bubabar

wtorek, 14 marca 2017

Wczesnowiosennie w Gorach Bystrzyckich

Tym razem na zlot forum sudeckiego eco zaproponowal schronisko Jagodna na przeleczy Spalonej. Pomysl mi sie bardzo spodobal bo zawsze lubilam to miejsce a jeszcze nie mialam okazji tam zanocowac.
A tu inny rzut na schronisko- z moim ulubionym typem słupa wmontowanym w kompozycje pejzazu :P
Pokoje fajne, cieple, klimat schroniskowy. Mają tu poduszki wypchane łuską gryki! jakie to jest wygodne! musze takie nabyc do domu!
Pierwszy raz spotykam sie w schroniskowym pokoju z szafka zamykana na klucz. Jesli ktos przechowuje jakies skarby i tajne dokumenty to moze byc spokojny, ze nikt mu nie buchnie podczas snu ;)
Wieczorem rozsiadamy sie cala ekipa na jadalni, gdzie mozna znalezc wiele rekwizytow milych dla oka. U lampy dynda jemiola, wisza zioła, sa scienne makatki i ciekawe zastosowanie starych ram okiennych!
Fajne sa tez fotele z palet!
Mają tu rowniez w sprzedazy piwo “schroniskowe”, pochodzi z browaru w Ząbkowicach. Wiem, jestem podatna na reklame- kupilam bo mi sie niesamowicie spodobala etykieta! :)
Wieczor mija na pogaduchach, spiewach i konsumpcjach.
Dla mnie hitem byla agrestowka! Zawsze mialam toto za mdly i malo smaczny owoc a napoj wyszedl nieziemski!
Skręcik party :P
Mozna rowniez zająć sie czytaniem- zestaw schroniskowych lektur jest tu bardzo a to bardzo zroznicowany, mozna trafic rozne perełki np.
Dla cierpliwych - mozna nabyc ekologiczne puzzle, dla zaawansowanych!
Rano zajecia w podgrupach. Eco z Pudlem ida do Czech, Romek pompuje kajak i splywa jedna z okolicznych lodowatych rzek, inni tez gdzies zapodaja ku swemu przeznaczeniu. Ja, topeerz i Tomek tuptamy sobie w strone Jagodnej i po drodze zaskakuje nas zima! A juz myslalam, ze tego bialego g… w tym roku nie zobacze! Zaczyna sie łagodnie…
A potem biel zaczyna dominowac w krajobrazie, zwlaszcza tym najblizszym
Bo widoczki sa juz plowo wiosenne acz troche zamglone
Na szczycie Jagodnej stoi jedna z tych wiatek, ktore do niczego sie nie nadaja- stoly i lawy zasypane sniegiem, wiatr hula w srodku…
Popoludniem zagladamy jeszcze pod chatke gdzie spotykamy Fadela! Zupelnie nieumawiane spotkanie! We wpisowaniku tez same znane ksywki. Swiat jest jednak maly! Zapodajemy ognicho-wersja klasyczna.
No bo Fadel zrobil wczesniej ognicho de-lux tzn lesny piec. Dziura w ziemi a w niej żar. Na to ziemia. Na to kurczak. Na to ziemia. Na gorze ognicho. A i jeszcze skosna dziura odpowietrzania. Kurczak skwierczal 2 godziny i wyszlo takie niebo w gebie, ze jeszcze nigdy zadnego ptactwa w odmianie tak pysznej nie jadlam. Mialo w sobie smak nie tylko wedzenia ale tez ziemi, igliwia i jakby zywicy.

Ide odwiedzic potoczek. Latem byl tak wyschly, ze zmienil sie w kilka zatechlych kaluz. Teraz szemrze solidnie wsrod omszalych bel tworzacych mostki a nieraz calkiem znika pod zielonym wilgotnym kozuchem. Na oko wydaje sie plytki- nic bardziej mylnego, przynajmniej po kolana, a miejscami chyba i glebiej.
Pobyt przy chatce ma tez smutny aspekt.. ¾ okolicznych drzew jest pokropkowana do wyciecia. Byla chata w cienistym pachnacym lesie.. Bedzie chata na zrytym ciezkim sprzetem pobojowisku.. Noz coz.. Cala Polska systematycznie i nieublagalnie zmienia sie w jedna wielka porębe to i tych okolic nie oszczedzilo… Chyba musze wiecej fotografowac drzewa, krzewy... zeby kiedys pokazac kabaczkowi jak niegdys wygladal swiat…

Deseń…
Wieczorem znow sie spotykamy w schronisku. Dzis, mimo nie do konca sprzyjajacej aury, robimy ognicho! Takie dni lubie- jeden dzien- dwa ogniska! Zaczyna sie sniezna zadymka, opada gesta mgla.. Troche to utrudnia rozpalenie ognia- ale my nie damy rady??? :) Malinowka pomaga nie zamarznac!
Ciekawe jest to, ze tutejsze schronisko jest strasznie fajne z wygladu, wystroju czy atmosfery kreowanej przez obsluge, ale zawsze trafiamy tu na jakis dziwnych ludzi. Wieczorem po sali jadalno-imprezowej miota sie jakis koles z laptopem i obrazona mina- no bo ludzie spiewaja i przeszkadzaja mu w pracy.. Rano przyjezdza jakas rodzinka i robi obsludze awanture, ze nie ma sniegu a oni przyjechali na biegowki i to jest skandal! I wogole teren jest malo przyjazny dzieciom! (nie wiem co oznacza taki slogan- czy chodzi np. o brak wesolego miasteczka?) Mam okazje tez mimowolnie sluchac rozpadu jakiegos zwiazku- dziewczyna ciosa kołki na glowie swojemu partnerowi- gdzie on ja zabral? Mial byc udany weekend a on ją zabral w takie straszne miejsce- tu nie ma podstaw do przezycia! Ona żąda aby natychmiast odwiesc ją do domu! “Juz nigdy ci nie zaufam! Z nami koniec!”. Wogole sporo przewijajacych sie przez jadalnie twarzy wyglada jakby wyjezdzala w gory za kare…

A na powrocie odwiedzamy jeszcze Travna. Tam na jednym z rozdrozy przycupnela stara kapliczka. Jakas dobra dusza odziała ją w sweterek. Wokol okolicznej wczesnowiosennej szarosci wybija sie radosnymi kolorami.
A Matka Boska siedzi na zydelku i robi na drutach, jak jakas podlaska babuszka na naslonecznionej ławeczce w jakies zagubionej wsi..
Wokol kiełkuja lepiezniki. Grube, wilgotne, pachace rozmiekla ziemia. Jeden z pierwszych znakow, ze idzie ku dobremu i zaczyna sie polrocze przyjazne bubom!
A gdzies kawalek dalej drzewo z dekoracja. Czy to tylko ozdoba czy moze ma jakas glebsza wymowe? Moze by trzeba takie przywiazywac do drzew na osiedlach i w parkach? Moze kukły by ocalily nasze drzewa skoro ludzie nie potrafia… :(
Gdy jedziemy z Jawornika na Paczkow, na starym, podupadlym, dawno zamknietym przejsciu granicznym jest polowiczna kontrola. Nas nikt nie zatrzymuje, ale pojazdy wjezdzajace z Polski do Czech sa kierowane na wydzielone pasy miedzy stosy opon gdzie stoja jacys mundurowi.

czwartek, 2 marca 2017

Gdzieś na Dolnym Śląsku cz.11

Wycieczka miala miejsce w marcu 2016. Tego dnia jakos wszystko bylo nie tak... Najpierw nam nie zadzwonil budzik ustawiony na ósma. Obudzilismy sie wpol do dziesiatej... Wyjezdzalismy z domu wsrod ciepla i promieni slonca. Jednak chyba nie najlepiej wybralismy kierunek. Caly czas zmierzalismy ku czarnym skłębionym chmurom.. Dojezdzajac w rejon Stawow Milickich bylo juz szaro, ciemno i 10 stopni chlodniej..

Poczatkowo byl plan powloczyc sie w okolicy Brzostowa, polazic nad stawami, odnalezc dwa zagubione w lesie cmentarze. Skodusie zostawiamy przy jakis zabudowaniach folwarcznych.
Sympatycznymi alejami suniemy w strone lasu.
Po drodze okazuje sie, ze stawy wyschly albo spuscili z nich wode? Fakt taki, ze stawow brak.
Cmentarzy tez nie znalezlismy. Nie wiem czy ich nie bylo czy zle szukalismy?

Znajdujemy za to srodlesny domek, chyba jakis bunkier przystosowany do tych celow. Mieszkancow nie spotkalismy, a szkoda, fajnie by bylo pogadac.
Jest tu tez szary przystanek autobusowy z przyklejona kapliczka w jaskrawych kolorach. Przedstawiona kobieta ma twarz zombi, nie wiem czy tak bylo od poczatku czy uzyskala ją dopiero podczas rekonstrukci ;)
W Żeleźnikach znajdujemy wiosne
i odpowiedz na pytanie czemu wies sie tak nazywa :)
W Luboradowie odwiedzamy cmentarzyk, z ktorego malo juz zostalo
Acz trzeba przyznac, ze kilka najlepiej zachowanych grobow jest odwiedzanych, leża kwiatki, znicze, ktos tu bywa.
W Kotlarce przedwojenny cmentarz jest w stanie sporo lepszym, mozna odnalezc wiele napisow. Wloczac sie po tym Dolnym Slasku strasznie zaluje, ze wszystko zapomnialam co sie kiedys dawno temu uczylam z niemieckiego.. Tyle mozna by teraz poczytac.. Chyba 6 lat nauki, same piątki mialam a we łbie nic nie zostalo...
W Grabownicy wspinamy sie na wieze, ktora jest zaciszna i calkiem nadajaca sie na nocleg
Mielismy nadzieje, ze moze wiosna to jakies ptactwo wypatrzymy. Ptactwa oczywiscie nie ma, jest tylko szara zszargana wiatrem toń wodna wsrod plowych szuwarow...
Jest tez stary jaz
Przy jednym z domow pasie sie tłusta swinka
W Wąbnicach szukamy mauzoleum Hochbergów, ktore siedzi ukryte w lesie, za wsia na pagorku. Sarkofagi sa puste, nieboszczyki pewnie juz dawno temu sie "zuzyly" sluzac za zabawki lokalnej dzieciarni. Upiorne sa historie zaslyszane po roznych wioskach tych terenow- co spotkalo zwloki z roznych cmentarzy, klasztorow i katakumb- dzieci budowaly wieze z kosci, czaszki sluzyly za pilke co odwazniejszym chlopakom, a gdy troche podrosli to wieczorami straszyli nimi dziewczeta albo podrzucali nielubianej sasiadce do wychodka. "Najlepsza" historia byla z Jedrzychowa, gdzie ponoc jedna mumia zostala ubrana w dres i posadzona na przystanku autobusowym. Trzeba przyznac, ze tu fantazja najbardziej poszybowala ;) Łażac po lesie w Wąbnicach zastawiam sie jakie historie mialy miejsce w tym mauzoleum. A widac, ze jakies miały..
W Wierzchowicach tez zagladamy na stary, mocno zarosly krzakami cmentarzyk z resztkami dawnej kaplicy
Nieopodal bardzo przypadla mi do gustu jedna stodola- taka cieniowana!
A gdzies nad ktoryms ze stawow wyczaiłam przyczepe. Ciekawe czy skodusia by pociagnela taki ciezar? To bylby klimat z taka jezdzic! Jak widac- ogrzewanie ma, wiec i na zime by sie nadala. Wnetrze tez pewnie urzadzone w stylu "barak drwali" :D To bylaby wolnosc- gdzie my tam i wiata! Zajechac taka na jakis wypicowany "eurokemping" i obserwowac miny ludzi! ;)
Miały byc dzis spacery wsrod stawow, kląskania ptakow i wygrzewanie sie w wiosennym sloncu. Wyszlo - troche inaczej... Ale tez bylo fajnie!