bubabar

środa, 4 marca 2026

Historia znikania - Bytom, KWK "Centrum" (2012, 2018, 2022, 2026)

Bytomską kopalnię "Centrum", położoną miedzy centrum miasta a Karbiem, całe dzieciństwo znałam jako "Dymitrow". Ale jako ze gość o tym nazwisku był ponoć bułgarskim działaczem komunistycznym - to nazwa została zmieniona. Była to jedna z najdłużej działających bytomskich kopalni. W czasie, gdy pstrykaliśmy pierwszą turę zdjęć - w jakiejś części kopalnia jeszcze działała. Od maja 2015 roku jest w stanie likwidacji.

Możemy ocenić zauważalne zmiany w podobnych kadrach....

2018------------------------------------------------------------------------------2026


2012------------------------------------------------------------------------------ 2026



Poniżej zdjęcia z kilku wycieczek w okolice na przestrzeni 14 lat (od 2012 do 2026 roku)


2012


W okolice kopalni zapętalismy sie w jeden z zimowych wieczorów. Słońce nie grzało już w ogóle, lodowaty wiatr wył w pordzewiałym żelastwie płotow i maszyn. Wszedzie kładły sie juz złotobrązowe promienie - i wtedy znalezlismy wielce rokującą dziure w płocie! Na teren przykopalniany wleźlismy od strony garaży. Coś w tym jest, że ja kompletnie nie nadaję się na szpiega... Mimo nieraz dużych chęci i starań, jakos nie potrafie zachowywać sie dyskretnie. Zwykle biegam w kółko z aparatem, a w najbardziej przypałowym miejscu wszystko mi sie z hukiem wysypie z plecaka ;) Tak było i w tym przypadku, więc w końcu nas namierzyli ochroniarze. Głównie mieli pretensje o robienie zdjęć, że niby nie wolno fotografować takich obiektów, nawet z daleka. Dopiero później zaczęli się zastanawiać skąd myśmy się tu wzieli? skoro u wlotu tej drogi, którą idziemy, jest stróżówka...? Na początku byli dosc oschli i podejrzliwi. Gdy w rozmowie się okazało, że jestem w miarę "miejscowa" tzn. z dzielnicy 5 km stąd - to nagle zaczeli byc bardzo mili. Myślę, że gdybym potrafiła się wypowiadac w gwarze śląskiej - byłoby jeszcze sympatyczniej i byśmy skończyli na kawie w kanciapie. Oczywiscie zadawali mi kilka podchwytliwych pytań, coby zweryfikowac czy mówię prawde i rzeczywiscie mam coś wspólnego z Miechowicami, czy tylko przeczytałam ich nazwę na mapie ;) Do środka kopalni nas jednak nie zabrali, tłumacząc sie rodzajem pracy jaką wykonują i niechęcia jej utraty. Była jednak mowa, że można sie skontaktować z zarządem kopalni i przy zebraniu grupy i uiszczeniu jakiejs opłaty zwiedzanie jest możliwe. Mielismy to na uwadze, były jakies plany, ale jakoś tak wyszło, że tego nie zrobiliśmy. Z perspektywy czasu bardzo mi żal, bo ta możliwość bezpowrotnie odeszła w przeszłość. Warto się chyba kierować zasadą - "co masz zrobić jutro zrób dziś, bo jutra może już nie być".

Tyle udało się pofocić zanim nas schwytali.



Widoki na okolice spod kopalnianych zabudowan. Inne kominy, snujące sie dymy i mglisty zachód słonca gdzies tam...


A to juz na powrocie, gdy tuptamy na autobus do Karbia. Krajobraz widziany z wiaduktu. Opuszczone przykolejowe zabudowania wtedy jeszcze stały. Gdy kilka lat później pojechałam rowerem je pozwiedzać - już ich nie było, znikneły i pozostały tylko puste place... Nie zdążyłam zajrzec do ich srodka. Wtedy już się ściemniało, było zimno i się nam nie chciało. Zdjęcia z wiaduktu są niestety ciemne i brzydkie, robione juz po zmroku sztywnymi i drżącymi od mrozu łapami - ale innych nie mam... I nie będę mieć...




2018


Zawijam w rejon tejże kopalni na wycieczce rowerowej, latem 2018. Zerknać co się zmieniło i obejrzeć teren w letniej szacie.

Zabudowania kopalni widziane z drogi - przez pryzmat rur i garaży.


Na teren kopalni udaje sie przedostać przez całkiem sporą dziure w płocie (inną niż poprzednio). Czy wspominałam, że przez dziury w płocie, nawet te duże, źle się przenosi rowery? ;)
Sympatyczna, rozmiękła i pełna kałuż droga prowadzi wśrod buszu roślinności, przechodzi pod “wiaduktami” rur i taśmociągów.





Na główny plac sie nie wybieram, bo stoją tam jakies kopary - i co gorsze - słychac ujadanie psa… Jednak jestem "dupa z rencami", a nie zwiedzacz miejsc opuszczonych, bo jak tylko usłysze psa - to zaraz daję w długą w przeciwną strone....




Różnista ceglana zabudowa w klimacie opuszczenia, zapomnienia i zarosłej nieco melancholii.




Szybowe klimaty - plątaniny metalu i okienek świszczących na wietrze.



Wjazd do kopalni - tam, gdzie dawniej ciężarowki po węgiel czekały...


Chyba po raz pierwszy spotkałam sie ze słowem “plandekować” ;)


I pozyskiwanie złomu gdzies od tylca…



“Zakaz” juz mocno wybladły, wiec chyba przestał obowiązywać? ;)


Orzełek we wszelkich odcieniach brązu, machający zalotnie skrzydłem ;)


Zakopalniane hałdy o kolorowych smugach i tłumnie kłębiących sie pojazdach na ich szczytach.



Jeziorka rozsiane na przyległych do kopalni terenach.






I plątaniny wybostych, kałużastych dróg…




Kopalnia widziana z innych rzutów, z oddali

- z okolic Brandki, we mgle palonych traw...


- wyłaniająca sie znad garaży na Karbiu...




2022


Kilka ujęć na kopalnię z wycieczki rowerowej latem 2022.


Kopalniane cegiełki.


Powoli rozbierają to i owo... Kopalnia zmienia się w kupkę złomu :(




2026


Przechodząc pewnego dnia koło garaży - rzuciła mi się w oczy bardzo spora niekompletność płotu. To już nie "dziura". Po prostu dużej części ogrodzenia nie ma. Podchodzimy zatem od strony bramy węglowej.


Stróżówka jest w stanie całkowicie opuszczonym.


W środku pozostają jeszcze ślady ludzkiego przebywania. Chyba ktoś tu sypiał - śpiwory, folie NRC.


Zaraz za bramą. Tu chyba były wagi.


Stare tabliczki jeszcze są czytelne, ale chyba już niedługo...


Drogi i puste place wśrod rur.



Krążymy po ogromnym placu. Pod nogami co rusz zmienia się nawierzchnia - raz jest to żwir, po chwili znowu mielona cegła, albo dziwna czarna maź, przypominająca mieszankę węgla ze smołą, która upiornie klei się do butów. Mamy niesamowite poczucie przytłaczającej pustki, widząc, że jest szeroka przestrzeń - tam gdzie jej być nie powinno. Gdzieś chyba tu jeszcze tak niedawno przedzierałam się z rowerem przez zarośla pod krzyżującymi się nad głową ogromnymi taśmociągami. Nie ma ich. Wszystko zniknęło. Zniknął też gigantyczny ceglany budynek stojący koło szybów (ten z orłem). Metalowe wieże szybowe pozostały dwie - a na początkowych zdjęciach było trzy. Ceglane zabudowania u podstawy zachowanych wież też są jakieś "nadgryzione". Niewielki teren wokół szybów jest ogrodzony nową, szczelną siatką i słychać pracujące tam maszyny. Kręcą się też robotnicy, więc nie bardzo było jak przesadzić siatkę i zwiedzać dalej.


O dziwo ostał się jeszcze ten ceglany budynek.


Pewnie jak przyjdę tu następnym razem - nie będzie już nic... Zostaną tylko wspomnienia i powyższe zdjęcia - jako echa odległej przeszłości.

I jak zwykle w takich momentach, niezmiernie irytuje mnie fakt, że tak bardzo są pilnowane miejsca, które i tak idą na przemiał. Ochrona odpuszcza dopiero jak nie ma już niczego. Że zdjęć, które mam - nie mogłam zrobić na legalu. Bo ktoś ma jakieś obsesje i korby. Czemu świat nie może wyglądać tak, że jak coś działa, jest potrzebne, są plany rewitalizacji, chocby odległe - to wiadomo, że się pilnuje. Wiadomo - aby ktoś nie zniszczył, nie ukradł, nie zakłócił procesów tam zachodzących. Ale jak nie jest potrzebne? skoro i tak do rozbiórki? To opuścić, zostawić i niech się z tym dzieje co chce. Po co tracić siły i środki, skoro i tak wiadomo, że na próżno. To samo dotyczy kamienic, bunkrów itp. Niech se złomiarz tnie, bezdomny nocuje, buba zwiedza, a przyroda powoli pożera. Ech... marzenia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz