bubabar

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Rzepak i łubin czyli przejazdem przez Litwe i Łotwe (2019)







Po litewskiej stronie mamy plan wieczornego osiedlenia sie nad jeziorem Dusia - tak jak praktykowalismy to rok temu. Ale wzrok przyciąga przydrożna tabliczka “miejsce postoju”, gdzies niedaleko Jankinai. Żal by nie sprawdzic co to tutaj znaczy. Jadąc we wskazanym kierunku trafiamy na ogromny plac nadkruszonego nieco asfaltu. Ni to rondo, ni to parking?



A kawałek dalej stoi okrągła wiata - całkiem utopiona w rzepaku.


Jej konstrukcja zdaje sie pamiętac jeszcze Sajuz. Teraz sie chyba takich już nie buduje...





Co tu kiedys bylo? Teraz nie ma nic. Nawet dojscia do jeziora.


Droga za wiatą przechodzi w koleine traktora i ślepo konczy sie w rzepaku. Można sie dalej przedzierac uprawą, ale i tam zanim sie dojdzie do lustra wody to sie wczesniej utonie w bagienku. Wiec raczej kąpiele dzis odpuszczamy. Gdzieś w oddali majaczą jakies prywatne dacze, ale na tyle daleko, ze nie jest to przeszkodą w swobodnym biwakowaniu.

Porzucamy myśli o Dusi. Zawsze fajniej w jakims nowym miejscu nocke spędzic! I tutaj ptactwo tak pięknie drze ryja! :)

Kabak przez godzine biega wokol wiaty. Zgromadzona przez cały dzien energia tryska uszami. Że tez jeszcze nikt nie wpadł aby dzieci wykorzystywac jako mini elektrownie - ich ruch (i kwik) mógłby np. ładowac baterie, telefon albo akumulator do auta.

Wieczór płynie na błogiej sielance...



Pozdrowienia z Litwy! Tacy bylismy w czerwcu 2019! :)


I suniemy dalej na północ.. Gdziekolwiek sie nie zatrzymamy to witają nas łany łubinu!




Na biwak stajemy juz na Łotwie, niedaleko Nerety. Tym razem w miejscu znanym i lubianym, przy duzej wiacie w sosnowym lesie.


Plany na wieczór. Moje ulubione produkty ciekłe, dostepne na Łotwie, a u nas niestety nie...



Niedaleko wiaty przebiega szosa, ale nie jest to problemem. Ruch nie jest duzy. Śmigają może ze 3 auta na godzine. Dziwna to jest droga - nie jeżdża tu wcale osobowki. ¾ pojazdów to wielkie tiry z drewnem. Reszta to busy lub wywrotki. Wpisujemy sie wiec w klimat, nie zaburzamy harmonii i lokalnych tradycji ;)

Idziemy sobie w las. Leziemy tak przed siebie bez celu i kierunku. Ciekawe czy trafimy potem spowrotem? Bo tu ani ściezki ani znaków szczególnych w krajobrazie. Układanka z sosen, mchu i jagodowych krzaczków jest bardzo powtarzalna.


Fajny taki spacer po aromatycznym igliwiu, w ciepłych promieniach zachodu.



Zwlaszcza z tą myślą, ze nie trzeba nigdzie “wracac”, bo tu wlasnie śpimy i sosny będą nam szumiec i pachniec cały wieczór, noc i poranek. Tu, im dalej na północ, tym dłuzej trwa moja ulubiona pora dnia. Najpierw ten czas ciepłych kolorów i złotych promieni, a potem szarawego zmierzchu. W Polsce to jakos myk myk i po ptokach. Tu slonce idzie jakby normalnie, jak u nas, a potem sie zatrzymuje. I wisi. I opada powoli, prawie wcale.



Gdzies po drodze mijamy ciekawy przystanek autobusowy. Wprawdzie bez wiaty czy jakiegokolwiek nawet mini zadaszenia (wiec traumatyczny w deszczowe dni ;) ) ale obsadzony czterema, gigantycznymi chyba topolami. A wokol tylko pola. Musial je ktos posadzic tu specjalnie!




A dalej przed nami juz Estonia! Jakoś w tym roku dojechaliśmy wyjatkowo szybko! 4.5 dnia! Jak nie my! ;)

cdn

1 komentarz:

  1. Piękne zdjęcia z zachodem słońca! 🌞
    A te topole pewnie pełnią rolę wiaty. 🌳

    OdpowiedzUsuń