bubabar

sobota, 10 lutego 2018

Wschodnie wioski, miasteczka, pociagi, bazary przez pryzmat lokalnych babuszek

Fotografowanie ludzi od zawsze sprawia mi problem. Przykładając komus obcemu z zaskoczenia aparat do twarzy mozemy narazic sie na atak agresji lub chociazby sprawic mu przykrosc.. Pytając o zgode mozemy jej nie uzyskac... ;) Czasem nawet jak ktos sie zgodzi - to przewaznie przestaje wygladac i zachowywac sie naturalnie, porzuca czynnosci, ktorymi sie zajmował, robi głupie miny. W moim przypadku pozostają wiec ujęcia "z biodra" lub wykorzystywanie bardzo duzego zooma. Oczywiscie ma to wpływ na jakosc zdjec, ale dla mnie klimat i naturalnosc jest wazniejsza od parametrow technicznych. Aparaty ukryte w guziku czy daszku czapki niestety nie są jeszcze na tyle dostepne i tanie abym mogła sobie takowy sprawic i swobodnie uzywac na wyjazdach ;)

Głownie frapują mnie starsi ludzie. Mają oni zaklętą w sobie magie dawnych czasów. W ich oczach przegląda sie świat, sytuacje i krajobrazy, ktore juz nie istnieją, ktore odeszły w przeszłosc a ja rodząc sie zbyt pozno nie mogłam byc ich naocznym swiadkiem. Fascynuje mnie tez roztaczana wsrod osób w podeszłym wieku aura spokoju, melancholii, braku pośpiechu, ciszy i braku obsesyjnej manii zmieniania świata wokół. Często tez przemioty, ktorymi sie otaczają powodują wrazenie podrozy w czasie... Zapadniete w ziemie chałupki, w jakich ludzie mieszkali setkami lat, a ci, ktorych oglądam sa ostatnim pokoleniem, ktore wytrwało w tradycji przodków.. Stroje, na ktore nie ma kompletnie wpływu lansowana obecnie moda. Omszała, skrzypiąca ławeczka, chustka w kwiaty, kapliczka, puszysty kot na kolanach, garnek na płocie i uśmiechnieta, poorana bruzdami twarz, w ktorej odbija sie sielskość letniego, upalnego popoludnia...

Wiekszość zdjec pochodzi ze wschodu, z terenów majacych jeszcze odrobine naturalnego uroku...

Najczęściej stareńkie babuszki spotykalismy w pejzażach wiejskich...

Grupowo obsiadajace ławeczki poleskich wiosek. Na tle zielonosci lasów, płowosci pylistych dróg, brązu drewnianych chałup i błekitu framug okiennych - rozbłysk tęczy podokiennych ławeczek! Zatrzęsienie kolorów od chust, spódnic i podomek.


Przedchałupowe klimaty z wiosek ukrainskich Karpat i Polesia, znad Prypeci, Stochodu i Czeremosza. Zaplątało sie też kilka fotek z lasów i bagien zachodniej Białorusi - znad Niemna i Muchawca...



W mroku karpackiej chalupki...


Powrót z wiejskiego sklepiku....



Nieraz i w miastach, na blokowiskach i peryferiach starsze panie obsiadaja gromadnie ławeczki.


Czasem i ławeczki nie trzeba.


Z najlepszym puszystym przyjacielem...


Pogawędka w sklepie...


Babuszki podróżne - spotykane na ukrainskich dworcach kolejowych.



Pasazerowie pociagów podmiejskich... Tu w drodze na targ. W worku jechał prosiak a w kartonie kaczęta.



Wsród stuku kół i skrzypienia drewnianych ław jest czas na drzemke, plotki z koleżanką lub bajki dla prawnuczka.



Na przystanku autobusowym w bocznej karpackiej dolinie. W tle oczywiscie PAZik.


Tam gdzie nie docierają drogi i tory kolejowe a transport odbywa sie w oparciu o cieki wodne.



Babuszki z pogranicznego promu, kursujacego miedzy Ukrainą a Mołdawią.



Na furce z koniem.



Lubie też iść na msze do kościoła w tygodniu. Panuje wtedy zupełnie inna atmosfera niż w niedziele. W niedziele zwykle kościoły pękają w szwach bo przychodzą ci, którzy uwazają, ze wypada, bo trzeba, bo pójdziemy do piekła, bo co powiedzą sąsiedzi, bo taka rutyna, bo wszyscy, bo zawsze... We wtorkowy wieczór przychodzą ci, co mają potrzebe serca, ci, ktorzy chcą. Nie ma wyprasowanych koszul, wyglancowanych butów, znudzonego spojrzenia, ziewania i popatrywania na zegarek.

Tu jeden ze śródtygodniowych kościołow gdzieś na środkowej Ukrainie...


A to zdjęcie ma niesamowitą historie bo zostało zrobione przypadkiem ;) Wychodząc z cerkwi, ktora zwiedzalismy z wycieczką, trzymałam aparat ukryty w rękawie - w srodku nie wolno było robic zdjęć. Na schodach sie potknełam i przypadkiem nacisnąl sie guzik. Akurat wycelowało w babcie żebrające. Zdjęcie jest jedynie potem wyprostowane...


Na bazarach nieraz chetniej przyglądam sie sprzedającym niz wyłozonym towarom...



Ormianskie babuszki handlujace pamiątkami w Noratus.



Babuszki złapane w czasie pracy - podczas porzadków w obejsciu, szykowania opału, pasienia krów...



Zaobserwowane gdzies w miejskich zaułkach...



W oknie bloku. Chyba jednego z najbardziej klimatycznych blokow w Polsce, gdzie pranie powiewało rowniez na długich linkach miedzy domem a drzewami.


Beskid Żywiecki, okolice Koszarawy. Sytuacja, ktora wyjatkowo zapadła mi w pamiec. Nieopodal malutka chatynka. Wyszla z niej mocno pochylona babcia, zgięta w pół prawie pod kątem prostym. Podpierała sie dwoma kijaszkami, takimi urwanymi w lesie. Szła dobry kawałek, co chwile odpoczywając i oddychajac ciezko. Tak dotarła do polnej kapliczki, udekorowanej swiezymi, majowymi kwiatami. Odłozyla kije, usiadła na stołeczku. Zaczeła sie sie chyba modlic bo cos barmotała pod nosem. Chwile potem popłyneła melodia znanej majowkowej piesni. I kolejnej. W oczach babuszki widac bylo jakis niesamowity blask, jakby nagle ubyło jej 60 lat. Nawet jej plecy nagle sie sie jakos wyprostowały. Kiwała sie na swoim taboreciku, a spiew roznosil sie dookoła wsrod łąk, krzewów i łagodnych gorskich zboczy. A my stalismy ukryci w cieniu i gapilismy sie w milczeniu, jak zaklęci.. Balismy sie, ze jakikolwiek nieuwazny ruch moze przerwac tą niesamowitą chwile..




Żeby nie bylo ze faceci sa dyskryminowani w tym zestawieniu... ;) Dziadków tez czasem napotykamy...

Dumny dziadek obwieszony medalami. Gdzieś w Symferopolu przed koncertem okolicznosciowym.


Gdzieś zadumani na sennych ławeczkach albo wrecz przeciwnie - w emocjach dyskusji.



Gdzieś na blokowisku.... Plenerowe szachy w ciepłe, leniwe popołudnie...



W oknie


Albo przy przydomowych pracach.



Wiekszość z tych osob zapewne nawet nie wie, ze zrobilam im zdjecie. Nawet jesli to zauwazylo - to pewnie juz tego nie pamieta. Ze sporą częscią z nich nawet nie zamienilam słowa. Takie to dziwne i troche smutne, ze nie wiem jak sie nazywali, jaka jest ich historia i co było dla nich ważne w życiu. Było tylko jakies mgnienie, gdy udało nam sie nawet nie tyle, ze spotkac ale jednorazowo minąc gdzieś na drodze. Los nas nie zetknął jakos blizej, tylko gdzieś przez kilka chwil byli elementem mijanego krajobrazu...

Kilkukrotnie mi tez nieznajomi ludzie robili zdjecia, mniej lub bardziej z ukrycia, z niepewną miną, aparatem ukrytym w dłoni. Wiec moze ja tez, gdzies w odmętach domowego albumu czy internetu, jestem bohaterką takiego lub innego zestawienia ;)

10 komentarzy:

  1. Jestem zachwycona tą Twoją kolekcją zdjęć.. ;D
    dołączam od siebie parę groszy ;) ---> https://www.facebook.com/fotografia.prania/posts/1629781143748789

    uwielbiam takie skrycie uchwycone skrawki życia codziennego.. :)

    "Fascynuje mnie tez roztaczana wsrod osób w podeszłym wieku aura spokoju, melancholii, braku pośpiechu, ciszy i braku obsesyjnej manii zmieniania świata wokół. Często tez przemioty, ktorymi sie otaczają powodują wrazenie podrozy w czasie..." - przepiękne... :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! A niebawem i moje prania do kupy pozbieram! :)

      Usuń
  2. "Fotografowanie ludzi od zawsze sprawia mi problem. Przykładając komus obcemu z zaskoczenia aparat do twarzy mozemy narazic sie na atak agresji lub chociazby sprawic mu przykrosc.. Pytając o zgode mozemy jej nie uzyskac... ;) Czasem nawet jak ktos sie zgodzi - to przewaznie przestaje wygladac i zachowywac sie naturalnie" - znam to! Dokładnie takie same mam odczucia i doświadczenia. Może najlepiej mieć superdługaśny ryj do aparatu. Ale jak tu z takim wędrować?

    Dorzucam do kolekcji, skoro tak ;-)
    https://4.bp.blogspot.com/-zg5ZOrkXnJA/UoYv8GB6_UI/AAAAAAAAGyQ/ayGu3m6AyO0/s1600/luck213.JPG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki za dorzutke! Fajne :) Ja juz w tym celu mam aparat z zoomem 60, acz na piesze wyprawy jest za duzy, wtedy nosze mniejszy aparat ktory ma tylko 16 krotne zblizenie a to juz ciut mało...

      Usuń
  3. najbardziej mnie urzekły te babuszki, które trzymają na rękach koty owinięte w jakieś kocie kubraczki czy kocyki :) jak los da, to za kilkadziesiąt lat też pewnie będę taką babcią z kotem ;)

    p.s. trafiłam tu przypadkiem już jakiś czas temu i podczytuję po cichu. bardzo interesujący blog, ciekawe zdjęcia i wszystko przyjemnie, z humorem opisane. i żałuję, że Twoje kręte ścieżki nie zawiodły Cię jeszcze w moje strony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babuszki z kotami byly niesamowite! A z jaka miloscia mowily o tych puszystych kulkach!

      A ktore to twoje strony? Moze kiedys i tam zajrzymy! A moze nawet juz kiedys i tam zagladalismy? - nie wszystkie miejsca gdzie wedrowalismy udalo sie opisac - brak czasu a nieraz i weny na pisanie ;)

      Usuń
    2. w takim razie zapraszam do Grudziądza, jeśli kiedyś przypadkiem, albo i całkiem celowo, traficie w moje okolice :)

      Usuń
    3. Poki co raz bylismy! Zwiedzalismy forty!

      Usuń
    4. Trzeba kiedys znow sie pojawic w tych okolicach!

      Usuń
    5. o proszę! to mnie zaskoczyłaś :) Grudziądz jest otoczony umocnieniami (w końcu nie bez powodu nazywany był twierdzą), a niektóre bunkry są całkiem dostępne na terenie miasta. no i cytadela! niestety, niedostępna do prywatnego zwiedzania, ale i tak warta zobaczenia wraz z przyległościami. jakby co, chętnie oprowadzę ;)

      Usuń