I co ja mogę powiedzieć? :) Że chyba mamy plan na kolejną wycieczkę!! :)
Jak to mówią - "nie ma co zakopywać gruszek w popiele". Zwłoka działa zawsze na niekorzyść. Już w kolejny weekend pojawiamy się na piaszczystej drodze wijącej się przez tereny zakładu. Po bokach stoją jakieś żelazne konstrukcje - jakby drabinki z placu zabaw, ale takie nieco przerośnięte.
Większość brzuchatych ciężarówek, przycupniętych na pylistym poboczu, to Tatry 148. W różnych umaszczeniach, rozmaitym stanie zachowania (czy raczej w przypadku niektórych - rozfragmentowania ;)
Pierwsza Tatra, w odcieniu nieco czerwonawym, prezentuje się nieźle. Trochę już wprawdzie wrośnięta w ziemię, ale koła wciąż zdają się być w stanie napompowanym.
Szyby zarastają mchem podobnie jak w naszym busiu ;)
Opony chyba podwędziła jakiemuś Ziłowi.
Druga ciężarówka jest niebieska i nawet zachowała napis na masce.
Wnętrze kabiny może nie jest kompletne, ale conieco się zachowało. To samo dotyczy silnikowych bebechów.
![]() |
![]() |
|---|
Opony takie całkiem pasujące do klimatu.
Patrząc jednak bardziej z boku - owe autko jakoś tak... yyyy... szybko się kończy. Człowiek by oczekiwał, że tam dalej też coś będzie, a tu nie ma! Jak ucięcie noża. Ktoś wziął gumkę i wymazał z krajobrazu. A dla miłośników teorii symulacji - można powiedzieć, że "się nie załadowało" ;)
Mamy też taką Taterkę - z daszkiem nad szoferką.
A to nie udało mi się rozkminić co za modele...
A to tym bardziej ;)
Są też takie samochody :) Co kto lubi - do wyboru, do koloru!
W całym rejonie, po krzakach i wądołach, wala się sporo ciekawych fragmentów różnistych pojazdów, maszyn i ogólnie żelastwa wszelakiego. Jakieś wagony, wieże, beki, szpule giganty! Kabak strasznie żałuje, że tak nie wygląda nasz plac przed blokiem - fajnie by się tu bawiło w chowanego! :)
Teren usiany jest nie tylko wrakami aut - można też znaleźć porzucone kioski, baraczki. Pewnie kiedyś służyły za stróżówki czy inne tam kanciapy dla robotników.
Wnętrza wyraźnie były kiedyś mieszkalne, pozostały ślady mebli, ale to już wszystko melodia przeszłości.
Misio... Z mocno zapylonym futerkiem i smutną miną. Kiedyś był samochodową maskotką wiszącą u lusterka. Pewnie podskakiwał na wybojach i obserwował zmieniający się za oknami pejzaż. Ale od kiedy z auta zostały tylko fragmenty - on został na posterunku, wisząc nieruchomo na druciku.
Proces polowania na wiosnę.
Czy może być coś piękniejszego jak pierwsze podbiały wychylające się z piachu, przyczajone na co bardziej nasłonecznionych łachach?
Tuptamy ku bajorom. Początkowo są tylko takowe ;)
Niebawem pojawia się i większa woda.
Szukamy jakiegoś odpowiednio zacisznego miejsca dla naszych celów. Ślady wskazują, że droga jest uczęszczana ;)
Co ciekawe - tylko bieżnik aut i kopytka! I ani jednego buta. Tzn. już są - nasze...
Jakiś tajemniczy instynkt wiedzie nas przez plątaniny grobli i bajor. Nie tu, tu też nie, ale może tam? Właśnie TAM!!! Wysoki brzeg, piaszczystymi urwiskami opadający w wodne odmęty. Suchy i pachnący sosnowy las. Taka okrągła kępa jak odwrotność polany, bo polana jest w lesie, a tu jest "polana" lasu wsród szerokich przestrzeni.
Jakoś wyjątkowo urzekł nas ten zakątek :)
Są miejsca i okoliczności, gdzie jedzenie wyjątkowo smakuje. Choćby to była skórka chleba, konserwa wątpliwej jakości, jakakolwiek, nawet najbardziej podła pasza. Smak, zapach, w ogóle całościowy aromat, wydaje się wtedy przysmakiem bogów. Bo najlepszą przyprawą jest burczenie w brzuchu, zmęczenie wędrówką i cudne widoki przed oczami. Człowiek przeżarty i znudzony może siedzieć w najbardziej wykwintnej restauracji, wszystko będzie mu śmierdzieć i będzie zadręczać obsługę przybytku o "złe przyprawienie". A główny powód siedzi nie w przyprawie czy talencie kucharza - a w nim samym...
My dziś trafiliśmy w takie magiczne miejsce i czas. I mamy bułki z serem. Co w połączeniu z aromatem ogniskowego dymu - daje najlepszą ucztę wszechświata. Ser wypływa bokiem, woda chlupocze, wiatr szumi w koronach sosen.
Skwierczy spieczona za mocno posypka na bułce, zatracając już w tym momencie wspomnienie o tym, jakie odmiany ziarenek na sobie nosiła.
Spomiędzy zeschłych, zeszłorocznych tataraków przygląda się nam jakaś wydropodobna mordka. Słonko grzeje aż dziwnie mocno - nie jak na początek marca, a przed oczami przewijają się wspomnienia z całego dnia, pełnego jeziorek, piaszczystych łach i wmieszanych w to wszystko wraków ciężarówek. Mamy też trzy termosy zielonej herbaty, hamak o zapachu igliwia z żywicą i swój własny cypel. Bo nigdzie, gdzie okiem nie sięgnąć - nikogusieńko. Nie licząc ptactwa i wydr.
Długi czas nad nami, w koronach drzew, siedział takowy jegomość. Niestety nie udało się zrobić sensownego zdjęcia, bo najpierw łapało ostrość na gałęzie, a potem delikwent dał w długą...
Pierwsze tegoroczne bujanie.
Wygłupy okołohamakowe :)
![]() |
![]() |
|---|
Ciepłe barwy zachodzącego słońca o tej porze roku niestety łączą się nierozerwalnie z wypełzającym nie-wiadomo-skąd lodowatym zimnem. Nasz wspaniały zaułek z minuty na minutę przestaje więc być oazą ciepła i przytulności. Przychodzi się więc zapodać przyspieszoną ewakuację. Ale wrócimy tu na bank. Może na nocleg w cieplejsze pory roku? :)



































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz