Kiedyś już wędrowaliśmy śladem tutejszych małych bunkierków, rozsianych wśród wzgórz i porosłych kosodrzewiną. W jednym takowym nawet nocowaliśmy! :) Wycieczka miała miejsce 12 lat temu w rejonie miejscowości Deštné. Jakby ktoś był ciekawy - RELACJA
Trochę czasu mineło zanim wróciliśmy tu ponownie, węszyć za aromatem starego betonu. Wczoraj jakoś nic z tego tematu nie wpadło nam w oczy, ale za to dzisiejszy dzień wynagrodzi z nawiązką! :)
Pierwszy niewielki bunkier wpada nam w oczy przy szczycie Vysokiego Kamena. Na mapie opisywany jako "Bunkr A/260/D1 U kamene". Niestety jest pozamykany - jak większość mijanych dziś obiektów :(
Skała naturalna i sztuczna. Która ładniejsza? ;)
Kawałek dalej wpadamy na dużo większy i ciekawszy obiekt: "Pěchotní srub K-S 26 Na mýtině". I co najważniejsze - jest otwarty! Takie miejsca to ja rozumiem! :)
Otacza go pachnący, świerkowy las. Opadłe szyszki skrzypią pod butami, a z ciemnych wnętrz wieje chłodem.
Co niektóre ściany bunkra są mocno nadkruszone - na tyle spektakularnie, że wylazły zbrojone kratownice prętów stanowiące szkielet dla betonowych ścian.
Dobre miejsce na ognisko! :)
Druciaste, wybulone ściany.
Akuku! Z wewnątrz na zewnątrz!
Mnóstwo tu dogodnych uchwytów, aby coś powiesić np. patelnię!
Żelazna grzywka ;)
W środku pozytywne zaskoczenie - budynek okazuje się być piętrowy! Betonowe schody prowadzą w dół, a z owych "piwnic" porządnie ciągnie chłodem! Pierwszy czeski dwupoziomowy bunkier na naszych trasach!
Na dole - długi, wilgotny korytarz.
Włochate rury...
Włazimy do pomieszczeń o metalowych ścianach. Ktoś tu wyraźnie posprzątał dla celów imprezowych lub/i sypialnych. Z podłogi to prawie jeść można!
Jakby komuś chłód doskwierał - to nawet kurtka wisi! ;)
W jednym z pokoików zwraca uwagę okrągły otwór w podłodze, prowadzący gdzieś jeszcze niżej. Obecnie jest zalany, więc przypomina studnię.
A to pewnie była podstawa jakiegoś zbiornika - choć kabak się upiera, że to na bank katafalk na zwłoki :P
Kawałek dalej mijamy położony zaraz przy szlaku, "Bunkr A/60/A-160 U tří buků". Po poprzednim jakoś nie robi na nas dużego wrażenia.
Podchodzimy do kolejnego dużego bunkra - "Pěchotní srub K–S 25 Na Sedle".
Z zewnątrz prezentuje się całkiem w porządku...
... tylko niestety okazuje się być zakratowany :(
Z roku na rok coraz bardziej nasila się ta paranoja, której celem jest niby ochraniać cię przed samym sobą, obojętnie czy tego chcesz czy nie... A może to po prostu wyraz parszywej cechy natury ludzkiej - czerpania radości z faktu uniemożliwienia drugiemu wejścia w jakieś miejsce? Ile kasy, pracy, wysiłku jest wkładane, aby zamykać te wszystkie ruiny, bunkry, sztolnie, stare, opuszczone i nikomu niepotrzebne miejsca. Aby grodzić, kratować, okamerowywać. Ile pożytecznych rzeczy można by zrobić używając tego samego wysiłku, pracy i funduszy. Ale być może ta chwilowa radość z poczucia władzy nad innymi jest dla niektórych najcenniejsza? Bo ubarwia im szare, nudne i pozbawione sensu życie?
Nie wspomniałam, że bunkier otaczają głębokie, betonowe "korytka". A może to było coś na kształt fosy?
![]() |
![]() |
|---|
Nie mogąc wejść do środka - postanawiamy się wspiąć na górę.
Dach bunkra jest przyjemnie omszały, zasypany igliwiem i pachnie smołą :)
A tak z innej beczki - skąd na mijanych tu bunkrach takie poważne uszkodzenia - przebicia na wylot grubych, zbrojonych ścian? Skruszenia betonu aż druty wyłażą? Ślady jak po solidnym ostrzale! A przecież nie brały one udziału w walkach? Okazuje się, że do owych wybuchów dochodziło tutaj później, już podczas niemieckiej okupacji. Teren usiany bunkrami pełnił rolę poligonu do badań wytrzymałości umocnień. Niektóre budynki były wysadzane za pomocą różnych technik, inne ostrzeliwane w rozmaity sposób.
Jednym z ciekawszych przykładów niemieckich eksperymentów jest "Bunkr A/64/A-180Z" zwany "odwróconym rzopikiem". Materiał wybuchowy był ponoć umieszczony pod nim i tak zdetonowany. Bunkierek nie uległ zniszczeniu - tylko fiknął i wylądował na dachu :) I tak jak się zarył podczas swojego wymuszonego skoku - stoi po dziś dzień.
Udaje się nam wczołgać pod spód i wpełznąć do niektórych pomieszczeń (część wnętrz jest niestety pozabijana dechami).
Takie zwiedzanie to efekt jedyny w swoim rodzaju! :) Wszystko jest krzywe, pochyłe, jakby zawieszone w niebycie - aż dziw, że jednocześnie takie stabilne! Podobne klimaty to chyba jedynie były w łotewskiej Lipawie - w bunkrze, który spadł z klifu i ukośnie się wbił w piach!
Tu chyba leży odłupany kawałek i powoli zaczyna już przypominać naturalną skałę.
Kolejny obiekt to "Pěchotní srub K-Ba-S 24 Libuše". Liczyliśmy, że może położony poza szlakiem nie będzie zamknięty? Że może zapomnieli o takich miejscacch na uboczu?
Ale gdzie tam...
Tutaj szał kratowania okazał się wspiąć na jeszcze wyższy poziom absurdu! Nawet tym bocznym "fosom" nie odpuścili! Zadrutowali jakby tam 5 bursztynowych komnat trzymali!
Zwraca uwagę kształt dachu. Nie jest równy, płaski - tylko jak fale na morzu!
Czas goni, więc powoli schodzimy już w stronę Lichkova. Po drodze zwraca jeszcze uwagę wieża artyleryjska "K-Ba-S 22 Horymír". Główny szyb siedzi pod wiatą.
Wieża była ponoć wysuwana i obrotowa. Ciekawy patent!
Tak to się prezentuje, gdy zajrzymy w dół, w otwór pod wiatą.
Miejsce można ponoć zwiedzać z przewodnikiem. Tak przynajmniej napisali na tablicy. Teraz (ostatnia niedziela maja) raczej wszystko jest zamknięte na głucho. Może tylko w wakacje? Może tylko dla grup? Może trzeba się umawiać?
Kawałek dalej znów wystaje dziwny falisty kawał betonu - "Pěchotní srub K-Ba-S 23 Teta".
Sporo ciekawych pomieszczeń siedzi tam ponoć pod ziemią, ale przechodzący turysta musi się zadowolić widokiem kraty.
Trzeci obiekt położony w najbliższej okolicy to "Pěchotní srub K-Ba-S 21 Kazi". Musi dość głęboko prowadzić bo solidnie wieje chłodem.
Kawałek poniżej stoi jeszcze "Pěchotní srub K-S 20 Na pupku". Nie wiem jakie funkcje pełni, ale widać, że w środku jest piecyk. Na bunkrze powiewała flaga, obok stały auta, a w środku była jakaś ekipa - słychać było rozmowy i łupiące radyjko. Może ktoś przerobił bunkier na letni domek?
Tuptamy w stronę stacji - coraz bardziej wyciągając nogi i zastanawiając się czy zdążymy na pociąg.
Nad wsią znów mijamy przyjemne, zielone łąki.
Muuuuućki się pasą!
Lichkov dzisiaj robi na nas rewelacyjne wrażenie - pusto, spokojnie, jakoś tak nieco pyliście, a i spora część zabudowy bardzo miła dla oka.
Przy samym dworcu napotykamy knajpę. Bardzo przypadła nam do gustu, ale niestety mamy tylko 15 minut do odjazdu pociągu... Można wypić piwo, ale na zjedzenie czegokolwiek czasu brak :( Strasznie nam żal! Kurde, można było pół godziny wczesniej wstać albo krócej siedzieć na dachu bunkra. Ech, żeby to człowiek wcześniej przewidział!
Wnętrza również sympatyczne.
Zostały nieodwiedzone bunkry na różnych górskich grzbietach, jest miła knajpa - jak nic trzeba tu będzie wrócić!























































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz