Busia parkujemy na obrzeżach Starych Siołkowic, wsród piachów i porastających je sosnowych zagajników. Jest ostatni dzień lutego, a pogoda zrobiła się iście wiosenna! :)
Pyliste drogi uchodzą w pola. Wokół płowość traw i przestrzeń. Uwielbiam takie łąkowe tereny, które nie są zagospodarowane rolniczo, nie są zabudowane, nie są używane. Po prostu są :)
Znów wchodzimy na skraj wsi. Jest tu bardzo przyjemna, stara zabudowa.
Mijamy mostek nad kanałem.
Tory kolejowe.
I docieramy nad stawy po dawnej piaskowni.
Na największym z nich zalega jeszcze spora warstwa lodu!
Czasem w krzakach mignie jakaś piękna maszyna!
Z jednej strony jeziorka zrobili oficjalne kąpielisko. O tej porze roku jest tu pusto i cicho.
Dalej podążamy wzdłuż kanałopodobnej rzeczki zwanej Brynica. I znów dominuje w krajobrazie płowość suchych traw. Sypnęły się też pierwsze w tym roku bazie.
Mostek warto odwiedzić - ale my akurat zmierzamy w inną stronę.
Potem nasze ścieżki wiodą przez pole pokukurydziane.
Ktoś tu jednak chyba czasem chodzi, skoro jest mostek?
Tak docieramy do osady zwanej Młyn. Po obu stronach drogi są stawy, rozlewiska, cieki wodne.
Mają tu nawet szumiący wodospad!
Jeden z większych stawów cały jest opleciony linkami, na których wiszą powiewające na wietrze wstążki. Nie wiemy jaki jest cel takiej akcji? Może to rodzaj stracha na wróble, żeby ptaki ryb ze stawu nie zjadały?
Po prawej stronie widoczne są zabudowania dawnego młyna.
Budynek jest wyremontowany, ogrodzony i chyba pełni funkcje prywatnego domu. Czy coś w środku zostało "młynowatego" - niestety się nie dowiemy.
Inne domy, utopione wśród starych drzew, tworzą fajny klimat leśnej osady.
Tuptając przez lasy docieramy nad staw Zielone. Szykowaliśmy sie na tutejszą piaszczystą plażę. Brzeg został jednak zabudowany wiatami, ale nie takimi dla turystów. Teren jest zaszlabanowany i opatrzony tabliczkami w kilku językach, że przypadkowy przechodzień nie jest tu mile widziany i ma spadać skąd przyszedł. Niemiło. Wbić się oczywiście da, jeśli zajdzie potrzeba, ale szlag wie z jakimi debilami przyjdzie się tu ścierać jak przylezą. Nie wiem kto się tym terenem zajmuje, ale wygląda na to, że nikt fajny i godny uwagi.
Niby tu planowaliśmy piknik, godzina jest już odpowiednia. Kabak jest niepocieszony, że na upragnioną grzankę trzeba jeszcze poczekać. Ale mamy w zanadrzu jeszcze jeden stawek - może tam będzie sympatyczniej.
Mijamy ruinki...
Niektóre cechy krajobrazu wyraźnie sugerują, że gdzieś niedaleko znajduje się linia kolejowa ;) Płot z podkładów kolejowych :)
Tuptamy wzdłuż torów.
Po długiej, paskudnej zimie taki pierwszy wiosenny dzień cieszy jak diabli! Każdy zwyczajny kawałek lasu wydaje się rajem! Wszystko pachnie i śpiewa. Powietrze jest miękkie, aromatyczne, każdy oddech wreszcie nie jest wbijającym się sztyletem.
Kolejny staw zwie się Buldog i jest o niebo sympatyczniejszy.
Bardzo dużo uroku dodają mu wyspy.
Z bliska jedna z nich prezentuje się jeszcze lepiej!
Tu też można znaleźć malutką, piaszczystą plażkę.
Trzy wesołe gęby cieszą się do słońca!
Bardzo nam przypada do gustu to jeziorko! Obeszliśmy go praktycznie dookoła, przedeptalismy po groblach i połwyspach, w poszukiwaniu miejsca, gdzie chcemy przysiąść na dłużej.
W końcu wybieramy mały cypelek, który już ktoś przed nami użytkował ogniskowo. Nic dziwnego, bo bardzo przytulne miejsce. Bułeczki z serem wreszcie doczekały się na swój czas i miejsce :)
Wracamy przez tereny piaskowni, a widoki sugerują, że my tu jeszcze wrócimy!
A busio grzecznie czeka pod lasem.
jabolowaballada









































































