bubabar

poniedziałek, 26 marca 2018

Włócząc sie gdzieś miedzy Raciborzem a Opolem

Zaglądamy dzis tez do pałacu w Szczytach. Wprawdzie juz kiedys tu bylismy, ale nie udało sie wejsc do srodka. Chyba to byl rok 2011. Drzwi, okna, piwnice - wszystko bylo szczelnie zamkniete. Jak wiadomo takie rzeczy bywaja zmienne. Liczymy wiec po cichu, ze moze los bedzie łaskawy i dzis sprawy beda sie miały zgoła inaczej..

Przednia część budynku nie rokuje dobrze… Wyglada tak samo jak 7 lat temu..


Z tyłu zwracaja uwage malownicze sople…


… i to na co najbardziej czekamy! Zagłębiamy sie w wilgotne czeluście pałacowych korytarzy!


Na częsci scian widac w miare świezy beton - tak jakby ktos probowal to remontowac w czasach niezbyt odleglych. I z jakis powodow zaniechał tych praktyk. Moze dlatego, ze sufity zaczynaja sie juz zapadac…

Najciekawszą rzeczą sa chyba wewnetrzne okienka! Łączące jakby dwie rownolegle klatki schodowe.


Wychodzimy bowiem jednymi schodami…


A gdy zajrzymy w okienko - to sa drugie. Drewniane. Nie wiem czy to na tej samej zasadzie co w niektorych kamienicach? Ze drugie schody były przeznaczone dla służby? Bo jaśnie pan nie mógł minąć na schodach pokojówki?


Są tez sympatyczne balustrady!


Niedaleko pałacu stoi tez ceglana kamienica. Jej lokatorowie tez gdzies wybyli w kierunku nieznanym.


Napotkamy stare tapety, wypatroszone piece, gnijace sufity… I samotny kran wystający ze ściany w korytarzu. Zaraz obok schodów. Dziwne miejsce dla kranu…


Porzucone tu i ówdzie jakies plakaty i scienne arkusze sa jakies dziwne. Obrazki z rozplanowaniem drzwi i zasłon, rowniutkie literki napisów “kolorystyka pokoi gościnnych”, kolorystyka ścian 1:50. O co w tym biega?


Pomieszczenia sa praktycznie puste, pozbawione sprzetów.. Jedynie ksiazeczka do nabożenstwa ostała sie na jednym z parapetów.


Kolejny palac, taki znacznych rozmiarów, napotykamy w Krowiarkach. O jego istnieniu informuja ustawione przy drodze tabliczki wskazujace kierunek. Jednak wszystkie bramy w ogrodzeniu sa zamkniete. Aby go obejrzec choc z zewnatrz musimy wykorzystac dziure w płocie. Obchodzimy budynek dookoła. Kamery wodzą za nami oczami kręcąc sie w kólko i popiskując. Fajnie by bylo móc zajrzec do srodka, ale obecnie to chyba raczej trudno wykonalne. Przynajmniej dzis. Moze inne terminy sa bardziej przychylne… Kiedys tu wrócimy. Tak jak do Szczytów ;)


O zmroku jeszcze zajezdzamy w okolice Dzierzysławia i łazimy troche po terenach dawnej kopalni gipsu. Teren jest przyjemny, zarosły bujna roslinnoscią i latem raczej nie do przejscia bez maczety. Co chwile napotykamy zapadniete leje zalane wodą tworzącą malownicze jeziorka. Tego czego szukamy jednak nie udaje sie znalezc. Snieg i zapadająca ciemność nie pomaga… Tu tez trzeba bedzie wrocic…


Wieczór znów nam mija na biesiadzie w Chróstach. Zimno i sypiacy snieg znow nie zachęca do wyjscia na zewnatrz. Raczej nie ma mozliwosci aby wywabic ekipe z cieplej kuchni i zaciągnac do rozpalania ogniska ;) No ale grunt, ze jedno ognicho juz dzis bylo i to w klimatycznych plenerach opuszczonego przysiółka Anachów!

