bubabar

poniedziałek, 12 października 2015

Sudety - Wzgorza Strzelinskie i Niemczanskie (2015) cz.1

Na dzis mamy w planie szukanie kamieniolomow miedzy Kowalskim a Janowiczkami. Przed wioska przemykam sie polami i miedzami zeby zajrzec do wnetrza wyrobiska. Prace wydobywcze zakonczono tu juz dawno temu. Wnetrze wielkiej dziury jest zarosniete, gdzieniegdzie widac fajne urwiska skal i slupow. Ponizej pasie sie stado saren.



Uwage przykuwa ze na dnie kamieniolomu jest wiata, laweczki i spora ilosc tablic edukacyjnych- znaczy przebiega tu jakis szlak?

Szukamy innej drogi do kamieniolomu coby nie zjezdzac na tylku stromym zboczem. Mozna tez wejsc szeroka zwirowa droga, ktora przy wiacie sie konczy. Droga przebiega przez teren zakladu gorniczego “Janowiczki”. Ta czesc z wiata jest zdecydowanie opuszczona, jakies wydobycie jest prowadzone ale po drugiej stronie gorki- dzis jezdzi tam jedna koparka. Acz zeby dojsc do wiaty trzeba minac szlaban, budynki przemyslowe i tabliczki “Kopalnia, wstep wzbroniony”.


Dziwne miejsce- spora wiata, laweczki, stoliki, stojaki na rowery, kosze na smieci, tablic chyba z osiem o jakis bocianach i wydrach. Mapka innych wiat i szlakow rowerowych na Wzgorzach Strzelinskich. Pisze cos o unijnych funduszach i akcji z lat 2007-2013. Wybitnie jest to miejsce dla turystow, ale nie ma do niego legalnego dojscia? tzn na pewno mozna tu przebywac ale po drodze na miejsce moze ktos miec pretensje? Slepy zaulek? wyspa? enklawa?



Na wiacie nie ma zadnych podpisow. Nigdzie nie ma smieci, nawet w koszach. Sladow po ogniskach tez nie ma… Obrzydliwe tablice zarasta wysoka trawa. Powoli wtapiaja sie w krajobraz łąk i pokruszonych skał.. Teren jest cichy, pusty, pelen pachnacych suchorosli. Gdyby tak wygladaly wszystkie sciezki rowerowe to chyba zaczelabym z nich z radoscia korzystac…








Kolejne kamieniolomy byly miedzy Janowiczkami a Żelowicami. Te jednak sa kompletnie zarosniete jesiennym lasem. Jeziorko bylo w wyrobisku ale wyschlo



Gdyby nie kilka wielkich budynkow ciezko by stwierdzic ze kiedys cos tu bylo


Potem wloczymy sie troche po Cieplowodach, zagladajac w rozne zaulki.




Na mapie mamy znaczony pomnik pojednania. Bardzo jestesmy ciekawi co to jest i kto sie tu z kim jednal. Powinien stac gdzies kolo cmentarza. Nic jednak takiego nie ma a i miejscowi nie wiedza o czym mowimy. Na czynnym cmentarzu kilka przedwojennych grobowcow

Jest tez palaco-zamek otoczony stawami.

Nad jednym ze stawow stoi grobowiec von Schweinichenow.


Rybki musza wiec byc tu dobrze odzywione. Tylna sciana grobowca przylega prawie do grillow okolicznego kola wedkarskiego.

Korzystajac z okazji pieczemy sobie oscypki i kielbaski

W Tomicach wlazimy na palac. Wszedzie wisza informacje ze jest to teren prywatny. w palacu sa prowadzone jakies prace.



Wlasciciel postanowil tez “zadbac” o przypalacowy park- ¾ drzew zostaje wyrżnietych…


Zamieszkany palac jest tez w Koźmicach


a w Jakubowie ruiny folwarku

Mozna tu tez pobiesiadowac pod krzyzem

W Kobylej Glowie swiezo odremontowany kosciol, ale w ten sposob ze nawet mnie to nie razi. Fajny kolorowy kostropaty kamien i duzo kwiatow


A oprocz tego to caly dzien towarzyszyly nam wszedzie faliste wzgorza, zaorane pola, lasy i zarosla musniete juz jesienia, zamglony horyzont i latajace pajeczyny babiego lata.









Czasem miejscowi zadbaja aby turysta mial na trasie gdzie przysiasc i zlapac troche pcheł ;)

I bardzo podoba mi sie okoliczna moda malowania przystankow autobusowych w scenki bardzo rozniste.


piątek, 9 października 2015

Krzyk mew i studzienna dzwonnica (2015)- północ cz.3

Jedziemy dzis do Starej Pasłęki, ostatniej wioski przed rosyjska granica nad Zalewem Wislanym. Jest tu niewielki port, kamienny rybak, mala plaza pelna ptactwa i betonowe, mocno obsrane molo.




Jest tez stojak na kabaki.

Pobyt na plazy bez fikolkow jest niewazny!


Za woda widac jakies spore miasto. Na mojej mapie nie widze zadnych miast znaczonych w tym miejscu.. Gdzies jest Mamonowo, ale wydaje sie ze nijak nie moze byc go widac z plazy w Starej Pasłęce

Do kolejnej wsi- Nowej Pasleki prowadzi bardzo sympatyczny skrzypiacy most.

Jedziemy tez zobaczyc ujscie rzeki Pasłeki do zalewu.




W miejscu ujscia , na ostatnim drzewie, wisi hustawka. Wylazi slonce, szumia fale, kwicza mewy, pachnie ryba i wodorostem. Skrzypia stalowe liny na ktorych wisi hustawka. A ja jakos nie moge sie oderwac od tej hustawki. Sa jakos miejsca ktore zasysaja z niesamowita moca. Slonce, cieply wiatr we wlosach i oczy wbite w dalekie brzegi gdzies na koncu zalewu. Biore sobie kabaczka do towarzystwa. Niech tez sie nacieszy ta mila chwila. A tak wogole to pierwsza kabaczkowa hustawka- i od razu w takich pieknych okolicznosciach! Jakbym miala powiedziec to dla mnie druga najlepsza hustawka- ustepuje chyba tylko tej na Suchoniu!


We wsi jest knajpa. Na wyglad obrzydliwie nowa, ale obok jest fajny plot, o milej dla oka strukturze dech

I maja tam dobre ryby. My łakomimy sie na zupe rybna i fileta z okonia. Okolice okoloknajpowe odwiedza tez stado krow idace czworkami.

Za mna do knajpy wmykaja sie wystraszeni niemieccy emeryci. Widzialam ze jakis czas jezdza w kolko po wsi. Babka probuje sie chyba dowiedziec jak dojechac do Braniewa. Chyba probowali ale plytowa droga ich zniechecila i zmylila. Barmanka probuje cos tlumaczyc na migi, pokazujemy droge na mapie. A droga do Braniewa jest sliczna. Kulamy sie powoli zachwycajac okolica. Niemcy za nami nie jada...


W Braniewie szukamy sloikow na nalewke pigwowa- pigwy jada z nami az z Ostrody. Nigdy nie przypuszczalam ze jest taki straszny problem z kupieniem 3-5 litrowego sloika. Szukamy takowego od dwoch dni. Co to ludzie na wioskach przetworow nie robia? Przy okazji wloczymy sie po miescie. Wlazimy na resztki murow obronnych,klasztorek, baszty, wielki kosciol z czerwonej cegly i rowniez ceglana malutka cerkiewke.







Jest tez mily handelek przy rondzie. jak widac wszystkie drogi prowadza do Elblaga :)

W calym miescie wisi duzo bilbordow reklamujacych rozne rzeczy, a zawarte tam napisy swiadcza ze to nie Polacy sa glownym odbiorca oferowanych tam uslug.



Jest tez w miescie hotel Astra w ktorym chetnie bym zanocowala- ale niestety nie udaje mi sie dostac do srodka ;)

Probujemy tez nabyc jakies dobre piwo, a toperzowi zamarzyl sie jeszcze miod pitny. Wchodze do sklepu o szumnej nazwie “Swiat alkoholi”. W srodku jest glownie piwo Braniewo. I wiecej piwa marki Braniewo. Jak ktos go nie lubi to moze otrzec łzy Wojakiem lub Zubrem. Jest tez wino Bachus w czterech smakach- sliwka, wisnia i cos zielonego. Mango? Zielone jabluszko? Kolor daje po oczach jak fluerescencyjny flamaster. Jak juz przyszlam to pytam sie o ten nieszczesny miod, ale czuje sie jak jakis burzuj albo czubek. Ekspedientka mierzy mnie wzrokiem w ktorym jest mieszanina niecheci i politowania. Facet przede mna wzial 20 piw Braniewo. Ten za mna 10. Normalnie. A ja nie wykazalam sie patriotyzmem lokalnym... Wieczorem jedziemy sobie jeszcze do Pęciszewa. Okazuje sie jednak ze z eski nie ma zjazdow do wiosek tak jak na mojej mapie wiec lądujemy prawie na granicy w korku tirow. Udaje sie jednak zjechac w jakas droge techniczna i tym samym zostajemy w Polsce i kulami sie lekko naokolo do planowanej wioski. W Pęciszewie jest cerkiew zrobiona ze zwyklego domu.


Najlepsza jest dzwonnica - cos jakby studnia gdzie zamiast wiadra wisi dzwon

Naprzeciw opuszczony kosciol, a raczej jego ruiny zarosle bluszczem i gatunkiem brzoza naskalna.



Wokol cmentarz ktory mocno wieje Beskidem Niskim.

Wieczorem odwiedzamy jeszcze Frombork. Bardziej podobalo mi sie tu w czasie poprzedniego pobytu czyli 27 lat temu. Wtedy przyplynelismy tu promem z Krynicy Morskiej. Teraz nie widze tu tych skrzypiacych promow pachnacych benzyna. Choc ogolnie klimat nie jest taki zly. Pluskajaca woda przy lodkach, wiatr wyjacy w masztach i linkach, puste molo, trojka rosyjskich zeglarzy pokrzykujacych w ciemnej tawernie ktora wyglada na zamknieta, plac zabaw z mini tyrolka, kiczowato podswietlone fontanny, żule pod Biedronka (jacys nieuzyci- nie dali mi zadnej kasy ;) i zarysy wielkich ceglanych budowli zamykajacych horyzont na wzgorzu.



Niektore łodzie maja fajne nazwy- ciekawe czy dla jaj czy rzeczywiscie babka sie szarpnela na ladny prezent?

A i jeszcze zalew. Pelen sieci, mew i spokoju konczacego sie jesiennego dnia.


Na kempingu dzis wiekszy ruch- zlot motocyklistow. Mialam nadzieje na harleyowcow w helmach z rogami albo jakis fetorsow na klimatycznych rozpadajacych sie maszynach. A tu niestety- wiekszosc to scigacze :(

Mozna jednak znalezc pare fajnych pojazdow. np. trojka mi do gustu przypadla.

Fajnie musza te frendzle na sakwach łopotac na wietrze.

Mozna tez nacieszyc oko nalepkami na niektorych motorach- gdzie kazda naklejka ma zapewne zaklete w sobie wspomnienia imprez, ludzi, spiewow i morza wodki ;)


Ekipa zajmuje bar, rozpala ognicho. Wyciagaja tez gitare elektryczna. Namawiam ich aby zabrali ją do ogniska, ale sie nie da- musi byc podlaczona do pradu. Za cholere nie chca na niej grac bez dopietego kotła. A tez sie da! Kilka razy bylam swiadkiem! Graja Whisky, Wehikul Czasu, Marchewkowe Pole i takie tam rozne podobne. Czasem mam wrazenie ze koles gra jedno a reszta spiewa co innego i nikomu to nie przeszkadza. Motocyklisci sa z roznych czesci Polski i co roku robia tutaj jesienny zlot. W miare postepu imprezy porzucaja niestety gitare i ognisko oraz kupią sie w knajpie przy bumboksach i piłkarzykach… Dzis wlasciciel kempingu wypatrzyl kabaczka. Mowilam mu ze mamy ze soba dzieciaka, mowilam mu nawet w jakim wieku, ale widac zarejestrowal tylko ze ma “prawie dwa” i sobie dopowiedzial ze “lata”. Potem jak zobaczyl kabaka to zaraz nam przyniosl farelke, czajnik bezprzewodowy i pytal czy nie wolimy zanocowac u niego w mieszkaniu w Elblągu ;) I poszedl o polnocy uciszac motocyklistow mimo ze go prosilam aby tego nie robil.. cdn