Czy istnieje "Korona Hałd"? Jakby co - mamy kolejnego, zacnego kandydata dla takiej listy! :)
Znajdujemy się pomiędzy dzielnicami Sobięcin a Biały Kamień. Był tu kiedyś szyb Wiesław. Teraz już go nie ma. Pozostała tylko hałda. Właśnie się do niej zbliżamy. Koleiniasta droga wiedzie przez łąki zryte przez dziki.
Coraz większy żużlowy wał prezentuje się przed dzielną ekipą. Wygląda na jednolicie stromy... Jak my tam wleziemy??
Zupełnie jak skóra słonia!
Nie trzeba jednak wdrapywać się po stromiźnie. Jest dogodna droga w górę. A nawet dwie! Hmmm... którą wybrać?
Krajobraz staje się coraz bardziej wysokogórski ;) Zaczyna się piętro żużlu - jak na wulkanach Kamczatki ;)
Rzut oka za siebie pokazuje, że już całkiem porządnie wyleźliśmy! :)
Samotność na szczytach - jedna choinka i dwóch wędrowców.
Wspomniane drzewko widziane od drugiej strony.
A nie! Jeszcze i drugi iglaczek się zasadził! Bo poza tym to głównie brzozy tu występują. One chyba najbardziej lubią taki postindustrialny teren. Uwielbiam brzozy - to chyba moje ulubione drzewo. Nic dziwnego - wyraźnie mamy coś ze sobą wspólnego, np. obszar bytowania :)
To już gdzieś na szczytach - no bo jest tu kilka takowych.
A na Chełmcu pewnie w tej chwili szaleją wściekłe tłumy. Słoneczną sobotę w końcu mamy. I co gorsza z dawno zapowiadaną ładną pogodą. Obecnie większy tłum w górach generuje dobra prognoza niż słońce na niebie o poranku ;) Dziś akurat mamy jedno i drugie... Ale na szczęście hałdy póki co nie są modne :)
Gdzieś tu, w terenach przyszczytowych, ponoć czasem występuje niewielkie jeziorko. My go nie znaleźliśmy, acz mamy pewne przypuszczenia, że to mogło być to miejsce ;)
Oprócz jeziorka można tu też znaleźć ciekawe kamienie z odciskami paprotników czy innych tam pradawnych roślin. Tak przynajmniej mówiły internety. Albo ściemniały albo my szukać nie umiemy. Pamiątek więc nie będzie.
Na skraju skarpy obwołujemy popas. Próbuję zrobić zdjęcie na samowyzwalaczu, ale mój statyw z kamieni zawala się i w ostatniej chwili ratuję aparat toczący się w dół zbocza. Toperz twierdzi, że lepiej nie powtarzać tego sukcesu. Musimy się więc zadowolić fotką z rączki. Nie przepadam za takimi, no ale wizja aparatu odwiedzającego Sobięcin szybciej niż ja - pozwala wyzbyć się uprzedzeń ;)
Jest ciepło, miło - tak niesamowicie już wiosennie, mimo że to jeszcze marzec. Nasiadówka więc przedłuża się. Z kilku dzisiejszych planów przyjdzie więc zrezygnować. Czas niestety nie jest z gumy... Coś za coś.
Cieszymy się rozległymi widokami na góry i na teren usiany wieżami kopalnianych szybów. Tych, gdzie już byliśmy i przywołują miłe wspomnienia z minionych wycieczek (Siostrzane, Chrobry, Jan) i tych, których odwiedzenie dopiero planujemy w przyszłości (Staszic, Irena).
Z oddali.
Na większych zbliżeniach.
Jest i koksownia Victoria i górująca nad nią hałda o tej samej nazwie, gdzie wygrzewaliśmy się prawie równy rok temu :) Stąd równie pięknie prezentują się dymiące i płonące kominy zakładu.
Słonko zaczyna powoli przybierać coraz cieplejsze złote barwy, co o tej porze roku niestety wiąże się z nadejściem coraz bardziej kąśliwego chłodu. Czas na nas...
Żużlowe zbocza - prawie jak gołoborza, tylko kamyczki mniejsze ;)
Oprócz brzóz mają tu też całkiem sporo modrzewi.
Nie wiem jak to się stało, ale schodząc z hałdy żeśmy pobłądzili i wypluło nas zupełnie nie z tej strony wzgórza co chcieliśmy. Trzeba było więc zawrócić, a wtedy droga nagle skończyła się w bagnie. Wygląda na to, że hałda nie chciała nas zbyt szybko wypuścić - jakby coś knuła! ;)
Tak klucząc dotarliśmy w teren biedaszybów. Niektóre wyglądały wręcz zapraszająco, a inne były całkiem porządnie zamaskowane i bez pomocy miejscowych trudno by je było znaleźć.
A to już chyba nie biedaszyb - tylko jakieś naturalne zapadlisko! Kusiło, żeby zapuścić żurawia do środka, ale jednak zwyciężyła obawa, że to się może zawalić jeszcze bardziej, gdy tam wlezie taka tłusta buba i zacznie tupać... Albo mnie co gorsza zasyśnie mnie ten grunt wyglądający na dość grząski? Jedno jest pewne - gdy próbowałam spełznąć do owej jamy, poczułam dziwny niepokój i postanowiłam go posłuchać. Toperz i kabak od samego początku obwieścili, że oni absolutnie nie są zainteresowani tą podejrzaną dziurą i poczekają na drodze.
Ale nieprawdaż, że urocza? Jeszcze nigdy takiej jamy nie widziałam! Jak to warto nieraz pobłądzić! To często sam los kieruje nas w ten sposób na właściwe ścieżki, mimo że wcześniej nie wiedzieliśmy nic o ich istnieniu.
cdn
bubabar
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz