Przyszedł taki grudniowy dzień, gdy się okazało, że jest ponad 10 stopni :) Więc jak nic trzeba ruszyć tyłek gdzieś w teren!
Jak widać nie tylko my się cieszymy nadodrzańskimi piachami - tu też ktoś miał dużo radości.
My osiedlamy się nieopodal, na piaszczystym, małym cypelku z powalonymi pniakami.
Mimo pozornego ciepła odczuwanego w miejscach słonecznych i zacisznych - jak tylko wejdziemy w cień to od razu przyroda przypomina, że jednak wciąż mamy środek zimy. I bubowe tęsknoty za wiosną są zdecydowanie przedwczesne. Cieniste zaułki spowija szron. Bardzo malowniczo porastający trawy czy opadłe liście.
Ten fakt ma zdecydowany wpływ na wygląd naszego ogniska. Drewno jest mokre i przemarznięte. Głównie więc palimy uschłymi ziołami, których całe kiście sterczą wszędzie wokół. Tylko, że te zioła też są w większości oszronione... Mimo tego palą się wspaniale, no tylko że mocno dymią.
Im więcej gatunków dorzucamy - tym dym jest gęstszy i bardziej aromatyczny. Jakby wsadzić nos w najcudowniejszą letnią łąkę albo w stodołę po sianokosach gdzieś na górskich halach. No więc na zdjęciach może to trochę wygląda jakbysmy wsadzili tam oponę, ale w rzeczywistości było bardzo przyjemnie :) Zwłaszcza gdy podświetliły to promienie zachodzącego słońca.
Tego dnia mamy na obiad żurek z termosa.
Tak tak... Koniec grudnia. Ledwo człowiek wstał, wyszedł na spacer - a tu już wieczór.
Innego razu znów wybieramy się nad Odrę, ale w zupełnie innym miejscu. Kawałek od nas więc trzeba było podjechać. Najpierw nasze ścieżki wiodą przez rolnicze gospodarstwa skąpane w błocie i ogromniastych kałużach.
Wyłazimy na pola i cieszymy się przestrzenią.
Nie mogę się zdecydować czy ciekawsza jest struktura chmur czy traktorowego bieżnika na oponach ;)
Były chwile, gdy błysnęło słońce. Dodatkowo chmury ułożyły się jakby tam były góry!
Jedno z pierwszych starorzeczy na naszej trasie.
Potoczki wijące się wśród pól.
Przekraczamy je po omszałych mostach.
Kolejne bajorka gdzieś w środku lasu, często noszące ślady bytowania bobrów.
Latem to tutaj muszą być nieprzebrane chaszcze!
O! Kotki nadrzewne! Oj chciałoby się już wiosny, ale zdaję sobie sprawę, że końcówka stycznia to jednak jeszcze za wcześnie...
Skoro jest zima to trzeba znaleźć jakieś typowo zimowe atrakcje np. noszenie wielkich plastrów lodu ;)
Tak zawędrowalim nad Odrę. Wszędzie widać pobojowisko po działalności zębistych.
Czasem to one naprawdę przesadzają! Takie duże, piękne drzewo...
Taki oto cypelek wybraliśmy sobie na piknik.
Zeschłe zioła i trzciny najlepsze na rozpałkę.
Choć nieraz trzeba im trochę pomóc.
A w przyrodzie panuje wszechobecny spokój.
Prawie idealnie gładka tafla wody. Nie wieje wiatr, nie pluśnie ryba. Ptaki też się gdzieś ukryły. Niesamowita cisza.
Zaglądamy jeszcze do osady nad rozlewiskiem, ciekawi jak przetrwała powodzie.
Wracamy w kolorach zachodzącego słońca, próbując złapać jego odblask w kałużach.
Na innym ze spacerów mamy okazję napotkać nadbrzeżny domek.
Trochę to ziemianka, od przodu przysłania ją fragment dużego namiotu. Ważnym budulcem okazały się popowodziowe worki z piachem, które w naszych okolicach zalegają dosłownie wszędzie. Fajnie tu je ktoś wykorzystał :) Chatka ma solidny dach, krzesełka, palenisko. Obok są solidne schodki i ozdoby z korzeni. Widać, że służy głównie miejscowym wędkarzom.
bubabar
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ale że ktoś poświęcił oryginalną pałatkę LWP do budowy bunkroszałasu... Teraz te szmaty są wartę fortunę na runku.
OdpowiedzUsuńPewnie miał w piwnicy albo znalazł i nie zdawał sobie sprawy z jej ceny...
Usuń