bubabar

czwartek, 20 sierpnia 2020

"Ściana Zachodnia" cz.14 - bunkry Wału Pomorskiego (Drawiny, Czarnolesie) (2020)

Pierwszy bunkier Wału Pomorskiego, jaki namierzamy na naszej wycieczce, siedzi w lasach między Lubiewem a Drawinami. Cienistość i wilgotność takich miejsc zazwyczaj sprzyja paprociom - przy betonowych szkieletach zawsze rośnie ich najwięcej!



Na ścianach i sufitach są super nacieki! Jak stalaktyty w jaskini. Tu w ich tworzeniu bardzo pomagają wystające pręty!







Takie bunkry właśnie lubię najbardziej, gdzie przyroda zaczyna je już pożerać. Gdy opuszczone miejsce, stworzone niegdyś ręką człowieka, zmienia się we fragment lasu, skały, pagórka czy kamienia. I ten złapany moment pośredni - już nie fragment cywilizacji, a jeszcze nie sama natura.


Drugi, chyba jeszcze ciekawszy bunkierek trafiamy niedaleko leśniczówki w Czarnolesie. Obiekt był niegdyś dwupoziomowy (a może i 3??) i zapewne został wysadzony, co mocno zaburzyło odbieranie i liczenie pięter, jak również postrzeganie pionów i poziomów ;) Wszystko tu jest krzywe, nieregularne, przechylone, wygięte, jakby zawieszone i zaraz miało spaść. Podłoga jest dosyć fragmentaryczna i kończy się w miejscach zdecydowanie niespodziewanych. Solidność wystającego na wszystkie strony metalu sugeruje jednak, że co miało zlecieć - zleciało już dawno, a obecny stan można uznać za nawet całkiem stabilny!












Przez chwilę się czuję, jakbym znalazła się w Lipawie, w podobnie ukośnych, poszarpanych i rozłupanych bunkrach zdobiących całe wybrzeże Karosty. Ech… w mojej ukochanej Lipawie, w której właśnie jakoś teraz byśmy byli, gdyby nie zabawy polityków, uzurpujących sobie rząd dusz… :( No cóż… Dzikich nadmorskich plaż tu nie znajdziemy, ale z dużym prawdopodobieństwem sukcesu ruszamy na poszukiwanie biwaku gdzieś nad brzegiem jezior czy rzek…

cdn

środa, 19 sierpnia 2020

Z cyklu kolejowe przygody, czyli jak kolejny raz zostałam Cyganką

Ostatnio jak muszę gdzieś jechać pociągiem to staram się wybierać wyłącznie pociągi osobowe, nawet za cenę 3 razy dłuższego przejazdu czy przesiadania się po kilka razy. Bo największym komfortem jest dla mnie możliwość wybrania sobie miejsca, gdzie chce usiąść lub stać, a nie, że jestem przywiązana do fotela, nawet gdy ktoś obok kaszle albo przewozi niewychowanego psa, który pakuje mi się na kolana czy próbuje lizać po twarzy. Nienawidzę rezerwacji miejsc!

Więc i tym razem tak jest. Pakujemy się z kabakiem do wagonu. W pierwszym jest sporo ludzi, wszyscy siedzą z maseczkami naciągniętymi prawie na oczy. W wagonie jest chyba 40 stopni, nie ma czym oddychać. To nowy skład więc wszystkie okna zamknięte i nie rady ich otworzyć (bo powinna działać klima, ale się zepsuła). Idę więc dalej, może będzie gdzieś bardziej pusto? Jeden z wagonów spełnia nasze oczekiwania. Miejsc do wyboru do koloru. W całym wagonie rozsiadły się tylko dwie cygańskie rodziny. Od razu wciągają nas do rozmowy, skąd, dokąd, ile mam dzieci i czemu tak mało. Trochę mnie chyba żałują, bo jak widać “Bóg nie dał” i “zwłaszcza syn by się przydał”. Gawędzimy sobie więc na różne tematy np. o mojej pracy sprzed kilku lat, w małym opolskim miasteczku, gdzie z ich ziomkami miałam codziennie mega dużo przygód. Opowiadają mi też rzeczy, które mnie nieco dziwią np. że słowa "Cygan" wcale nie uważają za obraźliwe, a nawet sami go używają. Zawsze myślałam, że oni wolą, aby ich nazywać np. "Romami" - a tu niespodzianka!

W końcu przychodzi konduktor i zamiast zapytać o bilety - od razu przyczepia się o brak maseczek. Moi towarzysze podróży odmawiają ubrania takowych. “Panie! Cygan nie musi nosić maseczki. Cygan jest wolny człowiek. My to mamy w naszej kulturze - tą wolność. A jak pan tego nie akceptuje to pan jest rasista! A na to są paragrafy!”. Konduktor nie odpuszcza. “Macie ubrać maseczki albo wzywam policje!”. Ekipa wybucha śmiechem. “Pan chce do Cyganów wezwać policje? Błahahaha! Po co? Nawet jak nam wsadzą mandat to on jest nieściągalny. My żyjemy tylko z 500+ a te pieniążki nie podlegają ściąganiu nawet przez komornika. Na tym nikt łapy nie położy! Tylko się najeżdzą na darmo, pociąg będzie miał opóźnienie, ludzie się nastresują, że nie zdążą do swoich spraw. Bo my to mamy czas. Dla nas to tylko przygoda. My się z policją znamy na co dzień. Nas pan mundurem nie przestraszy! Nie opłaca się. Przyjedzie tu patrol, a może lepiej, żeby był w tym czasie gdzie indziej? Może gdzieś jest wypadek, albo kogoś biją? A?” Kunduktor wzdycha. Bardzo mu się to nie podoba ale widzi, że koleś ma rację. No więc co? Przyczepia się do mnie! “A pani gdzie ma maseczkę? A dziecko ile ma lat? No to ja wzywam policję!” - stwierdza z dziką satysfakcją, a jego wystające zza szmaty oczka zdają się mówić: “To teraz sobie odbije wszystkie cygańskie zniewagi!”. Główny Cygan jednak nie odpuszcza. “Panie! Co pan! To też jest Cyganka! Ona jest jest z naszego taboru. Tylko jej pan dotknie to będzie miał z nami do czynienia”. Konduktor przenosi wzrok ze mnie na nich i z powrotem. “Ale jak to? Nie… Niemożliwe.. To.. ale”. “Możliwe, możliwe. Panie! Teraz są takie czasy, że chłopa od baby nieraz nie odróżnisz. Zmieniło się. I Cyganie teraz różnie wyglądają. A poza tym… Widział pan, żeby kiedyś Polka w takiej bluzce chodziła? A dziecko jakie ma czarne oczka? A???”

Konduktor wychodzi. Właśnie jest stacja i idzie zagwizdać. Nie wraca już do naszego wagonu. Policja również nie przyjeżdża. Dojeżdżamy punktualnie do naszego punktu przeznaczenia.

I konduktor nie sprawdził biletów. A wszyscy je mieliśmy.

A tu fotka z innej wycieczki, ale przedstawiająca moją, ponoć całkowicie “niepolską koszulkę” ;)



czwartek, 13 sierpnia 2020

"Ściana Zachodnia" cz.13 - Kosin (2020)

Różnorakie opuszczone obiekty mieliśmy okazję spotykać na naszych trasach, ale miasteczko iście z kowbojskich filmów napatoczyło się po raz pierwszy. Niska drewniana zabudowa, zawierająca wszystko co trzeba - mieli saloon, hotel, bank, szeryfa, krawca, fryzjera, kowala. Przy bliższych oględzinach wyraźnie widać, że jest to zbudowane dosyć fajansiarsko, jakby z dykty? Całość przypomina raczej makietę. Może jakiś film tu kręcono i są to pozostałości dekoracji? Krążymy po miasteczku dosyć długo, napawając się innością tego miejsca. Fajnie tak napotkać coś co zaskoczy!

Kiedyś jako dziecko lubiłam oglądać bajkę zwaną "Wuzzle". I one, te Wuzzle, kiedyś w jednej ze swoich podróży (gdy szukały hotelu, a nigdzie nie było wolnych miejsc) trafiły do opuszczonego miasteczka, takiego westernowego, wśród stepów, ale całkowicie wyludnionego i popadłego w ruine - miasta duchów.. I ostatecznie tam zostały na noc, w ruinach hotelu. Jejku! Jak ja wtedy marzyłam, aby być jak one, jak te Wuzzle i tez przeżyć taką przygodę! Żeby napotkać taką osadę, gdzie wiatr targa wahadłowymi drzwiami saloonu, a porywane jego podmuchami papiery toczą się ulicą wraz z kłębami kurzu. Nigdy nie przypuszczałam, że dziecinne marzenia się spełniają - i trafię w takie miejsce... tylko przyjdzie mi na to czekać 30 lat! Wprawdzie tu nie ma stepu i wiatr nie wzbija tumanów pyłu (bo wszędzie rośnie wysoka trawa), ale nie bądźmy już aż tak wymagający! Cieszę więc gębę niepomiernie, że owa mała buba z dawnych lat doczekała się zostania Wuzzlem! Bo czy może być coś lepszego na świecie jak zrealizowanie wielkiego (choć nieco już zapomnianego) marzenia?

