bubabar
czwartek, 20 grudnia 2018
Zaułkami Bytomia cz.14 - Bobrek, klimaty hutniczo - kolejowe
Jeśli ktoś nie wie (a jest ciekawy) skąd w mojej relacji wzieli się Belgowie to tu jest to opisane - RELACJA
Powłóczywszy się juz nieco po zamieszkałych rejonach na Bobrku, przyszedł czas na oględziny huty. A przynajmniej tego co z niej zostało, bo chyba spore części juz odeszły w niebyt.
Próbowaliśmy na bezczelnego wbijać tą bramą na teren, ale szybko nas pogonili ;) Próbowałam ja również udawać, że po polsku nie mówie, ale ochrona sprowadziła kolesia, który również po angielsku wyjaśnił czemu jesteśmy tu elementem niepożądanym... ;)
Ładny ceglany budynek przy głównej drodze.
Maszynka do robienia chmur! :)
Cała bryła huty ciekawie się prezentuje z wiaduktu. Dymi na potęge, świszcze, strzyka ogniem, nie ma wątpliwości, ze wciąż działa.
Dzieki dużemu zoomowi można pozaglądać w różne jej zakamarki, rurownie, zbiorowiska pokręteł, kabli i wszelakiego innego żelastwa o funkcjach mi zupelnie niepoznanych.
Błędne ogniki ;)
Plątanina przyhutniczych bocznic kolejowych, przeładunków, zsypów. Mieszanina przemysłu i kolei zawsze tworzy jakąś taką pylistość - coś co buby uwielbiają!
Zajeżdżamy też od innej strony, od ul. Czackiego i Kolonii Azotów. W odróżnieniu od niezwykle ludnych okolic przyfamilokowych - tutaj jest zupelnie pusto. Nie spotkaliśmy tutaj kompletnie nikogo. Ni człowieka, ni samochodu, ni psa. Belgowie też to zauważają, dopytując sie co chwile: "Czemu tu sie tak pusto zrobiło?", "To jakis teren zamkniety?", “Czy wszystko ok”?
A tu tymczasem są ulice wzdłuż rurowni i spore osiedle garaży. Niektóre z nich pięknie zarosły pnącza!
Tutaj jeszcze mają podjazd dla aut.. Jeszcze im nie zniszczyli.. Można wieć zajrzec pupilowi pod brzuszek, z widokiem na torowiska i hute zamykającą horyzont.
Gmach huty od tej strony przedstawia sie takowo:
Zawsze, jak byłam mała, to wierzyłam, ze huta jest smokiem. Bo w Krakowie był Smok Wawelski i on zionął ogniem - chyba w określonych godzinach. A huty, za czasów mojego dzieciństwa, miały w zwyczaju pluć ogniem jeszcze bardziej widowiskowo niz teraz...
Był plan zajechac hute jeszcze od tyłu, od strony Plejady i stawów Trójkąt i Barbara. Ale niestety zabrakło czasu... Może jeszcze kiedyś bedzie okazja? Może kiedys znów uda sie znaleźć towarzystwo na taką wycieczke niekonwencjonalną?
Opuszczony dworzec kolejowy Bytom Bobrek. Tak sie prezentuje z oddali.
A tak z bliska. Od fasady malowniczo porasta stacyjke bluszcz.
Dziupla? Nora? Ciekawe jaki gatunek się gnieździ w czeluściach? Czy jest drapieżny? ;)
Nie wiem po co wydłubana dziura z tyłu budynku - od strony peronu jest wszystko otwarte na oścież - drzwi, okna…
Wnetrza zwracają uwage zdobieniami, rzeźbieniami, kolorami i… mocnym zapachem człowieka..
Niestety wszystko co dobre szybko sie kończy, wiec moja przygoda z Belgami rowniez. Musze juz wracac do domu. Wieczorem mam pociąg do Oławy, a jutro ruszam ku Ukrainie. Ekipie polecam biwak nad Brandką. Pokazuje na mapie co i jak. Twierdzą, że trafią. Na wieczór dostają jeszcze pakiet przetrwania - flaszke żubrówki, 2 kg boczku i worek ziemniaków. Bardzo mi żal, że nie moge spedzic z nimi tego wieczora, realizując też swoje marzenia z dzieciństwa o imprezie i biwaku nad Brandką. Gdy siedze juz w pociągu troche nachodzą mnie wątpliwości czy aby nie wpuściłam ich w przysłowiowe “maliny”. Może jednak Brandka nie jest dobrym miejscem, aby bywać tam po zmroku - i to bedąc obcym i nie umiejąc ni dwa słowa sklecic po lokalnemu? W nocy męczą mnie sny, że napadli ich Cyganie, albo zwineła policja, udowadniając, że Polska jest takim samym zamordystycznym krajem jak ich Belgia…
Od ekipy nie mam żadnej informacji przez 2 miesiące. Nie ma również informacji w lokalnej prasie o morderstwach, utonięciach czy porwaniach na narządy na terenie Bytomia ;)
Dopiero jakoś we wrześniu dostaje maila. Belgów na Brandce nic nie zjadło. Nocleg minął spokojnie, choć kilka osób ich odwiedziło, również nocą. Kąpali sie też w świetle księżyca i skóra z nich nie zlazła. Pechowy Belg wlazł na szkło i rozciął stope. Na tyle im sie spodobało miejsce noclegowe, że kolejnego wieczora również tu wrócili. Jakiś wędkarz dał im dwie ryby, które piekli na patykach na ogniu i zjedli pół surowe. Ziemniaki im sie spaliły w ognisku. Boczkiem nakarmili wędkarza. Żubrówke wypili wspólnie.
cdn
środa, 19 grudnia 2018
Zaułkami Bytomia cz.13 - Bobrek ciąg dalszy
Jedziemy też powłóczyć sie w drugiej części Bobrka, za ruchliwą szosą. Tam też jest posępnie malowniczy świat starych kamienic, podwórek, pylistych placyków przytykających do terenów pohutniczych.
W tej części dzielnicy wiecej kamienic jest opuszczonych. Albo takich pustych w połowie. Część okien wskazuje, że za nimi są normalne mieszkania a obok inne są zabite dyktą, zamurowane pustakami albo zieją wypaloną czernią i aromatem dogasającego popiołu. Acz wnioskowanie o zasiedleniu na podstawie wyglądu okna tez nie zawsze jest prawidłowe.
Mijamy jedną z kamienic z oknami zupelnie zasłonietymi dechami. Zwraca uwagę jakis dźwiek. Jakby coś bębniło, uderzało miarowo w drewno. Zatrzymujemy sie, aby zlokalizować dziwne “efekty akustyczne”. Nagle jedno z drewnianych okien wypada z łoskotem na ulice. Za nim wyskakuje facet. W ręce trzyma pluszowego zająca. Jakoś źle skoczył bo akurat trafia na krawężnik. Upada na ulice. Zając toczy sie po poboczu. Facet szybko sie zbiera, podnosi zająca i mocno kulejąc znika za węgłem. Ki diabeł? Drzwi do tej kamienicy są zamurowane. Zaglądamy z drugiej strony. Wszystkie okna chyba zabite dechami. W jaki sposób on sie znalazł w środku? Wlazł kominem jak święty Mikołaj? Jeżeli wszedł przez jakąs dziure albo piwnice - to czemu tamtędy też nie wyszedł? A może spał w środku i wtedy zamurowali drzwi? Różne myśli krążą po głowie, ale jedne wydają sie bardziej niedorzeczne od drugich…
Jedna z opuszczonych kamienic jakos sie wyróżnia. Jakas taka wieksza, bardziej zdobiona, wszędzie jakieś rzeźbione detale...
Podokienny składzik rzeczy niezbędnych i sympatyczne kablowisko dekorujące ściane wielką pajęczyną :)
Inni wolą kwiatki, papużki i mini kącik biesiadny.
A tu “Bytomska Riwiera”! :) Przed wieloma kamienicami rozłożyły sie baseny (i to często calkiem solidne!), parasole, kocyki, leżaczki. Chlupot wody i charakterystyczny dźwiek kąpiących sie dzieci niesie sie wokoło. Jakoś nie mam kompletnie wrażenia, ze znajduje sie w dzielnicy, gdzie tak łatwo dostac w morde… Jakis taki spokoj i sielanka wyłazi z każdego kąta. Baseny przewaznie napełniane są wiadrami. Była jedna ciekawa scenka gdzie były próby lania owej wody prosto z okna drugiego piętra, aby nie latać po schodach z wiadrami ;) Nie udało sie. Wszystko było wokół mokre, tylko basen pusty. I jeszcze jeden osobnik prawie dostał w łeb wiadrem, bo jakos sie ześlizgneło z parapetu ;)
Sporo w okolicy jest dzieci. Nawet takie niewielkie luźno biegają wokół zabudowań.
Damski, międzypokoleniowy kącik dyskusyjny.
Pranie powiewa na wietrze…
Różne faktury podłoża ulicznego.
Ostatnia kamienica.. Dalej juz tylko morze zieloności, chaszcze, zagajniki, skrywajace postindustrialną przeszłość.
Tereny poprzemysłowe za betonowym murem chyba niedawno zostały zmielone. Pewnie były tu jakies ruiny ale wszystko zaorali i rozbili do wielkości tłucznia… Ciekawe czy będą tu teraz cos nowego budowac, czy to tylko tak z nienawiści do ruin...
Różne klimaty wszelakich zaułków i podwóreczek...
Fajny, cienisty plac. Miło tu przysiąść w upalne lipcowe popołudnie…
Juz od jakiegos czasu rozglądam sie za knajpą. Dzieki obstawie z Belgów mam niepowtarzalną okazje iść do tutejszej speluny. Innych desperatów na takie wyjście raczej nie znajde, a instynkt samozachowawczy raczej nie pozwoli mi tego zrobic samotnie. A tu jak na złość nigdzie nie ma żadnego lokalu! Ktoś wspomina jakaś pizzerie jak sie jedzie na Rude, ale dość daleko stąd. Jakas mordownia ponoc tu gdzies byla, ale zamkneli. Teraz pije sie tylko po bramach.
Na cienistym placyku siedzi starszy facet. Wyglada dość przyjaznie, wiec postanawiam jeszcze jego zagadnąć o jakies źródło piwopoju. Gość pali papierosa w lufce długości chyba 20 cm. Twierdzi, ze tak jest zdrowiej a i dym “nabiera właściwego aromatu”. On również nie pomaga nam w poszukiwaniu.. Oczywiscie nie obedzie sie bez pytań skad my i po co, a gdy widzi, ze turyści, przestrzega “ale nie śpijcie po opuszczonych kamienicach”. Troche dziwnie z tym wyskoczył, wiec dopytuje o co chodzi w ogole??? Dziadek wzdycha, przeciąga sie, odkłada lufke i opowiada ciekawą historie. Dawno to było, 5 lat juz minelo, a moze i 10? Zaczął sie tu kręcić po dzielnicy jakis koleś. Nietutejszy. Rozmawiał z żulami, stawiał im wódke. Pieniądze miał ale chodził biednie ubrany, zawsze brudny i obdarty, bardziej niż lokalni menele. Wyróżniał sie jednak. Był kulturalny, oczytany, wygadany. Nazwali go Proboszcz. Z naszym rozmówcą też miał nieraz okazje sie napić, nawet gościł kilkukrotnie u niego w domu lub chadzali do knajpy (wtedy jeszcze była ;) ) Przybysz ponoć zbierał materiały do swojej pracy doktorskiej na temat bezdomności i sposobów radzenia sobie z nią. Najbardziej interesowały go wiec zeskłotowane, opuszczone budynki. Kto sie w nich gnieździ, czy sezonowo, czy na cały rok. Czy próbują prowizorycznie ogrzewać budynki? Czy zasiedlają jeden i sie tam próbują zadomowić czy robią syf, srają pod siebie i przenoszą sie do kolejnych miejsc. Czy są to osoby skrajnie zdegenerowane czy ludzie porządni, tylko pokrzywdzeni przez los. Aby nawiązać lepszy kontakt z tego typu populacją (wiec i zdobyc lepsze materiały) gość sam zaczął spać po melinach i pustostanach. Stawiał - więc był akceptowaną, ba! wręcz pożądaną osobą w środowisku. Któregoś dnia jednak sie zaczadził dymem z piecyka i zabrało go pogotowie. Taka przynajmniej była oficjalna wersja. Pogłoski i plotki jednak krążyły różne… Tyle wiadomo, ze Proboszcza juz nigdy wiecej na Bobrku nie widziano...
Gdy żegnamy sie z dziadkiem jeszcze pokrzykuje za nami: “Ale pamietajcie! Nie nocujcie w pustych kamienicach! To zły pomysł!”
Mijamy jeszcze kamienice z przyklejonym dużym krzyżem. Wygląda jak krzyż przydrożny, takie jak często stoją na rozstajach dróg, tylko tu przytula sie on do muru.. Dziwne takie...
A my suniemy w strone huty i inny terenów przemysłowych, przykolejowych, przesianych chyba najbardziej aromatycznym zapachem i migających do nas juz z daleka kominowymi "ognikami".
cdn
Subskrybuj:
Posty (Atom)