bubabar

wtorek, 4 marca 2025

Bytom - elektrociepłownia Miechowice (2024)

Elektrociepłownia Miechowice została zbudowana w trakcie II wojny światowej. Po wojnie odbudowana i działała długie lata - do 2019 roku. Obecnie jest w trakcie rozbiórki, znikają powoli kolejne jej elementy...

Od strony głównego wejścia wszystko prezentuje się jeszcze całkiem kompletnie.


Gabinet z kolumnami ;)


Acz jak się przyjrzeć dokładniej i tu już widać nieco "wygryzione" miejsca.


Budynek biurowy wygląda jakby wciąż działał.


Cztery charakterystyczne kominy. Niby takie same, ale jednak każdy zupełnie inny. Zewsząd w okolicy je widać. I z Brandki, i ze stawu Trójkąt, i nawet z naszego balkonu - zawsze majaczyły na horyzoncie.


Kominy prezentują się za betonowo - metalowym płotem.


Smutno będzie jak znikną z krajobrazu. Będzie mi ich brakować - tak jak brakuje mi kładki prowadzącej niegdyś z dworca autobusowego na Dworcową. Cały czas ją widzę jak tam jestem, jakby się nie całkiem wymazała z czasoprzestrzeni. A to już przecież tyle lat...

Idąc wzdłuż ogrodzenia elektrociepłowni coraz dokładniej słychać dźwięki ciężkich maszyn i podnoszące się obłoki kurzu. Ekipy rozbiórkowe nie próżnują dzisiaj... Zapach mielonego kamienia i starego metalu rozchodzi się po okolicy. Chciałabym mieć moc psucia maszyn na odległość. Że każdy spychacz, dźwig czy inne świństwo, które dotknie elektrowni zamiera w bezruchu już na zawsze...


Co chwilę upadają jakieś ogromne fragmenty metalowych konstrukcji, a nad wszystkim wznosi się chmura. Niby jestem daleko, a zaczyna trochę chrzęścić w zębach.


Od tej strony widać już w pełni rozmiar destrukcji...


A w 2018 roku tak tu wyglądało. Tak w sumie niedawno...


A teraz wylazła cała paleta różnistych detali i mniej lub bardziej wewnętrznych bebechów, które kiedyś były w środku, a teraz ujrzały światło dzienne.


Wracam w te okolice jakieś półtora miesiąca później. Jak widać rozbiórka postępuje, bo zupełnie inne wnętrzności ukazały się mym oczom.


Te fragmenty jeszcze takie w miarę nienaruszone. Widać, że opuszczone, bo już nawet drzewka zaczynają porastać. Acz można by pomyśleć, że kruszy je jedynie czas...


Ułożone w stosiki fragmenty powyginanego złomu.


Urosły pryzmy przez miesiąc...


Budynek rozdzielni. Tu chyba jeszcze wściekłe buldożery nie dojechały. Tu mi chyba nic na łeb nie powinno zlecieć.


Wszędzie walają się całe stosy roztłuczonych izolatorów. Czemu w ludziach jest mania bezsensownego niszczenia? I oficjalnie (rozbiórki) i nieoficjalnie (wandale) - byle rozwalić. I nawet nie, że ukradnie dla zysku, zabierze na pamiątkę - tylko rozbije dla samej radości destrukcji :( Czemu nie można zostawić w spokoju, żeby sobie leżało??


Włażę do środka rozdzielni.


Po rozświetlonym słońcem, upalnym letnim dniu - tutaj ma się wrażenie mroku i chłodu.


Wychodzi na to, że była tu kiedyś ochrona i nie wszyscy byli tym faktem zachwyceni ;)


W środku też pełno tłuczonej porcelany. A można było z tego np. oryginalny płot zrobić...


Jakieś niedobitki się jeszcze zachowały, wiszące u powały.


Nie wiem czy to właściwie zrozumiałam, że każde takie "pole" zaopatrywało w energię inną dzielnicę, rejon czy miejscowość. Nie tylko bytomskie dzielnice, ale i Krupski Młyn?? A teraz to wszystko stało się niepotrzebne...


Powoli oddalam się od elektrowni. Nie słychać już hurgotu maszyn. Zastąpił je wiatr i szum drzew. Tylko chrzęszczą na żwirze koła mojego roweru. Mam nadzieję, że znowu ich nie poprzebijam... Już dwa razy w tym tygodniu wyciągali mi w serwisie z opony jakąś metaliczną szlakę...


Kominy majaczą pośród młodego lasu porastającego tereny dawnej kopalni. Ją zmielono już dawno, a pozostałości skryły zarośla. Pewnie została tylko na nielicznych zdjęciach i w pamięci byłych pracowników i bywalców tych miejsc.

Ciekawe czy jak przyjadę tu kolejny raz, to te kominy nadal będą się tak niespodziewanie wyłaniać z zieloności i górować swoją monumentalną bryłą nad piachem polnej drogi? Czy tylko ja będę widzieć ich niewidzialny kontur - tak jak zarys kładki na Dworcowej?

niedziela, 2 marca 2025

Bytom Miechowice - kamienice nad rozlewiskiem (2024/25)

Na starych Miechowicach, przy ulicy Frenzla 25, stoi ciekawa kamienica. Przeglądając stare zdjęcia widać, że w 2017 roku jeszcze była zamieszkana. W maju 2024 już na pewno nie była.


Z boku prezentuje się dosyć niepozornie, ot po prostu jak każdy inny opuszczony budynek.


Wiosenną porą słabo widać jej tylne, ceglane ściany spod buszu roślinności.


Tu też zaczyna się najciekawszy fragment. Przy samych schodach prowadzących do budynku uformowało się spore jeziorko.


Przypuszczalnie wybiły jakieś wody kopalniane i to całkiem niedawno - sporo drzew i krzaków sterczy z wody. Czy kamienicę podmyło i dlatego została wysiedlona? Próbujemy przedostać się na drugi brzeg rozlewiska, by oszacować jakie jest duże. Okazuje się to trudne do wykonania bez maczety. Dżungla jak szlag! Kaczuchy i inne ptactwo już się zwiedziało i moczą kupry w wodzie, a radosne kwakanie niesie się wokoło.


Postanawiamy wrócić tu w bezlistny czas - może coś więcej obczaimy. Okazja ku temu nadarza się w lutym 2025. Zdecydowanie widać więcej - liście opadły, rozlane wody skuł lód.


Lalunia wybitnie nas zachęca, aby iść dalej. Nawet wskazuje kierunek!


Bez problemu można teraz obejść jeziorko, wleźć na jego wszystkie półwyspy i podziwiać szeroki widok na okolicę.


Zmiany są jeszcze takie, że przez otwór w skutych pustakach da radę wejść do środka. Stan wnętrz jest już raczej wydmuszkowy i mało co się zachowało z dawnych czasów, ale zawsze miło zajrzeć.



Niedaleko stąd, za jeziorkiem i ulicą, stoi jeszcze jedna opuszczona kamienica, którą zawsze bardzo lubiłam i od iluś lat śledzę jej losy. To ta na ulicy Przelotowej. Wychodzi na to, że teraz już cała jest pusta, choć kilka lat temu jeszcze w jednej z klatek schodowych byli lokatorzy i miałam okazję tam połazić i z nimi pogadać. Teraz już wszystkie okna zamurowane lub ziejące czernią.


Od podwórka podobnie - wszystko zamurowane na niższych kondygnacjach.


Wyżej już młode drzewka zasiedlają parapety.


Tryfta prowadząca na podwórko (maj 2024)


Luty 2025 - tu praktycznie bez zmian.


Od podwórka natomiast zmiany są zauważalne - do obu klatek schodowych da się wejść. Pierwsza, ta wysiedlona wcześniej, już zawalona totalnie. Nie ma co zbierać - piętra runęły, sam gruz.


W drugiej jest nieco lepiej, acz na wyższe piętra można się już dostać tylko po linie, bo część schodów runęła. Szczerze mówiąc byłam przekonana, że stan tych kamienic jest lepszy i ucieszyłam się widząc otwarte wejścia. A tu niewiele z tego zwiedzania, niestety...


Chabazie na Przelotowej prezentują się malowniczo. I latem, i zimą.

maj 2024

luty 2025

Jeszcze rzut oka na stary pomnik w parku i pędzimy do domu, bo zimno jak szlag!