niedziela, 23 kwietnia 2017

Zadupiami na obrzezach miasta- czyli Kraków po naszemu cz.4 (klimaty kapliczkowe i industrialne)

Świat krakowskich przydroznych kapliczek. Czesto smukłych, rzezbionych, fundowanych przez jakies konkretne rodziny na początku ubieglego wieku (acz zdarzaja sie i starsze) Przywodzące na myśl dolinki Beskidu Niskiego czy jakies rozdroża wsrod szumiących łanów zbóż.. W duzej czesci juz nie pamietam, ktore z nich w jakiej czesci miasta napotkałam. Acz wszystkie napewno krakowskie.

Hmmmm.. myslalam ze czczenie kamieni u nas juz nie jest tak popularne jak niegdys :P

Cmentarz Rakowicki. Czesto kojarzacy sie z wielkimi, zabytkowymi, rzezbionymi grobowcami sprzed wielu lat. Mozna tu takze napotkac groby nowsze a rowniez ciekawe. I niekoniecznie takie gdzie cala rodzina zapozycza sie na "marmury i granity" aby nie bylo wstyd przed sąsiadami. Mozna jak widac tez inaczej podejsc do sprawy...


Czasem na krakowskich wycieczkach wypuscimy sie w jakies tereny przemysłowe, by pospacerowac w cieniu silosow, kłebowisk rur i kominow. Przez tereny, ktore zdecydowanie wiekszosc ludzi uważa za obrzydliwe i niegodne chwili uwagi. Ja jednak odnajduje w nich pewien urok- moze to taki zboczenie i uraz psychiczny z racji dziecinstwa spędzonego na Górnym Śląsku? :)

Tu tereny miedzy ul. Balickiego a dworcem PKP Płaszów

Pewnie wiele osob wie gdzie w Krakowie jest ulica Floriańska, Kanonicza lub Lubicz. Ale Mierzeja Wiślana? albo Kosiarzy?

Przemysłowa dzielnica wcisnieta miedzy płaszowskie plątaniny torowisk, Bagry i meandry Wisły. Teren małych zakładzikow, dzwigów, starych wag, stosów rur i zapachu mielonego drewna ociekającego żywica

Różne desenie wygryzionego asfaltu na miedzyzakładowych uliczkach

Rozne faktury złomowisk

A na koniec elektrocieplownia widziana nocną porą z okien bloku na ulicy Telimeny

piątek, 21 kwietnia 2017

Zadupiami na obrzeżach miasta- czyli Kraków po naszemu cz.3 (chałupy i działki)

Wiele razy włócząc sie po starych czesciach Prokocimia, Bieżanowa czy Płaszowa trafiamy na zabudowe wręcz wiejska, bynajmniej nie kojarzacac sie z miastem tych rozmiarow. Horyzont zamykają blokowiska a w ich cieniu ostały sie chałupki z dawnych lat. Nieraz kogut na płocie zapieje, nieraz babuszka przysiądzie na przyzbie, nieraz wiatr potarga firany w otwartym, zapomnianym przez wszystkich oknie... A czasem uciekną z przydomowych ogródków malwy. Albo floksy. Lub kwiatki zwane kosmos, ktore od zawsze kojarzą mi sie z bocznymi uliczkami małych miasteczek, pylistością i brzęczącym owadami, upalnym, sielskim popoludniem...

Stare domy, najczesciej drewniane, ktorych nie powstydzilyby sie podlaskie czy lubelskie wioski. Nieraz wielkie jak dworki, nieraz chałupeczki chyba jednoizbowe. Z wycinananymi daszkami, ganeczkami...

Dachówki maja tu czesto z lokalnych fabryk. Acz ciekawe czy one jeszcze istnieją...

Drewniane chałupy i domy w klimatatch wiejskich udaje sie odnalezc rowniez gdzies w Kosocicach

Nieraz jakis domek totalnie popadnie w objęcia i władanie przyrody. Tu ludzie juz nie mają nic do powiedzenia...

Czasem sie trafi sympatyczna knajpka...

albo dawny ciucholand. Z klimatem. Szkoda, ze juz nieczynny...




Ceglane domy. Nieraz jak twierdze, o scianach jakby osmolonych czy sczernialych ze starosci, otulonych gęstym burzanem krzaków.
Ten chyba lekko zapadł sie w ziemie
Ten o fikusnej bryle pelnej daszków, balkonikow, wykuszów...

Wlazłam do srodka pamietajac sprzed 2 lat, ze dom byl opuszczony. W pierwszych pokojach duzo smieci, inne uzywane jako kibel (myslalam, ze przez żuli spod pobliskiego sklepu). To uśpiło mą czujnosc.. Wchodze dalej a tam...eeeeee... to nie jest opuszczony dom! Nawet pisanki i babeczka wielkanocna jest- na ziemi bo na ziemi ale jest!

Chyba obecnie zamieszkany przez dzikich lokatorow? bezdomnych? albo jakas melina? Na tym etapie natychmiastowa decyzja, zeby spierdzielac i to szybko. Zwlaszcza, ze wydawalo mi sie, ze slysze jakies glosy.. Ale dwa razy guzik aparatu nacisnelam... Glupi odruch.. Kiedys moze byc o te pare sekund za duzo.. Jeszcze z fleszem.. Dobrze, ze trafilam pod nieobecnosc gospodarzy.. Bo mogliby nie byc zachwyceni najsciem.. Choc dokladniej przygladajac sie zdjeciom mam wątpliwosci czy bylam tam sama... Jakos ta kamienica dala mi duzo do myslenia.. Raczej nie bede sie juz wiecej zapuszczac na samotne eksploracje opuszczonych domow.. Licho nie spi...

W rejonie mozna kupic dom o dwoch głowach. Chetnie bym poznala ich historie!

A tu jakby kadr z jakiegos filmu sprzed lat... A moze brama do innej czasoprzestrzeni?

Pałac Jerzmanowskich w promieniach zachodzącego słonca. Do srodka jednak nie bylo jak wleźć...




Niedaleko dworca glownego PKP natrafiamy na miła, spokojna i zielona dzielnice. Sporo tu starych kamienic, gdzie tu i owdzie wsadzamy nosy w podworka, zaułki, bramy. Wszedzie wystepują miejsca biesiadne, powiewa pranie a na wietrze kołysza sie zioła i galęzie drzew.

Ciekawy mural. W kolorach dosc nienaturalnych i odbiciu z krzywego zwierciadła. Jak na jakims haju.

Pobliski tunel utrzymany w klimatach podobnych- z racji na oświetlenie? kolor ścian? nie wiem, moze jeszcze dziwne barwy malunku mamy przed oczami?

Scienne napisy i zdjecia gdzies w centrum miasta

A tak wygladają marzenia...




Sporo czasu spedzamy tez na działkach. Pracownicze ogrodki dzialkowe, obecnie niedoceniane i czesto traktowane jako komunistyczny przezytek. Przez wielu ludzi aktywnie zwalczane "dla idei", bo odrobina oddechu, zieleni, zapachu kwiatow i owocow szykowanych na przetwory nie zgadza sie z ich wydumana wizja nowoczesnego, zachodniego, zalanego betonem miasta... Tu akurat te dzialki nam najblizsze bo zawierajace przemily ogrodek mojej cioci...

Jabłuszkowo. Liscie opadły a czerwone kulki kurczowo sie trzymają gałęzi. Moze myslą, ze w ten sposob dluzej zatrzymaja lato?

Opuszczone z niewiadomych przyczyn ogrodki działkowe- gdzies w rejonach Kopca Kościuszki. Wsród budzacej sie wiosny i wyłażących z ziemi kwiatków na dawnych grządkach zjadamy pewnej Wielkanocy drugie sniadanie.

Pszczoła ciesząca sie wiosną. Cała umorusana pyłkiem i zapewne oszołomiona wszechobecnym zapachem kwiatow wyłażących na kazdym kawałku ziemi.

A tu mieszka wolny kot. Taki co pewnie nie wie co to kuweta i kastrowanie, ktory nieraz poznal smak myszy czy kreta, marcową porą pouganial sie za kotkami a w letnie dni powygrzewal grzbiecik w cieplych promieniach slonca. Byc moze jego zycie bedzie krotsze niz poduszkowych pobratymcow, byc moze wpadnie pod auto albo zagryzie go pies.. ale bilans wrazen, szczescia i wspomnien napewno bedzie nieporownywalny...

W pewnym wąwozie zawsze spotykamy kudłatego kota giganta.




Drewniana wydmuszka, gdzies w rejonie fortu Mogiła. Pewnie gdy ją budowali to granice miasta znajdowały sie daleko stąd a o Nowej Hucie jeszcze sie nie śniło...

Niedaleko stamtad napotykamy polny tramwaj- taki jak lubie najbardziej- z jednym, okrągłym swiatełkiem.

Wyłazimy tez na Kopiec Wandy i zjezdzamy z niego na kuprach

A wokół wiją sie drogi, na ktorych mozna zapomniec, ze znajdujemy sie w wielkim miescie...




I kilka migawek z roznych okolic... Tramwaj po burzy

Prawdziwe, pachnące lato na torowisku.

Taki parking to ja rozumiem!