Dnia poprzedniego wędrowaliśmy m.in. tunelem podziemnego potoku w Ludwikowicach. I ten tunel ponoć wychodził na powierzchnię gdzieś przy ruinach elektrowni. Myśmy ostatecznie do samego końca nim nie poszli (z przyczyn, które zostały wyjaśnione w relacji). No ale jeśli gdzieś stoją jakieś ruiny elektrowni - to warto by je zobaczyć.
Przyjeżdżamy więc mniej więcej w ten rejon, który pokazywali nam z daleka znajomi (o tam, za tymi słupami, jest ta elektrownia). Jedziemy, patrzymy, a tu nagle zza zarośli wyłania się sporych rozmiarów opuszczony budynek.
W sumie nie sposób go przeoczyć - skoro nawet na drogę wylazł swoim fragmentem ;)
I tak to bywa z tymi wędrówkami po Dolnym Śląsku, gdzie nie musisz szukać ciekawych miejsc, a one znajdują ciebie same :) Otóż (uprzedzając nieco fakty) ów budynek nie był naszą poszukiwaną elektrownią. Napatoczył się przypadkiem na trasie między biwakiem a elektrownią prawdziwą. To też miejsce o przemysłowej przeszłości i jak dla mnie - o niebo od elektrowni ciekawsze! Ów obiekt, znajdujący się przy ulicy Fabrycznej 21, ponoć był (jak wszystko w rejonie) związany z kopalnią Wacław, a w czasie wojny z niemiecką fabryką amunicji. Za PRLu budynki przejęły Zakłady Przemysłu Odzieżowego, a w czasach już zupełnie współczesnych działała tu Spółka „Anna Product” (ponoć oficjalnie zamknięta w 2020 roku).
Idziemy więc zwiedzać. Budynek jest rozpiżdżony totalnie, wnętrza wyprute, więc zgadza się z tym jak opisywali go znajomi (na tym etapie jeszcze wciąż wierzymy, że to poszukiwana elektrownia ;)
Jedno pomieszczenie jest ciekawe, rozmiarów całkiem konkretnych i okala je jakby balkon.
I na tym etapie praktycznie obwołujemy koniec wycieczki. No bo ile można zwiedzać same obszarpane ściany? Zawsze takie miejsca przyciagają aby wleźć, ale w sumie widzieliśmy ich juz setki. Jeszcze nie wiemy, że spędzimy w tych murach z wypiekami na twarzy conajmniej kolejną godzinę. Kierujemy się już do wyjścia, gdy pod naszymi stopami robi się nadpodziw miękko. Załączenie latarek w tryb mocniejszy uświadamia nas, że to nie zwykłe śmieci czy jakieś stare tapety (jak początkowo myśleliśmy) a ogromne stosy listów! A stare listy mają magiczną wręcz zdolność zasysania! Ryjemy więc jak stado dzików pod buczyną :)
Powoli, kartka po kartce, odsłania się przed nami historia sprzed lat. Jest rok 1995. Byłam wtedy niewiele starsza od kabaka, a dla niej to w ogóle zamierzchła historia - jak Jagiełło z Kościuszką ;) Na wszystkich listach figurują jako adresat Zakłady cukiernicze "Anna", które wyraźnie adres korespondencyjny miały na Oławę (skądinąd zabawnie też, że akurat Oława nam się trafiła) No i to, że wysyłane tam, a wszystkie walają się tu...
Wychodzi na to, że zakład produkował sękacze. W nich były kupony i obrazki z numerami. Jak się zebrało wszystkie numery (a 4 i 25 były podejrzenia, że nie występują) można było wygrać rower. A za 100 dowolnych obrazków dostawało się nagrodę pocieszenia.
Krótki przegląd znaczków pocztowych z tamtego okresu.
Wysyłano tu listy nawet z Czech!
Niektórzy pisali krótko i nijako: "imię i nazwisko, adres, chcę rower".
Maszynopis!!!! :)
Inni przelewają na papier więcej emocji i kawałek swojego życia, który zastygły w pożółkłych kopertach przeleżał dziesiątki lat. Jak portal do innego wymiaru!
Większość kopert nigdy nie była otwierana. Ile czasu, uwagi i ... wiary, poświęconej przez setki osób. Ot te wszystkie konkursy, promocje i super ekstra bonusy... Ciekawe czy ktoś w końcu wygrał ten rower? Czy dziwnym trafem był to... kuzyn dyrektora? ;)
Ciekawe czy Radek, Tadeusz albo Anna w ogóle teraz pamiętają, że wysyłali kiedyś taki list? Czy Piotruś ze Świdnika ma świadomość, że wspomnienie o nim zalega w jakiś wilgotnych ruinach na Dolnym Śląsku? Co u Romka? Czy wyrósł z chorowania i udało mu się normalnie zakończyć szkołę? Na co Joasia i Ewusia potrzebowały pieniędzy, że nie chciały roweru tylko równowartość? Czy chłopak z technikum w Cieszynie w końcu dorobił się roweru by zrealizować wakacyjne plany? Co robi teraz nieco pazerny Darek z wielodzietnej rodziny? (ten który chciał "przynajmniej jeden taki rower")
Ludzie, których zapewne nigdy nie spotkam, a jeśli nawet - to nie będę mieć świadomości, że to oni. A jednak w jakiś sposób przecięłam się z ich urywkiem życia i to jeszcze w przesunięciu czasowym. A może zdarzy się niemożliwe (a świat nieraz jest bardziej niezwykły niż się wydaje) i ktoś z was, autorzy listów, czyta teraz tą relację?
Gdyby decyzja zależała od nas - to zgodnie stwierdziliśmy, że rower byśmy przyznali chłopakowi z Cieszyna (przynajmniej z tych listów, które udało się przeczytać)
Niektórzy trafili do ewidencji i być może faktycznie wygrali kredki, mazaki czy naklejkę.
Na dolnych piętrach budynku walają się dziesiątki i setki opakowań. Ciekawe, że nie pamiętam tych sękaczy. Chyba w tamtych czasach jadałam głównie batoniki "kukuruku" ;)
Tu edycja świąteczna.
A tu chyba jakiś eksport na rynki wschodnie?
Trafiamy też do pomieszczenia z motkami.
Całe stosy etykiet na taśmach - zachowanych wręcz w stanie idealnym!
Idąc dalej znajdujemy też pokoik z dokumentami starszymi o 20 lat niż sękacze, Anna i konkurs. Lata 70-te. Czy to jeszcze z czasów zakładów odziezowych?
A elektrownia? Ta, której szukaliśmy na samym początku? No była... Kawałek dalej. Też przy drodze.
Nadkruszona betonowa bryła, fajnie porośnięta pnączami i robiąca wrażenie swoim ogromem.
Jeśli chodzi o tabliczki "bubowego szlaku atrakcji" - to tu zaszaleli z ilością! W różnych kolorach i formatach.
Zaraz obok stoi mała wiatka, zapewne zbudowana dla biesiad lokalnych dżentelmenów.
Znajomi mieli racje, że będąc obok warto tu zerknąć. Ciekawa budowla - zrobiliśmy kilka zdjęć. I tyle. Bo tak wyszło, że elektrownia nie podzieliła się z nami żadną swoją historią, mimo że pewnie ma ich na pęczki. Jak widać wykorzystaliśmy już limit przygód na ten weekend. We wspomnieniach te 2.5 dnia sprawiają wrażenie jakby to był tydzień i to taki całkiem nasycony. W sumie - dawno z jednego, weekendowego wypadu nie napisałam 5 relacji :)
bubabar
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
























































Niebywała przygoda :o
OdpowiedzUsuń