Czeskie Średniogórze to góry przypominające nasze kaczawskie "ostrzyce" - dawne wulkany, których stożkami jest usiany cały krajobraz. Na szczytach bazaltowe organy, postrzępione skałki, gołoborza i ruiny zamków, a w dole wijące się meandry Łaby i dymiące na horyzoncie kominy wielkich elektrowni. Właśnie w takich klimatach przyszło nam wędrować przez tydzień pod koniec września.
Byliśmy już w tym rejonie 3 lata temu, odwiedzając kilka ostrzyc z ruinami zamków na szczytach:
- Hazmburk, Kostalov, Kostomlaty - link do relacji
- Ostry, Oltarik - link do relacji
A teraz przyszedł czas na kolejne szpiczate pagóry :)
Późnym popołudniem docieramy w okolice wioski Boreč. Busia przyczajamy za krzakiem, na poboczu polnej drogi. Tu będziemy spać :)
Tuptamy ku olesionym zboczom wzniesienia zwanego Borečský vrch. Ciepłe promienie zachodzącego słońca malowniczo oświetlają czubki gór i drzew. Wędrujemy skrajem starych sadów. Koniec września. Już krótkie te dni się zrobiły... Trzeba wcześniej wstawać, spieszyć się - albo koniecznie zabierać latarki ;)
Na łące otwiera się szerszy widoczek, między innymi na Milesovkę, gdzie wybieramy się jutro.
Niedaleko szczytu na chwilę przerzedza się las. Możemy podziwiać zestaw różnych "ostrzyc" w barwach zachodu. Tam gdzieś zapewne będziemy wędrować w kolejne dni. Fajnie, że tak jeszcze wszystko mamy przed sobą. Uroki pierwszego dnia :)
Przyjemna tabliczka przyszczytowa.
Ogólnie nie jest to najbardziej widokowa z "ostrzyc". Szczyt, zbocza - praktycznie wszystko jest zarośnięte. Po kiego diabła więc żeśmy się tu zwlekli? Ano bo owa górka ma pewną nietypową własność. Jak przystało na prawdziwy wulkan - ma "wyziewy" ;)
Zaintrygowały mnie znalezione w odmętach internetów opisy:
- "mieszkańcy od dawien dawna zauważyli, że w miesiącach zimowych, w mroźne i słoneczne dni, ze wzgórza unosi się para, której pochodzenia nie potrafili wyjaśnić. Obawiali się, że to trujące gazy wulkaniczne i woleli unikać tego miejsca".
- "ten szczyt to naturalny akumulator energii cieplnej, z systemem mikrowyziewów, tworzonych przez przepływ wilgotnego, ciepłego powietrza, skomplikowanym labiryntem szczelin".
- "budująca owo wzgórze skała ma ciekawą strukturę geologiczną - jest poprzecinana całym systemem wewnętrznych szczelin. Zimą wzgórze zasysa zimne powietrze z otoczenia u podnóża, które przepływa przez wspomniane szczeliny, gdzie jest ogrzewane przez otaczającą skałę, a potem wydmuchiwane z powrotem do atmosfery na szczycie wzgórza - już znacznie cieplejsze. Różnica temperatur uchodzącego powietrza w porównaniu z otoczeniem może sięgać nawet 20°C. Z tego powodu występują tu rośliny niespotykane w tych szerokościach geograficznych, a typowe raczej dla terenów egzotycznych, takich jak Irak czy Madagaskar".
Ponoć najlepiej wybrać się tu zimą, wtedy dokładnie widać kłęby pary unoszące się z podziemnych "kominów". Tak, tak! :) To jeden z tych czeskich wulkanów, który naprawdę może "zadymić" jakby nie był całkiem wygasły ;) Tak to ponoć wygląda: FILM
Zimy póki co jeszcze nie ma, jest jesień o iście letnich temperaturach, więc obejrzymy sobie tylko owe tajemnicze szczeliny. Takie wnęki i mini jaskinie znaleźliśmy - czy to to? Dziwnie z niektórych pachniało... hmmm... jakby lakierem??
Za szczytem ścieżka jakby nieco zanikała. Zaczyna się robić ciemnawo. Między drzewami widać ostatnie odblaski zachodzącego słońca.
W oddali sterczy jakiś spory stożek. To chyba Lovoš?
Ciemne sylwetki ostrzyc widziane już z podnóża. Świecą tylko jakieś dwa gospodarstwa i schronisko na Milesovce - poza tym przyjemna ciemność.
Dzień dzisiejszy był wręcz upalny, ostatni taki weekend tego lata - taki na krótkie spodenki, a i na kąpiel by się nadało. Wieczór (który spędzamy wchodząc na górkę) jest równie gorący - klimaty jak w Czarnogórze! Aż nas to trochę dziwi, bo w tych okolicach, zwłaszcza pod koniec września, to nawet po ciepłym dniu wieczory nastają raczej chłodne. Zapadł zmierzch, a my błąkamy się po zboczach pagóra jakby w przedburzowym zaduchu i temperaturze zdającej się oscylować niewiele poniżej 30 stopni. Niebo jednak jest czyste, a i prognozy burz póki co nie przewidują. Gdy tylko wychodzimy z zagajników na łąki u podnóża pagórka - uderza nas chłodne i świeże powietrze. Temperatura nagle leci na łeb na szyje chyba o 10 stopni. Kilka kroków i zaczyna nas telepać, mimo że pośpiesznie naciągamy na siebie różniste łachy. Czy była to zbiorowa halucynacja czy rzeczywiście dosięgły i nas wyziewy Borečskiego vrchu?
Przygotowania do snu. Wieczorne mycie zębów przeradza się w turniej szermierki ;) Kończy się tak jak skończyć się musiało - remisem i dwoma szczoteczkami w piachu, które później ja muszę czyścić ;)
Poranek jest słoneczny i wciąż przyjemnie ciepły. Jedynie nabierające kolorów drzewa przypominają, że to już jednak nie lato.
Niebo jest pełne moich ulubionych chmurek. Moja babcia nazywała je "kwaśne mleko" :)
Suniemy w stronę kolejnych "ostrzyc". Już takich bardziej widokowych, skalistych i bez dziwnych wyziewów.
cdn
















