Zostawiamy busia w wiosce i dalej sobie tuptamy. Początkowo przez pastwiska...
...i inne zaułki świadczące o rolniczym charakterze tych okolic.
Szczyt, na który zmierzamy, zwie się Plešivec. Różni się on od typowych dla rejonu "ostrzyc", bo mimo dość stromych zboczy - ma podłużny i plaskaty wierzch. Chyba największą atrakcją są tu ogromne połacie gołoborzy, występujące praktycznie na wszystkich skłonach. Omszałe kamulcowiska zaczynają się już w lesie.
No a potem jest już tylko coraz lepiej! :) Nie sądziłam, że tutejszy gorgan będzie aż tak rozległy!
Fragment terenu przypomina jakby starą, brukowaną drogę. Jedno jest pewne - kamienie same się tak nie ułożyły, ktoś im musiał pomagać.
Tu wyraźnie widać, że idziemy murkiem czy mostkiem.
Gdzieniegdzie stoją usypane kopczyki.
Snujemy domysły na temat ich powstawania oraz zastosowań - co jedne to bardziej idiotyczne ;) Może to kurhany pozostałe po pradawnych czasach? Albo całkiem nowe groby np. zwierzątek domowych? Może to oznaczenia szlaku na wypadek zasp śnieżnych? Albo - kolejny etap dla piramidek z kamieni, tych co to budują ci "źli turyści"? A może czeskie dzieci z racji braku morza i plaży - nie budują zamków z piasku tylko "twierdze na ostrzycach"? ;)
Płożące się drzewa i powykręcane suche gałęzie stwarzają wrażenie jakby gigantycznych pająków. Albo jakieś inne skolopendry? ;)
Sam szczyt jest zarośnięty, ale przekładając się na przeciwległą stronę wzgórza - znów włazimy na gołoborza. Tym razem dla odmiany są z nich rozległe widoki! :) Niesamowite jest tu poczucie przestrzeni, wysokości - jakbyśmy stali na brzegu półki nad urwiskiem i tylko rozłożyć skrzydła i poszybować w bezkresną dal!
Tu np. widzimy wioskę Kamyk, a nad nią sterczy skałka z ruinami zamku o tej samej nazwie. Tam też kiedyś musimy się wybrać.
Momentami bywa stromo...
W niższych partiach nieco się wypłaszcza, a kamulcowiska zdają się nie mieć końca.
Jenoty lubią takie klimaty! Sprawiają wrażenie bardzo zadowolonych i wyciągają pyszczki do słońca :)
U podnóża wpadamy jeszcze na kaplicę. Niestety jest zamknięta, ale otwór w drzwiach umożliwia zapuszczenie żurawia do wnętrz. Ciekawa tablica też obok stoi - pokryta jakby przedrukami starych rękopisów.
![]() |
![]() |
|---|
Kolejna górka, gdzie planujemy się wspiąć, to Krkavčí Skála. Na początku trasy drzewa zdają się do nas masowo uśmiechać.
Potem atmosfera dosyć szybko się zmienia. Wchodzimy w las, który jest mroczny, wilgotny, oślizgły. Nieco zatęchły i nie do końca przyjazny. Taki cały jakby pokryty śluzem ze ślimaka. Nogi rozjeżdżają nam się przy każdym kroku, a w miejscach o bardziej ukosnej stromiźnie jest wręcz pewne, że raz po raz ktoś z ekipy siądzie na zadek.
Nie wiem co za tornada tu szalały, ale pełno jest powalonych drzew - jakby jakiś olbrzym zapałki rozsypał.
Pojawia się gdzieniegdzie kamienisty rumosz, ale w ilości dość niewielkiej. Z Plešivcem to w ogóle nie ma co porównywać ;)
Mijamy też kilka śródleśnych poszarpanych skałek. One też są jakieś takie śluzowate. Oparłam się o jedną z nich - i jakbym rękę wsadziła w gniotka... Bleeee... Poza tym już, już nieraz nam się wydaje, że to szczyt, no ale nie... Jeszcze nie. W ogóle droga dłuży się nam straszliwie. Szlismy chyba 3 razy dłużej niż żeśmy przypuszczali. Jakby człowiek szedł, szedł i w ogóle nie przesuwał się do przodu.
Z daleka, wśród zarośli, widzę jakąś chatkę. Nie omieszkam więc podejść i obczaić.
To raczej nie chałupa a kontener. I ma tylko 2 ściany. Z bliska nie powala - ani pod kątem urody, ani przydatności. Acz pewnie jakbyśmy wędrowali z plecakami w czasie wielkiej zlewy - to i takie miejsce zasiedliłoby się z radością.
W końcu docieramy na szczyt. Wyżej już się nie da (no chyba, że na drzewo ;) ) więc to chyba tu.
Jest jedna skałka z poręczą i wpisownikiem.
Bardzo fajne są tu widoki. Ten pofalowany horyzont pełen czubatych ostrzyc! Te malutkie wioseczki, utopione wśród zieleni i sprawiające w tym rzucie wrażenie jakiś dzikich krain.
Jedynie nad rzeką rozsiadło się solidniejsze miasteczko.
Na grzbiecie jest tu jeszcze kilka innych skałek, na które też nie omieszkamy się powspinać. Tu już jest sucho. Szczęśliwie obrzydliwa śluzowatość została niżej w lesie.
![]() |
![]() |
|---|
Na jednej ze skalnych półek zjadamy podwieczorek - nasze ulubione suchary, których zapas zawsze wozimy w busiu. Dopiero pisząc tą relację zorientowałam się, że jedne z nich były "troszeczkę" po terminie ;)
No i wracamy do busia. Trzeba znaleźć jakieś miejsce na biwak, ognicho i ogólnie miło spędzić wieczór.
cdn





























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz