bubabar

środa, 18 lutego 2026

Gdzieś między Bytomiem a Piekarami - stawy Barbara, Syrenka, Źródełko (2025)

Miejsce akcji: wschodnie obrzeża Bytomia, tereny poprzemysłowe, nieużytki zarosłe porządnie zielskiem wszelakim.

Nigdy jeszcze tu nie byłam. Zwartą, miejską zabudowę opuszczamy ulicą Kędzierzyńską. Skądinąd ciekawe czemu tu ją umiejscowili? Skoro Kędzierzyn jest raczej od Bytomia w stronę zgoła przeciwną?

Mijamy drewniane domki o nieraz bardzo przyjemnych okienniczkach. Nieco przypominają "fińskie domki" jakie mamy w Miechowicach, acz są trochę większe.


Przekraczamy ruchliwą obwodnicę, pozostawiamy za sobą stacje benzynowe i jakieś inne hale czy centra biznesowe. W końcu droga pod naszymi stopami zaczyna przypominać odpowiedni trakt wiodący we właściwą stronę :)


Pierwszą próbę połażenia w tej okolicy podejmujemy w pewien upalny i duszny lipcowy dzień. Raz po raz pojawiają się czarne chmury i zaczyna z nich lekko kapać. A potem znów świat zalewa palące słońce, a powietrze jest tak przesiane wilgocią, że robi się jakby tropikalnie.

Stawy Syrenka i Barbara mijamy akurat w klimatach nieco mrocznych - bo akurat się zaciągnęło.


Szyb Witczak sterczy zza zarośli.


Grzmoty słyszalne z oddali zaczynają coraz bardziej do nas podpełzać. Zaraz lunie i to tak porządnie. Rozglądamy się więc nerwowo za jakimś schronieniem. Wiat wędkarskich nad stawami nie ma. Jest jakaś jedna buda, ale wygląda na zamkniętą. W oddali majaczy jednak jakiś mur. Podchodzimy - i okazuje się, że miejsce spadło nam jak z nieba! :)



"Jest to budynek wartowni, tu była główna brama wjazdowa do zakładu". Gdzieś znalazlam taki opis. Acz domek jest dosyć spory - kilka pomieszczeń, niektóre z nich wyłożone kafelkami jak jakieś łaźnie czy inne pomieszczenia kojarzące się z przemysłem spożywczym np. mleczarniami. Wnętrza nie są jakieś przesadnie przytulne, ale co najważniejsze - jest dach, który nas chroni przed największym oberwaniem chmury.


Potem opad nieco ustaje, ale niepewność pogody powoduje, że spora część ekipy nie pała wielką chęcią do kontynuowania wycieczki. Cóż... Wrócimy tu jeszcze...

________________________________________________________________________________________________________________

Mija około miesiąca, gdy znów pojawiamy się w tejże okolicy. Dobrze znany nam domeczek:


Barbary i Syrenki na posterunku.


Mamy już połowę sierpnia, więc można użyć na owocach. Nad stawami odkrywamy kilka drzewek mirabelkowych! Mniam!


W ogóle na całych tutejszych hałdach owoce porządnie obrodziły! Widać gleby im służą - dobrze nawiezione! ;)


Wędrujemy betonowymi płytówkami, układanymi w różnistych konfiguracjach...


Potem jesteśmy zmuszeni je porzucić i skręcić w drogi żwirowe.


...które raz po raz zmieniają się w trakty zupełnie polne.


Czasem krajobraz staje się sielankowy i wieje wiejską atmosferą z pofalowanych wzgórz.


A po chwili wykroty w szlakowatym podłożu przypominają o poprzemysłowym charakterze tych miejsc.


Czasem wychodzimy na szerokie przestrzenie.


Albo na szumiące trawami wzgórza.


Chwilowo robi się całkiem górsko ;)


Niewielki stawek całkowicie zarósł rzęsą.


Jak okiem sięgnąć nie widać nigdzie żadnych budynków ani ich pozostałości. Był tylko ten jeden na samym początku drogi - ten, który nam posłużył za schronienie w czasie zlewy. Może są gdzieś tu jakieś podmurówki, tylko o tej porze roku totalnie zarosły? Niegdyś w tych rejonach znajdował się szyb Barbara, należący do Kopalni Rozbark. Czy coś po nim zostało? Nie mam pojęcia...

Jedynie takowe kawałki betonu napotkaliśmy. Acz one najprawdopodobniej służą do przegradzania dróg, a nie że są pozostałościami czegoś z dawnych lat...


Tak to sobie wędrujemy i nagle trafiamy na nieczynną linie kolejową! W tym miejscu zachowały się jedynie drewniane podkłady. No takiej atrakcji to na dziś nie przywidywałam! :D Dalej wędrujemy więc nasypem, jako że on prowadzi w pożądanym dla nas kierunku.


Potem pojawia się i tor. Początkowo pojedynczy...


Potem dołącza i drugi. A to wszystko utopione w ziołach!


Tak docieramy nad kolejny wędkarski stawek zwany Źródełko. Owo bajorko jest (jak dla mnie) dużo ciekawsze od poprzednich - pewnie przez swoje oryginalne położenie - przy stromym, kolejowym nasypie.


Im dalej w las - tym więcej torów! :)


Jest nawet tabliczka. Raczej już z lekka nieaktualna - torowisko zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, ślepo się kończy. Brak szyn. Metalowe rozjazdy zachowały się tylko tu, nad stawem. Chyba że ta nitka uchodząca na północ jest jeszcze jako tako drożna?


I właśnie tu, na torach, w cieniu sporych krzewów, rozkładamy się na piknik. Miało być nad stawem, ale tam byli wędkarze. Tu jesteśmy sami. Tylko my, zapach bejcy do starych podkładów i aromar późnego lata - szumiące łany nawłoci wszędzie wokół. Nasz piknik ułożony na serwetce i opuszczona linia kolejowa uchodząca w dal. Wygrzany tor jest idealny na krzesło - a podkłady świetnie robią za stół dla biesiady! :)


Fajnie jest biwakować nad wodą, ale na torach trafia się to znacznie rzadziej, więc i bardziej cieszy! (raz to nawet zdarzyło mi się na czynnych torach imprezę robić ;) )

Różniste wygłupy :) Nowa dyscyplina sportowa - akrobatyka szynowa!! "Człowiek drezyna" i inne takie ;) Kawałek zardzewiałego metalu a ile radości!


Miło spędzamy popołudniowe chwile na torowisku, na stromym nasypie opadającym ostro do stawu Źródełko :) Ale czas płynie... A trzeba jeszcze dojść do miasta i przełożyć się autobusami na jego przeciwległą stronę. Trza się więc zbierac w drogę. Dalej podążamy torami, bo idą one w tym kierunku co trzeba. Ba! Nawet będzie to skrót i nie trzeba będzie się wspinać po wykrotach.


Dla odmiany, już niedaleko stawu Syrenka, jeszcze sobie po rurach połaziliśmy. Ale jaskółek i szpagatów już nie było ;)



Na dziś tyle... Ale mam w planie tu wrócić i przejść się owymi nieczynnymi torami w drugą stronę. Może aż do kopalni Julian? Może kolejnym latem?


Pozdrawiamy! Tacy byliśmy w sierpniu 2025! :))