krajowej i Lelewela. Ten rejon podoba mi się jakoś najbardziej!

Kamienica o dość nietypowej architekturze. Jakby skrzyżować familok z pałacem.


Widoki gdzieś od podwórek - od strony ogródków, szop i składzików. Zawsze mi trochę głupio, gdy tak włażę komuś w obejscie... Ale z drugiej strony - to jest właśnie najciekawsze podczas tego typu wycieczek! :) Bo każdy z takich zaułków jest inny, ma swoją specyfikę i rys charakterystyczny.


Zima wciąż trwa!


Kiedyś musiał tu być sympatyczny sklepik! Acz pamiętam, że w 2019 już nie działał. A może co innego tu było?


W sumie dwa sklepy naprzeciw siebie miały małe szanse się utrzymać.


Wyraźnie spożywano tu niegdyś piwo :) Ciekawe czy ulicę przystrojono kapslami w jakiś upalny dzień, gdy smoliste łącza w asfalcie zaczynały pływać? Czy był to czas, gdy np. remontowano tą drogę i nawierzchnia nie do końca zastygła?


Tu np. był stolarz.


"Avocado" również już odeszło do historii.


Ten zaułek też wygląda jak zaplecze jakiegoś nieistniejącego baru.


Włóczęga wśród błotnistych placów i wyboistych dróg zawsze jest ciekawa!


Innym razem wzrok ściąga kostka brukowa i samotne okienko.


I znów jakieś cieniste, wąskie gardło prowadzące nas ku niewiadomemu. Kruszona cegła chrzęści pod butami, a donośny odgłos miauczącego kota niesie się jakby z nieba. Dziwne...


Jakaś brama, z krzesełkiem na stanie. Może przygotowanym dla gościa, który przybył pod nieobecność gospodarzy?


Kamienica odbijająca się w wodnej toni. Parter jak zwykle niezamieszkany, a na wyższych piętrach jeszcze można napotkać lokatorów.


Rzeźbione odrzwia prowadzą wgłąb.


Nie poszłam wyżej. Jakieś psy straszliwie tam ujadały. Ewakuacja była zatem w tempie przyspieszonym ;)


A to chyba najmniejszy familoczek jaki kiedykolwiek udało się namierzyć. Okna wyglądają na mieszkalne, acz całość przypomina raczej komórkę lub garaż. Ki diabeł? I jeszcze ten miły misio! :D


Drogi wykładane trylinką zawsze prowadzą w ciekawe miejsca!


Ta zaprowadziła do siedliska Pikacza i jego przyjaciół. Jakiś zdezorientowany osobnik - uśmiecha się półgębkiem, jakby był z lekka zakłopotany?


Poza tym tradycyjnie - chlywiki wszelakie.


A tu mnie urzekła ta przybudówka. Ganeczek czy jak tam. I do tego falista ściana kamienicy.


Z bramy w bramę.


Kaskady kabli bujają się nad głowami.


I gdzieś mniej więcej w tym momencie coś nadusiłam w aparacie. Coś, co spowodowało zmianę ustawień, powodując, że kolory kolejnych zdjęć będą bardziej zimne - jakby robione przez niebieską szybkę. Niestety zauważyłam to dopiero w domu. No niestety czasem tak bywa...

Mijamy budynek zabytkowej straży pożarnej.


Jedna z głównych ulic tej dzielnicy, Cyryla i Metodego, jest obecnie w remoncie - więc kociokwik jest tu straszny. Współczuje mieszkańcom. Szybko uciekamy w boczne uliczki.


Kolejne podwórka przeglądające się w kałużach wielgaśnych jak jeziora. Domy, garaże, chlywiki - wszystko razem skąpane w nierównej powierzchni topniejącej lodowej kry. "Ryby tu łowić a nie zdjęcia robić!" - rymuje jakiś pan przechodzący obok, widząc z jakim zapałem oddaje się uwiecznianiu bagien.


Taka kamienica zamieszkana częściowo zawsze mami by wejść do środka.


A takie drzwi to w szczególności.


Ciężko chodzą zawiasy. Donośny skrzyp spróchniałego drewna rozlega się echem w korytarzu. Tak trafiamy do jednej z ciekawszych bram dnia dzisiejszego. Przyćmmione światło współgra z łuszczącymi się słojami ściennej farby, odsłaniając kolejne warstwy historii. Rzeźbione poręcze, mozaika podłogowych kafli, zapach rdzy krat - wszystko tworzy tu spójny klimat miejsc poszukiwanych przez buby! Łażę jak durna w dół i w górę kilka razy. I niucham tą mieszaninę zapachów - miejsca na skraju funkcjonowania i rozpadu. Po co? No jakoś tak... bo nie chce, aby ta fascynująca chwila za szybko się skończyła? Zassało mnie to miejsce z dziwną siłą.


W jednym z podwórek napotykamy dziwny budynek. Częściowo z cegieł, trochę z kamieni, a i fragmnet z betonu. Wejście pod schodkach. Z drzwiami, ale bez okien. Coś jakby komórka, ale dość spora. Ciekawe czy zawsze służył tylko jako składzik czy miewał też jakieś inne funkcje w przeszłości?


I kolejna brama. Ta jakaś taka wyjątkowo wąska i wysoka.


Tu najbardziej zaciekawił mnie ten malutki domeczek w środku zdjęcia. Jakby dla krasnali? Zakratowane okienko i widać kiedyś miał drzwi.


I tak zawędrowaliśmy w rejony ulicy Świętojańskiej. Też tu mamy relikt sklepiku na rogu.

/

Czyżby się spodziewali tu powodzi?


Solidna latarnia wyrosła z muru! Musieli dobrze podlewać! ;)


Czy takie drzwi nie wyglądają zapraszająco?


I znów gdzieś w ciemnych czeluściach bram! Ech ta buba! Żadnej okazji nie przepuści, żeby wleźć gdzie jej nie trzeba! ;)


Znowu mi powiedzą, że kradnę ziemniaki! ;)


We Lwowie się szczycą, że mają czarną kamienicę, ale Bytom też ma swoją! :)


Małpki siedzą na ogrodzeniu jak kury na grzędzie :P


Zespół bram z metalowymi wzmocnieniami przy podłodze. Pamiętam była kiedyś na jakimś forum zażarta dyskusja na ich temat. Przypominają one trochę odbojniki, ale ponoć są za bardzo wewnątrz, żeby miały "wyłapywać" skrzydło bramy. Ponoć miały one chronić ściany przed wjeżdżającymi wozami czy przyczepami mającymi na bakier z manewrowaniem.


Ściemnia się... Czas kończyć wycieczkę. Bo to i chłód zimowego wieczoru zaczyna ostrzej kąsać, i zdjęć fajnych nie porobisz, a i w mordę łatwiej zebrać ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz