bubabar

wtorek, 6 grudnia 2016

Czas nie goni nas cz.38 - Gruzja, dwa zbiorniki i zamieszkała maczuga

W Ambrolauri jest pomnik ze zrodelkiem. Toperz sadza kabaczka do zdjecia na kolanach jednej z rzezb. Ludzie stojacy na pobliskim przystanku patrza ze zdziwieniem- czemu ten turysta maca rzezbe? Nagle ktos zauwaza- tam jest dziecko!! I wszyscy turlaja sie ze smiechu- nie widzieli kabaka! :) Tak sie wkomponowala!
W miasteczku stoi tez drugi pomnik- wina!
Jest tez plac zabaw - dzieci zostaly chyba stad wyparte przez bardziej prężna grupe ;)
Na nocleg zatrzymujemy sie nad jeziorem Szaori. Przypomina mi nieco Soline. Tez takie gliniaste brzegi i lagodne, zielone pagóry opadajace do wody.
Biwak stawiamy na niewielkiej polance. Wokol sporo drewna wiec i ognicho zapodajemy.
Dziwne sa dzis chmury. Niektore przypominaja falki jakie sie tworza nieraz na nadmorskim piasku, inne sa znow jak dym..
Dzis kabaczek ma urodziny! Konczy rowno roczek! Z tej okazji jest torcik urodzinowy w wersji terenowej tzn gęsta kaszka i wbita w nią cerkiewna swieczka.
A w prezencie pierwsza wlasna czolowka :)
Kolejnego dnia mijamy kolejny spory zbiornik, acz ten nie zacheca do kapieli, jakis taki podeschniety i woda pachnie nie za szczegolnie. Nazywa sie Tkibuli, tak jak pobliskie miasteczko.
Spotykamy dzis nietypowy przystanek autobusowy. Chyba jedyny jaki w zyciu spotkalam, do ktorego jest dociagnieta elektrycznosc ;) Biorac pod uwage umieszczone pod wiata sprzety - pelni on role swietlicy wiejskiej. Nie wiem natomiast czy jakies autobusy sie tu zatrzymuja- rozkladu nie bylo.
Plątaniną malych drog jedziemy zakosami mniej wiecej w obranym kierunku. W duzym procencie drogi nie zgadzaja sie nam z mapami, wioski po drodze nazywaja sie zupelnie inaczej niz te za ktore je mamy- ogolnie mozna przyjac, ze przewaznie nie wiemy gdzie jestesmy. Czasem droga sie konczy tzn zaczyna byc wyraznie nieskodusiowa, wiec musimy zawrocic i szukac innej. Jedzie sie bardzo przyjemnie - wokol lagodne wzgorza, czesciowo porosle lasem, troche łąk, czasem blysna jakies wysokie sniezne czuby gdzies w dalekiej oddali. Czasem mozna przysiasc na chwile pod sklepikiem juz zagadac babuszke u płota. Bardzo mily teren na niespieszna włoczege bez celu.
Przejezdzamy przez jakas wioske gdzie jest zrodelko i tablica wygladajaca jak nagrobna. Wszystko jeszcze omurowane jakby grotą, taka jak u nas sie umieszcza w takowych Matki Boskie. Caly temat uzupelniaja dwie latarenki. Bardzo mnie zaintrygowalo takie polaczenie, a akurat nie ma nikogo w okolicy, zeby zapytac. Zawsze wydawalo mi sie, ze tablice nagrobne stawia sie w dwoch przypadkach- na cmentarzu gdzie leza zwloki albo w miejscu gdzie dana osoba zginela. To tych dwoch utonelo w tym zrodle? Albo ich rodzina sobie tak "przywłaszczyla" zrodelko? A moze to nie jest tablica upamietniajaca zmarlych? No bo oczywiscie nie wiem co jest na niej napisane… Jesli ktos pomoze rozwiklac zagadke bede bardzo wdzieczna! :P
Docieramy w planowane miejsce czyli pod gruzinska Maczuge Herkulesa opisana na tabliczkach jako kolumna “Katskhi”. Maczuga tym sie rozni od naszej jurajskiej, ze na jej szczycie stoi kosciolek. Wylazi sie tam po drabince, wieksze rzeczy wciaga minikolejka linowa. To nietypowe miejsce zamieszkuje mnich sztuk jeden. Gdzies kiedys slyszalam, ze ow pustelnik gosci zbytnio nie lubi, wiec nie chcemy sie wpraszac i go niepokoic wiec ogladamy miejsce tylko z daleka. Poza tym gdzies mi sie tez obilo o uszy, ze mieszkaniec skaly nawet jak ma rzadki przyplyw goscinnosci to w swoje progi wpuszcza jedynie facetow.. Kto pierwszy pobudowal sie w takim miejscu i kiedy dokladnie to nastapilo nie wiadomo. Ponoc jeszcze za czasow poganskich byla tam jakas swiatynia dla boga slonca czy cos w tym stylu. Date powstania pierwszych budowli na tej skale szacuja na jednocyfrowe wieki naszej ery.
Cala okolica to wawozy i wsie na roznych poziomach- widac, ze opleciona siecia kolejek linowych Cziatura jest niedaleko stad... To samo uksztaltowanie terenu!
Na dzisiejszej trasie widzimy tez inne samotne kosciolki porozrzucane po wzgorzach, skalach i gestwinach- zeby to wszystko na spokojnie pozwiedzac to by trzeba w samej Gruzji z pol roku spedzic a nie poltora miesiaca ;)
cdn

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza