bubabar

czwartek, 13 lutego 2020

Stacja Wolimierz - Festiwal 2019








Wolimierz - budynek dworca nieistniejącej już od dawna linii kolejowej na Pogórzu Izerskim, zasiedlony przez artystów związanych z Kliniką Lalek. Trafiamy tu już trzeci raz. Pierwszy raz zawędrowaliśmy w to miejsce po prostu przypadkiem, węsząc po dawnych liniach kolejowych... tam, gdzie nie jeżdżą już pociągi… Ależ wielkie było nasze zaskoczenie - wpaść na takie magiczne miejsce! Drugi raz mieliśmy okazję tam nocować w pewną zimową noc.. Też ciekawe doświadczenie - bo na całą noc zostaliśmy tam sami. Tylko z charczącym, bulgoczącym kotem, chodzącym za nami krok w krok oraz dziesiątkami masek i lalek o wyłupiastych oczach... I z winem o smaku przekiszonych ogórków… Bo mieszkańcy musieli pilnie nagle wyjechać… Wtedy mieliśmy okazję poznakomić się z tym miejscem i pokontemplować go w ciszy, gdy chrobot każdej ściennej popielicy czy kornika w schodach rozlega się wręcz echem po okolicy. Dziś będziemy mieli szansę zobaczyć to miejsce w aranżacji z tłumem. Bo jedziemy na jedną z większych organizowanych tu imprez. W pewien burzowy lipcowy dzień zaplątujemy się na dobre w tutejsze klimaty. Mieliśmy wpaść tylko na chwile… Zostaliśmy dwa dni.. Są miejsca, które zasysają.. ;)

Impreza kojarzy mi się nieco z takim mini Woodstockiem, ale takim dużo, dużo fajniejszym.

Pierwsze co zwraca uwagę w tym miejscu, automatycznie wywołując uśmiech na twarzy - to ozdoby i dekoracje. Część z nich ma przeznaczenie użytkowe (acz często nam nieznane) - zadaniem innych jest jedynie cieszyć oko swoim kolorem, kształtem, pomysłem i fikuśną stylizacją! Tu co krok wzrok się na czymś zawiesza, non stop człowiek przystaje, aby zwiedzać, podziwiać i może po cichu rozważać opcję zrobienia czegoś podobnego u siebie w domu? :)

Wanienka (koryto?) na żelaznych kółkach.


Całkiem solidna lokomotywa!


I druga malutka!


Grzyboparasol!


Polowe lampy!








W pełni docenić można je dopiero wieczorem!



Namioty, wiaty, szałasy - na różne warsztaty.







Instalacja - dekoracja... przydrzewna...


przydrzwiowa….


przyokienna…


wewnątrzokienna...



Maski, pacynki…



Ściany opowiadają o różnych minionych imprezach, występach, festiwalach...


Scena w klimacie grzybnym :)



Można wpaść na wagon mieszkalny.


Albo zaparkowaną przyczepę. Ech… Gdyby tak wyglądały kempingi zasiedlane przez kamperowco - przyczepowców - to zdecydowanie częściej bym na nich bywała!



Świat widziany od strony ogródka!




Rozważamy czy się nie wybrać… Tylko czemu te lipcowe noce są takie zimne?? No czemu?? Gdzie te upały???



Jak to bardzo liczą się szczegóły - i to one dodają miejscu niepowtarzalnego uroku! Zagospodarowanie terenu na cele festiwalowe - np. kosz na śmieci może być ładny!


Łazienki zachęcają aby je często odwiedzać. Zawsze wpadnie w oko jakiś nowy napis albo malownicza konstrukcja!




W pełni się zgadzam! Na siku najlepsze są krzaczki!



Byle nie te! ;)


Jedno z miejsc przyrządzania żarcia.




Knajpka w klimatach swojskich.


Knajpka w klimatach bardziej egzotycznych..


Drewniany bar piętrowy!


Pole namiotowe. Ostrzeżenia muszą być! :)



Ognisko płonie cały czas! Nawet w czasie ulewy!





Bazarek. Można kupić bęben …


albo czapkę....


...albo jakiś obraz, kubeczek....


...domową nalewkę...


...lampę z korzenia lub solidnego pnia...


...a może sztuczny warkocz???


albo tysiąc innych niezbędnych rzeczy... np. kota! :)


Co chwile przechodzi burza…. Okolica staje się mroczna, niektórzy próbują się chować przed deszczem w miejscach typowych albo zupełnie irracjonalnych. A inni tańczą w deszczu, boso, w błocie i ze śpiewem na ustach. A jeszcze inni zdają się w ogóle nie zauważać takich nieistotnych elementów świata jak zmienna pogoda.




Po każdej burzy wychodzi słońce. Wszystko paruje, dymi i obłędnie pachnie! :)



Na tego typu imprezach jest też kolejna przefajna rzecz - miło się patrzy na ludzi, na ich stroje, fryzury. Jest wesoło, jest kolorowo, jest pomysłowo. I w takich miejscach nikt nie gapi się na mnie, jak na wół na malowane wrota, bo akurat np. ubrałam kapelusz…









I moment, na który czekałam najbardziej! Występ zespołu cygańskiego! Wszystkie szlagiery typu “My Cyganie”, “Hen tam pod lasem” + wiele innych mniej znanych piosenek, ale utrzymanych w klimacie gitary i harmoszki!





Zwykle nie lubię tańczyć i unikam tego jak ognia. Ale są takie momenty, gdy ten stan ulega diametralnej zmianie! Skaczemy jak piłki, biegamy w kółko, robimy węże!




Najlepsze jest kręcenie kabakiem w kółko!! :) I potem wywalanie się na piach! Wszyscy wolą trzymać dystans na widok takiego wiatraka!


Więc może ja lubię tańczyć?? Tylko zazwyczaj nie ma odpowiedniej muzyki, klimatu i okoliczności? :)


Nie przypuszczałam też, że to miejsce będzie tak nasycone atrakcjami dla kabaków! Jest plac zabaw - i to wreszcie jakiś ciekawy! Taki, że mi żal, że nie mam 30 lat mniej (a przynajmniej 30 kg mniej, bo wiekiem to bym się zbytnio nie przejmowała! ;)

Świat mydlanych baniek gigantów! :D






Huśtawka dwa na dwa metry - na czterech łańcuchach. Jak to się rozbuja - to ja też mam problem utrzymać się na nogach! :)


Jest wielka sieć - jak widać kilka rybek się złapało. Z sieci wylatuje się prosto na mięciutkie sianko!


Jest też prawdziwa lina! Taka okrętowa! Taka jaką kupiłam kiedyś na bazarze w Tbilisi, żeby nam się ciągle linki do holowania skodusi nie zrywały!


Trampoliny, tyrolki…




Huśtawko - karuzela!


Gdy akurat zdarza się oberwanie chmury - chronimy się w pierwszym lepszym namiocie. A tam akurat pewien Czech robi teatrzyk kukiełkowy. Koleś ma jakiś obłędny dar, bo dzieci lgną do niego jak muchy na lep! I patrzą jak w obrazek! Chyba je zaczarował!






Jest też bagienny rów.. Przez niego przerzucono prowizoryczny mostek.


Za mostkiem wchodzimy w dziwny teren.. Tutaj jestem po raz pierwszy... Teren jakby nieco poprzemysłowy - ale też jakby zagospodarowany w artystyczny sposób.





I też trwa tu impreza… Jakby konkurencyjna? Jakby niby powiązana, ale jednak nie? Gdzieś, potem, w różnych rozmowach, przewinęło się o jakimś wspólnym początku tych dwóch miejsc, ale późniejszym konflikcie i rozejściu się dróg? Tu taki klimat jakby bardziej punkowy, a mniej rastamanski.

Tu też jest biwakowo i ogniskowo…




Tu też są knajpy…






Tu też jest klimatycznie…



I jeszcze na koniec kilka migawek z nocnego Wolimierza… Z namacalnej ciemności i rozbłysków niezwykle kolorowych świateł… Ze świata gdzieś na pograniczu realności… Z niespodziewanych spotkań z dawno niewidzianymi znajomymi… Z terenów ogłuszająco łupiącej muzyki i ciszy przepełnionej wyłącznie szumem padającego deszczu. Z rozmów jakie płyną tylko przy ogniskach, w rytmie kilkudziesięciu bębnów, we mgle mieszającej się z dymem… Z klimatów, gdzie wyciąga się z bagien motocykle, a konfesjonały spacerują na czterech nóżkach, szukając drogi na Pobiedną… ;)














1 komentarz: