bubabar

piątek, 21 października 2022

W pogoni za cykadami cz.11 (2022) - Bułgaria, Temna Dupka i wiszące kładki

Na południowych obrzeżach Lukovitu skręcamy w stronę betonowych parkingów, które jak się okazuje zarasta trawa. Stoi tu spory kompleks, ponoć zawierający strzelnice. Nie wiem czy można go nazwać opuszczonym, ale chyba nie jest obecnie używany zgodnie z przeznaczeniem. Jesteśmy jedynymi użytkownikami parkingu. Na jego skraju rosną całkiem pokaźne dziewanny (albo coś bardzo podobnego)


Dalej nikła ścieżka prowadzi na skaliste zbocze zarosłe różnymi tymiankami i inną płożącą się roślinnością o aromatycznym zapachu.


Kwiaty tutejszych łąk utrzymane są głównie w tonacjach płowo - żółtych.




Mijamy obły pagórek, w którego wnętrzach siedzi bunkierek albo inna piwniczka.


W dali po wyższych szczytach przewalają się chmury. Tu gdzie jesteśmy akurat nie leje, ale mamy spore przeczucie, że pogoda na dzień dzisiejszy jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa ;)




Wszystko na to wskazuje, że musimy zejść na samo dno wąwozu. Łapiąc się skał i kolczastych kłączy (oraz starając się nie złapać za ogon jakiegoś węża) spełzamy w dół, w kanioniastą dolinę.



Schodzimy do mosteczku na mętnej rzece.




W wąwozie stoi kamienna wiata z kominkiem. Wyposażona jest nie tylko w przygotowane drewno na opał czy kije na kiełbaski, ale nawet ma apteczkę. Być może często imprezowicze trafiają siekierą w nogę a nie w pieniek?





Dalej dnem kanionu prowadzą drewniane mosteczki przyczepione do skał i malowniczo wiszące nad wodą. To właśnie ich obecność nas tutaj sprowadza. Mostki są kręte i widać często prowizorycznie naprawiane, gdy jakiś kawałek odpadnie. Poręcze są miejscami szorstkie porowatością starego drewna i porostów, a zaraz obok wyglancowane na błysk setkami rąk. Widać, w których miejscach są bardziej potrzebne i częściej używane. Kształt poręczy jest często wymuszony falistością pni, z których je wykonano. Deski chrupią pod nogami na tysiące melodii. Rzeczka szemrze i pachnie zmielonym błotem z pewnym dodatkiem aromatu minerałow - coś jak woda w pijalni w jakiejś Piwnicznej czy Krynicy.









W miejscach gdzie rzeka oddala się od zboczy wędrujemy ścieżkami. Część skał i drzew cudnie oplatają pnącza.




Wśród tej plątaniny bluszczy czai się kolejna atrakcja! Jaskinia o niezwykle wdzięcznej nazwie - Temna Dupka! :)



Niewielka jest (jak na tutajsze warunki). Przypomina raczej takie zwykłe jaskinie jak widywalismy np. na Jurze, a nie te tutejsze hangary giganty. Wędrujemy sobie więc zawiłymi korytarzykami w poszukiwaniu nietoperków i ciekawych nacieków.








Obok jest miejsce, gdzie w sezonie chyba działają knajpy albo jakieś sklepiki z pamiątkami.



Jest też możliwość wypożyczenia rowerków wodnych i łódek (o czym informują liczne plakaty). Zamiast iść mostkami można więc pochlupac po wodzie i z tej perspektywy przemierzyć kanion. Moją uwagę zwróciła tratwa - domek! Ciekawe czy można w niej nocować jak w tratwach na Biebrzy?


Miejsce sprawia wrażenie dość popularnego turystycznie w niektórych okresach, więc można domniemywać, że musi być jeszcze jakaś inna trasa dojściowa, bo nasza ścieżka nie nosiła śladów wielkiego wydeptania.

Pobliską wnękę skalną ktoś stylizuje na cerkiew, upiększając ściany wizerunkami świętych. Widać, że sprawa jest w toku, a pogłowie świętych rośnie wraz z zapałem artysty.



Wracamy tą samą drogą. Na jednej ze skalnych półek robimy sobie piknik.


Gdzieś między trawami rzuca się w oczy kamień. O ja cie! Coś nam to przypomina! Kabak twierdzi, że to dziecko jaskini Prohodnej i jeszcze jest małe. Ale sprawa jest w toku. Rośnie.





cdn


czwartek, 20 października 2022

W pogoni za cykadami cz.10 (2022) - Bułgaria, jaskinia Prohodna

Podjeżdżamy do naszej pierwszej bułgarskiej jaskini. Ogromny, trawiasty parking sugeruje, że czasem bywa tu tłumnie. My jednak mamy szczęście, nie wiem czy ma na to wpływ dzień tygodnia, godzina czy pogoda, ale w okolicy jest tylko kilkunastu wspinaczy.

Jaskinia robi na nas spore wrażenie - to niezaprzeczalnie największa komora jaką w życiu widziałam! Coś niesamowitego! Już same wejścia przytłaczają swoim rozmiarem. Bo jak nazwa wskazuje są one dwa - korytarz gigant przebija się przez owo wzgórze na wylot. Jaskinia ma ponoć wysokość około 30 metrów, ale wydaje się jakby to było jeszcze więcej. Warto np. zwrócić uwagę, że na pierwszym zdjęciu są dwa człowieczki.








I jeszcze te oczy w środku! W różnych ujęciach. Ponoć najfajniej się prezentują z pełnią księżyca, ale my wylosowaliśmy inną opcję otaczającej aury... ;)




Przyszliśmy tu w miarę na sucho, ale potem znowu zaczyna lać. "Mamo! Ta jaskinia płacze!" - zauważa kabak. I nie jest to komentarz naciągany, to rzeczywiście tak wygląda! Potoki "łez" są dopasowane gabarytami do rozmiarów obiektu. Ech te bułgarskie zlewy! Szybko wymywa wspinaczy, którzy właśnie głównie do tych oczu lubili włazić po sznurkach.


My snujemy się po jaskini dość długo, ciesząc się możliwością spaceru z dachem nad głową. Oczy oczami, ale inne ciekawe formy skalne też tu mają.



To na przykład wygląda jak zastygły lawowy potwór! Taka czacha - oczy, nos, reszta zanurzona w mule... I próbuje podnieść łapy!


Jakaś boczna niewielka wnęka.


Jest tutaj wyraźnie zwyczaj układania kamyków w wieże. Dzisiaj ilość takowych wzrosła chyba stukrotnie. Jak kabak się już do czegoś dorwie to zazwyczaj robi to bardzo zapamiętale :) Tylko patrzeć jak cała podłoga będzie wysprzątana, a wokół bedą się wznosić piramidy ;)


W końcu i nas wywiewa lodowaty wiatr. Przeciągi to tutaj mają nieziemskie! Jednocześnie towarzyszy im odgłos jakby świstania, jakby gwizdów na jakąś całkiem znaną melodię? Cóż można powiedzieć - osobliwym doświadczeniem jest być w przeogromnej, gwizdającej jaskini, która jeszcze na ciebie patrzy! :) Jednocześnie jest to miejsce zdecydowanie przyjazne. Gdyby nie odczucie obiektywnego chłodu, to mogłabym tu spać. Nie ma wrażenia niepokoju czy jakiejś złej energii (to tak w kontekście kolejnych jaskiń, które jeszcze odwiedzimy ;)

Spływamy do busia... Ech...człowiek jedzie tak daleko, żeby się wygrzać i nacieszyć pachnącymi suchoroślami i zaś mu praktycznie codziennie dolewa! Może ja pojadę na Saharę to tam tropikalna dżungla wyrośnie za mojego pobytu?

Przy pobliskiej szosie stoi też coś, będące skrzyżowaniem przystanku PKS i tablicy edukacyjnej. Zadaszony, malutki budyneczek, oklejony zdjęciami jaskini i jej opisami. Jest też gdzie usiąść. Na siłę można by zanocować. Robimy sobie tu wieczorną imprezę, bo w busiu to jednak trochę ciasno za długo siedzieć. Śmiejemy się, że jaskinia okazała się za duża, busio za mały i jedynie PKS spełnia nasze wygórowane wymagania odnośnie właściwego rozplanowania przestrzeni. Zaciszny, z drzwiczkami, stylizowany chyba na pasterską chatę. Idealny na taką piździawicę jaką zafundował nam dzisiejszy wycieczór.





Rano na parkingu robi się gęsto. Głównie od kóz i owiec! Takie poranki to ja rozumiem! :)





Stwierdziliśmy, że temat bułgarskich jaskiń to zdecydowanie to czego nam trzeba, więc w kolejne dni będziemy kontynuować w tym duchu!


cdn