A tak sie prezentują przystadninowe domki, ktore udzieliły nam schronienia w te zimne marcowe dni!


Rano rzut oka na pałac w Chróstach, a raczej na skorupke, ktora z niego pozostała.


Odre przekraczamy naszym ulubionym promem w Zdzieszowicach o napędzie ręcznym. Ja tym razem wyjatkowo nie imam sie kijanki do przeciągania liny. Mam tak skostniałe z zimna łapy, ze sie boję, ze upuszcze kijek do wody!


W Przyworach Opolskich odnajdujemy wysypisko bunkrów. Takich malutkich bunkierków jak to nieraz stały przy torach, strzegły mostów, wiaduktów czy kamieniołomów. Ktos sobie zadał trud zwleczenia ich i zwałowania tu na jedną pryzme. Komu sie chcialo i po co? Czemu ich nie zostawili w spokoju tam gdzie stały pierwotnie? Pewnie na zawsze pozostanie to dla nas tajemnicą. Kupa ciężkiej, nikomu niepotrzebnej roboty…


Odwiedzamy tez pałacyk w Opolu Groszowicach. Wbrew informacjom, ktore mielismy, nie udaje sie nam dostac do srodka.


Zupełnym przypadkiem, szukając czego innego, trafiamy na opuszczony blok.


Napisy głoszą cos o PZPR, progresie i posiedzeniach. Całości niestety nie umiemy odczytac.


Z papierów znalezionych w srodku mozna wywnioskowac, ze były tu jakies biura lokalnej cementowni.


Im dalej suniemy wgłab korytarzy tym wiecej pojawia sie mebli i szmat.


Jeden pokoik po brzegi jest wypełniony ubraniami, butami, kocami. Wszystko ladnie ułozone, rowno, widac niedawno.


Zaglądam do kolejnego pomieszczenia…. a tam dwoch kolesi w śpiworkach. Jeden własnie podniósł głowe i sie na mnie patrzy. Mówie wiec “dzien dobry” i zapodaje przyspieszony odwrót. Chris akurat penetruje piwnice a toperz i Tomek zostali przed budynkiem. Moze jakbym była w wiekszej ekipie miałabym wiecej śmiałosci aby nawiązac jakąs rozmowe. Ale jestem sama, ich jest dwoch i wlasnie wlazłam na ich terytorium. Wiec wole nie sprawdzac ich gościnnosci ;)

Mamy w rejonie jeszcze pare rzeczy namierzonych do obejrzenia ale to juz nastepnym razem!

16 komentarzy:

  1. Pałac w krowiarkach jest pilnowany. Oprócz kamer, jest też alarm. Można jednak tam wejść legalnie, ale za opłatą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z kim nalezy sie skontaktowac? Moze byc legalnie i z opłatą, grunt zeby zobaczyc wnetrza bo ponoc sa ciekawe!

      Usuń
  2. nie podawajcie Lokalizacji Luje

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem nadzorca obiektu Były wejścia za opłata to fakt Na obecna chwile nie ma takiej możliwości ,Obiekt jest w stanie przekazania nowemu .właścicielowi Niemiecką spółkę (GmbH) Bayer Reszta w gestii nowego właściciela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda ze nie udalo nam sie zalapac! Zobaczymy co wymysli nowy wlasciciel!

      Usuń
  4. Z nieoficjalnego źródła mogę podać,Ze bedzie to Pan jak wspomniałem z Niemieckiej spółki Bayer(GmbH)Były Geschäftsführer Hans-Günter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciekawe czy zamknie na 4 spusty, czy moze udostepni do zwiedzania za biletami. Czy w ogole zapomni o pałacu i za jakis czas bedzie mozna zwiedzac na dziko...

      Usuń
  5. Ma to być prywatna rezydencja Pana Hansa-Güntera Wiec nie sadze by była opcja wejścia za oplata Okoliczny las Ma tez wchodzić w skład majątku Pana Güntera i jakikolwiek wstęp bedzie niemożliwy Gdyż las ma być stacja c hodowlana Danieli Ja na miejscu Pana Güntera zabronił bym polakom wstępu nawet do stodoły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to najgorsza opcja losu palacu z mozliwych :( Porownywalna tylko z upadkiem meteorytu na palac...

      Usuń
  6. Na spokojnie wystarczy ze polakom , Pan Hans-Günter da jakaś prace ,ale polak bez nadzoru i bata nie umie pracować
    Ta wiejska patologia,przez tyle lat nic nie zrobiła by polepszyć swój ,los albo miejsca w którym żyją,Umarł PGR ,świat dla nich sie skończył,Oni nie żyją oni wegetują co mozna im powierzyć ,bez nadzoru,Albo jaka dać ,prace by nie spindolili? Oni potrzebują Pana z batem Za to Ukraińcy maja wewnętrznego nadzorce co resztę trzyma za mordę ,każdy wie co ma robić ,i robi to dobrze i wiele nie potrzebują Zatrudnienie ,polaka to strata czasu,nerwów a w szczególności ,jakiegoś pachoła ze wsi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucanie wszystkich do jednego worka jest nieco niesprawiedliwe. Ja tez jestem Polakiem - i to znaczy, ze wegetuje a wszystko co robie to spintole?

      Usuń
  7. My tu mówimy o pachołach ze wsi Im od kiedy zamknęli PGR zdziczeli Żyja w świecie ,lat 90 Tak jest większości wsi ,marazm,,wyobcowanie ,życie z dnia na dzień Nic nikomu sie nie chce Pamiętam program o wsi Miedzianka obraz nędzy i pytanie reportera do jakiegoś wiejskiego menela na ostatnim głodzie czy nie warto by tu coś zmienić A on a na jaki chu.... Komu to potrzebne i se polazł Wielu miejscach przydały by sie oddziały Totenkopf

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam wychodze z załozenia, ze jesli sa szczesliwi w swoim marazmie i z butelką jabola pod sklepem - to niech sobie tak zyją. Nikogo nie mozna uszczesliwiac na siłe. Jak chca to niech sobie zyją z dnia na dzien w swoim swiecie. Mnie to nie przeszkadza...

      Usuń
    2. Co ma jedno do drugiego.Miedzianka to miasto którego już nie ma bo się zawaliło. Został tylko kościół,kilka domów i ruiny browaru (jego powojennym dyrektorem był Stefan Spiż którego syn prowadzi na rynku we Wrocławiu browar o tej samej nazwie), natomiast w krowiarkowym pałacu mieścił się po wojnie dom dziecka. Wychowankowie spotykają się tu cyklicznie.
      Jeśli nowy właściciel doprowadzi pałac do dawnej świetności to bardzo dobrze, bo dotychczasowi wiele nie zrobili.
      Pieprzenie o oddziałach Totenkopf to jakieś kolejne populistyczne hasła frustrata rzucane, a jakże, anonimowo zza węgła
      jacek huszcza wrocław/racibórz

      Usuń
    3. Ciekawe czy nowy wlasciciel pozwoli na kontynuowanie tych cyklicznych spotkan wychowankow domu dziecka... Skadinad szkoda, ze jakas taka instytucja nie mogla sie tam caly czas miescic, to i stan zachowania bylby lepszy a i sprzedawac w niepewne rece by nie bylo trzeba...

      Usuń
  8. zobaczymy.. póki co mamy na razie dobre checi.
    Na dolnym śląsku jest jednak kilka obiektów które odzyskały blask i świetnie dzisiaj prosperują jak na przyklad wyjątkowo piękny zamek w Goli dzierżoniowskiej. Ma nawet trzy własne duchy księżniczek. Sam widziałem :)

    OdpowiedzUsuń