bubabar

czwartek, 31 grudnia 2020

Wrześniowa włóczęga cz.21 - Hel, szałasy (2020)

Jedną z osobliwości Helu jaka nam się rzuciła w oczy - jest spora ilość szałasów. Nigdzie jak Polska długa i szeroka - takiego zagęszczenia miłych, drewnianych konstrukcji, nie udało się napotkać! :) Szałasy głównie położone są na plażach lub wydmach. W budowę niektórych naprawdę ktoś włożył kupę pracy, siły i czasu. Większość budulca to dechy i konary wyrzucone przez morze. Gładkie, śliskie, obrobione przez fale badyle, jednocześnie przesiąknięte zapachem ryb, wodorostu i morskiej bryzy. Nie wszystkie szałasy są zadaszone, niektóre zawierały tylko ściany. Te z prowizorycznymi daszkami też by raczej nie ochroniły przed deszczem, no chyba żeby jeszcze na wierzch zarzucić jakąś folie. A może służą one jako zabezpieczenie przed wiatrem? Ot odmiana parawaningu bałtyckiego, ale taka wersja, którą buba kupuje w ciemno! :) O tak... Te szałasy ogromnie mi przypadły do gustu. Każdy więc napotkany okaz postanowiliśmy na dłuższą lub krótszą chwilę zeskłotować, rozsiadając się z kanapkami, herbatką czy flaszeczką :)

Nieraz już z bardzo daleka widać bezkształtną bryłę odcinającą się od jasnożółtej połaci piachu.


Wyjątkowo sympatyczne i zaciszne miejsce. Uszczelnione gałęziami o miłym aromacie igliwia. Szkoda jedynie, że z wnętrza ciężko podziwiać bijące o brzeg fale! No ale nie można mieć wszystkiego! :)



Ten poniżej to największy i najsolidniejszy drewniany obiekt helskiego wybrzeża! Bezdachowy - więc to chyba nie do końca szałas. Za czasów jak moja babcia jeździła nad morze do Swarzewa (w latach 50tych) to takie miejsca nazywano “grajdoł”. Kopało się w plażowym piachu wgłębienie, robiło wokół wały i wzmacniało je deskami, gałęziami, suchoroślami. Aby było zaciszniej leżeć na kocyku i smażyć do słońca. Każdy też ozdabiał takie miejsce jak mu artystycznie zagrało w duszy. To więc jest “grajdoł de lux”! ;) I ma nawet swoją nazwę - “ORP Niezatapialny”.


Wychodzi na to, że fale tu nawet w największe sztormy nie dochodzą??



To kolorowe to jakiś totem?


Chętnie byśmy go nakarmili i nawiązali z nim jakiś przyjazny kontakt, ale nie do końca wiemy jak… ;) Tak na wyczucie dajemy mu trochę nalewki pigwowej. Wszelakie szamańskie miejsca mocy to bardzo lubią, więc może i tu odpowiednio wczuliśmy się w klimat? ;)



Schodki, solidne liny - naprawde wielki szacun dla budowniczych! :)




Miejsce idealne na biwak! :)


I jeszcze tęcza nam się pokazała! :D Kabak twierdzi, że to dzięki nakarmieniu totema, który nam się tak odwdzięczył! ;)


Kolejne szałasy są dosyć prowizoryczne i przewiewne. A może wiatr i fale zasiały już odpowiednio duży udział zniszczenia?



W dalekiej oddali pokazuje się jednak jakiś punkt. Cóż to może być? :)


Jakieś flagi rozdyma wiatr?


Jeden z solidniejszych szałasów. Potężne powyginane konary na tle ciemnogranatowych chmur… Jakieś fragmenty przywiązanego materiału działają jak żagiel. Wiatr w to duje i skrzypi niesamowicie. Piszczy w tych prześcieradłach wydymających się w najróżniejsze kształty. Niebieski gnom też wzbija się w przestworza! On uwielbia taką pogodę! :)









Wszystko wskazuje na to, że zaraz nam doleje... Czekamy na ten deszcz. Folie mamy, będziemy uszczelniać tą piękną konstrukcję. Ale deszcz jednak nie nadchodzi. Straszy jedynie po odległych horyzontach. Nacieszywszy się urywającym łeb wiatrem i mrocznym klimatem chwili - przychodzi opuścić to miejsce… Poszukamy kolejnych…



A ten szałas jest jednym z mniejszych, marniejszych i bardziej ażurowych. Z mniej spektakularnie wpisujących się w helski krajobraz. Nieduży, mało umocniony. Ale jest wyjątkowy! Bo od początku do końca nasz! Bo konary i liny zwlekamy z plażowych odchłani własnymi łapami, dysząc straszliwie i ryjąc się w piachu. Bo z sosnowymi belami o zbyt dużej masie staczamy się z klifu… Bo własnoręcznie wyrywamy ławkę falom :) Jesteśmy dumni - bo też dołożyliśmy cegiełkę do klimatu tutejszych plaż!










cdn



wtorek, 29 grudnia 2020

Wrześniowa włóczęga cz.20 - Hel, wieże (2020)

W miejscach opuszczonych lubimy nie tylko wpełzać w plątaniny wilgotnych korytarzy - chyba jeszcze więcej radości sprawia wyleźć gdzieś na góre i nacieszyć się widokami i wiatrem. Hel i pod tym względem ma coś do zaoferowania! :)

Latarnia morska na Górze Szwedów znajdowała się na terenie wojskowym (jak większość ciekawych tu rzeczy) i działała do 1990 roku. Po likwidacji poligonów latarnia również została opuszczona i wyłączona z użytku. Jest dość nietypowa jak na latarnie morskie na polskim wybrzeżu, bo ma konstrukcję ażurową. Położona jest na miłej piaszczystej wydmie wśrod sosnowego lasu.



Niestety obecnie tylko dzielni wspinacze są w stanie się wyteleportować na jej górę. Mamy okazję poprzypatrywać się (i pozazdrościć) pewnemu rowerzyście. Przyjeżdża, wyłazi na górę i sobie tam siedzi delektując się morską bryzą.

Czego tu nie powymyślali, żeby utrudnić ludziom zwiedzanie latarni i podziwianie widoków z jej góry. Na wysokość chyba 4 metrów konstrukcja jest obita blachą (ponoć właśnie jedynym celem tego oblachowania jest zwykła ludzka złośliwość). Okienka - pokratowane. Długo chodzę wokół cmokając. Jednak bez umiejętności podciągania się na rękach - nie ma szans. Toperz pewnie by wszedł - ja nie… Stąd też moje postanowienie powakacyjne - nauczyć się podciągać. Ileż to już razy by mi się to przydało! Są już więc na stanie w domu hantle do machania, sprężyny do rozciągania, przywiercony do ściany drążek do zwisania. I codziennie robię z nich użytek. Ale póki co postępy są dość marne… Nie wiem czy ma to w ogóle szanse powodzenia, gdy ktoś przez prawie 40 lat prowadzi mało sportowy tryb życia - a tu nagle zamarzą mu się takie osiągnięcia….

A wracając do latarni. Tak się prezentuje z dołu...



...a tak na zbliżeniu:


Więcej szczęścia mamy z dawną wieżą obserwacyjną stojącą sobie na wydmie. Konstrukcja jest bardzo solidna i aż dziwne, że mimo dość silnego wiatru, prawie w ogóle się nie buja.




Tarasik na szczycie jest dosyć fragmentaryczny, więc warto zachować czujność :) Fajne są miejsca, gdzie widoki są i w górę, i w dół!










cdn