bubabar

środa, 12 sierpnia 2026

Bytom - kamienice z ulicy Ostatniej (2026)

Na granicy Bytomia i Świętochłowic, wklinowane pomiędzy tory kolejowe, ogromne hale zakładów przetwórstwa stali i ulicę o nazwie "Ostatnia" - stoją dwie kamienice. Może kiedyś było tu więcej mieszkalnej zabudowy? Mapa mówi, że według adresu to Kolonia Zygmunt 3 i 4.

Zaglądamy z ciekawością w ten zaułek.


Trzeci budynek zawiera dwupoziomowe komórki.


Obie kamienice okazują się być opuszczone, a ich drzwi i dolne, łatwo dostępne okna, zdają się być szczelnie pomurowane.


Widząc, że nie ma jak wejść - skupiam się na innych aspektach okolicy. Jest np. malowidło na murze.


W piaskownicy walają się zabawki.


Zaglądamy do komórek, gdzie niektórzy z ekipy sobie przypominają, że za półtora miesiąca trzeba wracać do szkoły ;)


No i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zwiedzanie jest zakończone. Ale kabak nie odpuszcza - "mamo, musimy wejść do środka!" Tłumaczę jej, że to nierealne - bo co? Cegły przegryziemy? Czy będziemy się wspinać po elewacji do okien na pierwszym piętrze? Nie da się - to się nie da. Kabak jednak stwierdza, że musi być jakieś otwarte okno. Obchodzimy domy jeszcze raz dookoła. No nie ma. Albo zamurowane, albo zabite dyktą, albo po prostu zamknięte na głucho. Pod jednym z okien leży drewniany stół. Przewrócony do góry nogami. Lekko już porasta go trawa. Kabak twierdzi, że to podejrzane, a raczej - że to znak! Odwracamy stół. Jest idealnej wysokości, aby z niego sięgnąć do okna. Kabak wyłazi na stół. Lekko dotyka okna i... okno robi "iiiiyyyyhhhrrr" i się otwiera. Było tylko przymknięte... Stoję z otwartą japą. Magia jakaś! Skąd ona wiedziała??? "Mamo - trzeba wierzyć, że się uda i się nie poddawać tak łatwo". Głupio mi. I dziwnie. Czy ja się już starzeję??

Wnętrza budynku wyraźnie świadczą, że mieszkancy zniknęli stąd już jakiś czas temu, a złomiarze zdążyli się pojawić. Kable poprute, piece wybebeszone. Klasyka...

Jedno co wybitnie odróżnia tą kamienicę od dziesiątek innych, które mieliśmy okazję zwiedzać - to nietypowy sposób urządzenia. Zwykle takie miejsca miały wystrój taki bardziej starodawny, jakby nietknięty od kilkudziesięciu lat (no chyba że jedynie nadgryziony zębem czasu). Tu wnętrza prezentują się jakby całkiem niedawno przeszły kapitalny remont. Pstrokate tapety zamiast ścian malowanych z rolki. Plastikowe okna, wykafelkowane łazienki, ogromne wanny. Ściany nie zdążyły się jeszcze pobrudzić, drzwi czy parepety wytrzeć ani porysować. Widać ktoś sporo kasy włożył w urządzenie tych przestrzeni - i niedługo później musiał je opuścić, by służyły tylko złomiarzom, bezdomnym, imprezowiczom i zbłąkanym poszukiwaczom klimatu zapomnienia.


Klatka schodowa też taka jakby o niebo świeższa niż w dziesiątkach zamieszkałych kamienic. Jeszcze jakby z lekka zapodawło farbą czy innym lakierem.


Tak docieramy na strych. Całkiem tu czysto i porządnie jak na pustostan. Podłogi miejscami zamiecione, można by karimatę rzucić i nocować - jak w leśnej chatce ;)


No oprócz tych bocznych pomieszczeń, które przejęły we władanie gołębie... ;)


Leżą też całe stosy podręczników szkolnych i dziecinnych książeczek.


Kalendarze zatrzymały się tu na listopadzie 2024.

Na fali powodzenia i wiary w sukces bez problemu znajdujemy też wejście do drugiej z kamienic (i znowu kabak idzie jak po sznurku do otwartego okienka...) Wprawdzie trzeba się trochę poczochrać w chaszczach.


Druga kamienica jest zupełnie inna - ciemna, zasyfiona i mocno pachnąca człowiekiem. Na tyle mocno, że nie mamy specjalnego parcia, aby iść dalej - czy tym bardziej wspinać się na kolejne piętra. Pozostaje jedynie sfotografować paletę lamp i tym akcentem zakończyć zwiedzanie ulicy Ostatniej...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz