Najbardziej mi tu do gustu przypadła kuchnia - wyraźnie przekształcona z baru! Kiedyś na terenie obiektu musiała więc działać knajpa.
Nie jest bardzo późno, więc postanawiamy jeszcze zajrzeć do centrum. Przyznam, że trochę mieliśmy obawy, że będą tu tłumy - no bo weekend, kurort - to bardzo źle wróży... Rzeczywistość jednak nas zaskakuje niezwykle pozytywnie - w centrum jest totalnie pusto! Wprawdzie wszystko jest mocno oświetlone - gęste latarnie uliczne, knajpy, podświetlone kolorowo budynki. Jednak ludzi jakby wymiotło. Cisza... Tylko kot czasem przebiegnie drogę.
Ładny, stary budynek zwany Halą Spacerową jest wyłącznie we władaniu gołębi. Wchodzimy w jego ciemne czeluście. Gruchanie niesie się po całej hali z różnych stron, potęgowane wszechobecnym echem. Gdzieś też odzywa się sowa. Początkowo jej głos niesie się z parku zdrojowego, ale potem charakterystyczny dźwięk słyszymy też w samej hali. Do tego dołącza też odgłos kroków. Dziwne... Nikogo oprócz nas nie ma... A my stoimy. Cóż - zaczynam dochodzić do tego, że kurorty są jednak fajne! :) (a przynajmniej w marcu ;) Rozważamy też czy do naszego cyklu zimowych wyjazdów pt: "małe, zadymione miasteczka" nie dodać "zdrojowiska po sezonie" :)
Ludzie jednak ze Szczawna nie wyparowali. Trochę lokalsów się kręci, acz 90% z nich skupia się wokół Żabki. Ostatnio mam wrażenie, że sklepiki znaczone podobizną płaza stały się podstawowym ośrodkiem kulturalno-rekreacyjnym w większości miejscowości. Głównie płynie tu sprzedaż alkoholu, słodyczy i hotdogów, wyglądających nieco na plastikowe. Na osobę kupującą chleb i ser wszyscy (zarówno obsługa jak i klienci) patrzą jak na kosmitę.
Pozytywnie zaskoczeni atmosferą zdrojowiska postanawiamy wrócić tu rano i zobaczyć owe miejsce również w świetle dziennym. Budynek zwany Halą Spacerową za światła wizualnie podoba się nam chyba jeszcze bardziej, acz nie ma już tej nieco mrocznej i tajemniczej atmosfery co z wieczora.
Działa w nim sklepik z pamiątkami, lodziarnia i pijalnia wód mineralnych. Cała ta hala ogromnie przypomina nam budynek z czeskich Janskich Koupeli, gdzie przeczekiwalismy burzę kilka lat temu - RELACJA Wieże, kolumnady, mozaikowe podłogi. Jest tu coś z klimatu starej stacji kolejowej, jak również coś z aromatu małego, drewnianego kościółka.
Ścienne malowidła i wyłażące spod łuszczącej się farby niemieckie napisy - bardzo dodają kolorytu temu miejscu.
Skoro już tu jesteśmy to idziemy też zwiedzić pijalnię. Wielkie okna i rzeźbione poręcze. Wszędzie pełno kwiatów doniczkowych. Tu i ówdzie przewijają się kuracjusze popijając lecznicze wody. Jest w tym wszystkim atmosfera spokoju, odpoczynku i braku pośpiechu. I jakby powiew dawnych czasów.
Fajne są te wody mineralne ze starych kurków - mają ich tu kilka rodzajów. Bukiet smaku zapodaje jakby jaskinią, trochę ciepłym źródłem. Niektóre są lekko gazowane, inne jakby podgrzewane. Mi najbardziej podeszła ta radioaktywna woda (Marta ją chyba zwali), która musi być jakaś nieco niepewna ;) Kilka razy nas ostrzegają, żeby absolutnie jej nie dawać kabakowi.
I nawet kupiliśmy sobie pamiątkowy kubeczek! Przypomniałam sobie, że bardzo podobny miałam z Piwnicznej, 30 lat temu. Gdzie on teraz jest? Co się z nim stało? Zaginął chyba gdzieś w odchłani czasu...
![]() |
![]() |
|---|
W tym uzdrowisku brakuje mi tylko jednego - baseników z ciepłymi źródłami, żeby tam wskoczyć i ponacierać się aromatycznym błotem! :)
W pijalni mam okazję obserwować konflikt rodzinny pewnych seniorów. Babcia i dziadek popijają wodę. Dziadek pyta: "To jakie mamy plany na dzisiaj?" Babcia stwierdza, że "możemy sobie tu posiedzieć, pijalnia jest czynna do 16". Dziadkiem aż zatrzepało w tym momencie. Dopiero na tym etapie zauważam, że ręce ma pełne folderków. "Myślałem, że pojedziemy dziś do zamku Czocha - zobacz jaki ładny!" - szybkim ruchem podsuwa żonie folderek. Ona ani nie patrzy na kolorową karteczkę: "Ale przecież już wczoraj byliśmy w zamku! Ile można???" "-Ale to był zamek Książ!! Ten!" - dziadek wyciąga z kieszeni magnesik i prawie wpada w rozpacz, jak można pomylić dwa tak zupełnie inne zamki. "- No dobrze, nie lubisz zamków, trudno, niech ci będzie... To może pójdziemy na Wzgórze Giedymina? Tam jest wieża widokowa! A z wieży może wypatrzymy jakieś ciekawe miejsca na kolejne wycieczki??"
Nie wiem co było dalej i jak sytuacja się rozwinęła. No bo powędrowaliśmy dalej.
Zaraz obok jest park, gdzie można wypatrzyć ciekawe rzeczy - np. placyk z dużą ilością studzienek kanalizacyjnych.
Pomnik psa.
Nieopodal, w nieco bardziej zacisznym miejscu, napotykamy jeszcze jeden betonowy pomnik - cycata baba.
Stojący obok sporych rozmiarów budynek jest nieużywany. Obeszliśmy dookoła, ale niestety pozamykany i nie udało się wejść do środka.
A my póki co opuszczamy przyjemne uzdrowisko i kierujemy się w stronę, gdzie Szczawno zlewa się z Wałbrzychem. I dalej - ku hałdom! :)
![]() |
![]() | / |
|---|











































































