Większość budynków to już totalne wydmuszki.


Czasem zdarzają się jakieś resztki stołów czy szafek…




Waga…


Albo krzesła - ciśnięte gdzieś w nieładzie albo zarastające trawą...





Niektóre budynki zaczęły się już składać jak domki z kart…


Jest krawiec, galeria, sklepik...




A nawet hotel! W takim to bym chciała zanocować! :) Czy są jeszcze gdzieś takie hotele??




Hotel obrastają krzaki dzikiego bzu, a niektóre stały się już nawet integralną częścią werandy.


We wnętrzach uchował się jeszcze kominek


oraz marne resztki baru i czegoś klawiszo- grającego.



Walają się resztki zabawek czy książek..



Jakby ktoś chciał wysłać maila do “miasta duchów” ;)


Początkowo zwiedzając to miejsce (nie znamy jeszcze wtedy jego historii) myślimy, że opuszczona jest tylko ta kowbojska makieta miasteczka. Domy w głębi terenu wydają się być używane, zamieszkane. Mają współczesne dachy, czysto pomalowane ściany. Wręcz często zerkamy w tamtą stronę - czy przypadkiem ktoś nie przyjdzie nas opierniczyć, że mu łazimy po ogrodzie. Albo czy nie przybiegnie pies nas użreć w tyłek. Jednak na którymś etapie zerkań w tamtą stronę pojawiają się coraz większe wątpliwości....

Bo… czekaj?? Takie zarośnięte? W Polsce? To zupełnie niezgodne z obecną modą, gdzie roślinność trzeba wydrzeć do ziemi lub ostatecznie wyciąć w kąty proste aby przypominała plastik.


Podchodzimy. Droga dojazdowa przywodzi na myśl porzucony ośrodek pionierów z Armenii.



Kurcze… To dalej też wszystko jest opuszczone!

Widać nasadzenia różnych ozdobnych roślin, które zdziczały, rozrosły się i osiągnęły rozmiary zazwyczaj niespotykane.




Pogromcy kostki bauma! :D


Duży dom, jakby stylizowany na dworek. Chyba była w nim wypaśna restauracja. Z boku budynek z pokojami hotelowymi a z drugiej strony stajnie.



Wnętrza "pałacyku"



Ozdobne szkice na ścianach owej knajpy.





Zachowały się regulaminy, oświadczenia, menu, wizytówki..




Walają się też świadectwa pracy czy opinie zdrowotne o różnych osobach, wymienionych z imienia i nazwiska… Ot cała ta modna “ochrona danych”...

Znalezione kalendarze pokazują lata 2010-2014.


Niedawno… A teraz wszystko wyprute, nawet gąbka ze ścian. Ktoś kiedyś włożył w to miejsce kupę kasy.. I co? Porzucił ot tak? Wyjechał? Zastrzelili go? Nie miał spadkobierców? Komornik na tym łapy nie położył?

Kabak zaczyna rozgarniać wysokie trawy. Wśród splątanych łodyg siedzi plastikowa ciężarówka. Z dawnego sklepiku z zabawkami, który tu był? Albo ktoś później wywalił? Samochodzik był kiedyś czerwony, ale chyba wypłowiał od słońca. Pewnie długo tu stał bo dosyć ciężko oderwać go od podłoża. Kabak się cieszy, że wreszcie samotne, porzucone autko będzie miało dziecko - przyjaciela! Jak w filmie o ożywionych zabawkach!


Po powrocie bez problemu znajdujemy informacje o tym miejscu. Było bardzo znane w regionie i przez ileś lat swojego funkcjonowania stanowiło główną atrakcję turystyczną okolicy. Mieścił się tu Ośrodek Rekreacji i Turystyki Jeździeckiej. Był hotel, restauracja, mini zoo, organizowane były koncerty i obozy dla dzieci. W 2014 ośrodek zbankrutował. Działał tylko 12 lat. Ponoć pożarły go długi…

O! Wisi jeszcze w internecie reklama tego miejsca - LINK_NR_1 albo LINK_nr_2

Ktoś więc może znajdzie, pojedzie... i się zdziwi ;)

Choć główna strona obiektu http://konie-kosin.pl/ reklamuje już... leki na grzybicę paznokci ;)

cdn