Tym razem tematem dnia są niewielkie oczka wodne położone między Brzegiem a Lipkami. Wszystkich ich naliczyłam około dziesięciu (na mapie). Niektóre są spore i mają nawet nazwy. Inne okazują się być ciężko dostrzegalne wśród błota i traw ;) Pełne zróżnicowanie!
Wędrówkę zaczynamy wśród pól.
Jest 1 listopada, a pogoda wręcz letnia! Ciepły wietrzyk, słonko dogrzewa! Cudo! Taki listopad to ja rozumiem!
Pierwszy mijany stawek nie ma zbyt imponujących rozmiarów ;)
Kolejny, na mapach opisywany jako Kleszy, jest już znacznie większy i co najważniejsze - ma kapitalne piaszczyste brzegi.
Te bobry to ostatnio trochę przesadzają...
Wędrujemy wśród pofalowanych traw.
Tu też były bajorka, ale im się wyschło.
Tu jeszcze coś chlupie, ale dość marnie.
Miła kapliczka na starym drzewie. Fajnie wkomponowana w przestrzeń - pasuje tu idealnie :)
Zawiany liśćmi wał uchodzi w dal.
I znów fajna miejscówka, gdzie rude drzewka odbijają się w wodnej gładzi.
Na brzegu stoi krzyż poświęcony zmarłej osobie. Koleś, który był zakonnikiem - przez... 12 dni???? Wychodzi, że stan duchowny coś mu nie posłużył... Czy tu się utopił? Czy może był jakoś związany z tym miejscem?
Dalej, wśród pól, namierzamy wąski, długi pas wodny. Bobrzy oczywiście. One tu wszędzie mają używanie!
Jak ktoś lubi błotniste drogi - to myślę, że tutaj nie będzie sobie krzywdował ;)
Zielony wał biegnie u brzegów starorzecza Pantofelek.
Bardzo przyjemne to bajorko - zwłaszcza w dzisiejszych, jesiennych barwach.
Na koniec tuptamy nad Odrę.
Ognicho na piachu to właściwe zakończenie wycieczki :)
Z niektórych plecaków zawsze sterczy jakaś kita :) Lub kilka!
Do domu wracamy o zmierzchu. Boczną drogą przez pola. Z widokiem na Ślęże i skłębione, podświetlone zachodem chmury gdzieś w tamtych rejonach.
jabolowaballada
bubabar
środa, 11 marca 2026
Jesienne bajora (2025) - koło Minkowic Oławskich i Czernicy
Parkujemy na rozdrożu błotnistych dróg.
Jedna z nich, utopiona w klimatach późnej jesieni, uchodzi w pola. My wraz z nią.
Jednolita brunatność uschniętych słoneczników zdaje się podkreślać płonące kolory drzew, których szpaler zamyka horyzont.
Ciężkie łby kolebią się na wietrze. A może kiwają się tak od ciężaru? Z drogi - wygląda to jak normalne pole z uprawami. Gdy wejdziesz pomiędzy nie - coś się zmienia. Jakby się nagle znaleźć wśród setek przygarbionych, tajemniczych postaci, które ze sobą rozmawiają. Niesie się tu dziwny szelest i to kiwanie, jakby jeden drugiemu coś potwierdzał: "oj tak tak..." , "tak właśnie", "zgadzam się tobą kolego - po co oni tu wleźli?"
Droga zaczyna mieć nietypową nawierzchnię - betonowe płyty, a na nich kilkucentymetrowa warstwa błota, o konsystencji jednolitej, jakby go zmiksować.
Wchodzimy na teren piaskowni. Jakoś to nie wygląda na opuszczone miejsce...
O tych terenach opowiadał mi kiedyś jakiś znajomy. Że małe jeziorka, gdzie czasem kręcą się wędkarze lub imprezująca młodzież. Że porzucone, rdzewiejące maszyny typu koparka czy inne miniaturowe taśmociągi. Zdjęcia znalezione w internecie zdawały się potwierdzać ogólny klimat tego miejsca - np. zapomniane wagony, znalezione na googlemaps. Zdjęcia z 2019 roku:
Tymczasem wagonik jest tylko jeden i zaspawany na głucho.
Wszędzie piętrzą się pryzmy piachu, ale takiego jakby całkiem niedawno zwiezionego. Wygląda to nieraz całkiem malowniczo, ale chyba nic tu po nas. Tak jakby wznowili wydobycie albo chcieli jeziorka zasypać?
Gdzieś wśród jesiennych, polnych dróg.
Płot noszący w sobie wspomnienie o kolei.
Trochę się pokręciliśmy, ale miejsce w stanie obecnym d... nie urywa. Mamy ambitne plany zrobienia ogniska, więc musimy namierzyć jakieś inne, bardziej dogodne miejsce na takową akcję. Patrzymy na mapę, gdzie by tu w miarę blisko były jakieś inne bajorka. Pada na Czernicę i pokopalniany zbiornik łączacy się z Odrą.
Teren okazuje się dziś dość grząski...
...ale bez problemu znajdujemy odpowiednią łączkę na nasze potrzeby.
Wystarczy na chwilę odwrócić wzrok, a już ktoś pędzi dobrać się nam do żarcia! Ciekawe czy planuje podprowadzić kiełbasę czy ogóra?
A obok spokojnie chlupoczą wody.
Barka zniknęła. Cóż, dziwne zawirowania czasoprzestrzeni zawsze trwają tylko mgnienie. Mieliśmy wtedy niewyobrażalne szczęście, że znaleźliśmy się we właściwym miejscu w odpowiednim czasie - RELACJA
Jedynie taki wagonik pozostał - i wyciągnięto go na środek jeziora.
Dziś idziemy połazić tym brzegiem, gdzie nas jeszcze nigdy nie było. Tam gdzie jest coś na kształt niewielkiej przystani. Łódek trzymają tu całkiem sporo.
Niektóre nawet pływają - nie zapadły jeszcze w sen zimowy.
Bobry szaleją.
Idziemy jeszcze na cypel, gdzie kanał wpada do Odry. Początkowo jest ścieżynka...
...a potem już nie ma. Zasysające błocko coraz intensywniej bulgocze pod stopami. Trzciny szumią, woda pluszcze, kaczki kwaczą. Przyjemnie się wędruje :)
A to już Odra.
I tak to kolejna jesienna wycieczka przeszła do historii.
Jedna z nich, utopiona w klimatach późnej jesieni, uchodzi w pola. My wraz z nią.
Jednolita brunatność uschniętych słoneczników zdaje się podkreślać płonące kolory drzew, których szpaler zamyka horyzont.
Ciężkie łby kolebią się na wietrze. A może kiwają się tak od ciężaru? Z drogi - wygląda to jak normalne pole z uprawami. Gdy wejdziesz pomiędzy nie - coś się zmienia. Jakby się nagle znaleźć wśród setek przygarbionych, tajemniczych postaci, które ze sobą rozmawiają. Niesie się tu dziwny szelest i to kiwanie, jakby jeden drugiemu coś potwierdzał: "oj tak tak..." , "tak właśnie", "zgadzam się tobą kolego - po co oni tu wleźli?"
Droga zaczyna mieć nietypową nawierzchnię - betonowe płyty, a na nich kilkucentymetrowa warstwa błota, o konsystencji jednolitej, jakby go zmiksować.
Wchodzimy na teren piaskowni. Jakoś to nie wygląda na opuszczone miejsce...
O tych terenach opowiadał mi kiedyś jakiś znajomy. Że małe jeziorka, gdzie czasem kręcą się wędkarze lub imprezująca młodzież. Że porzucone, rdzewiejące maszyny typu koparka czy inne miniaturowe taśmociągi. Zdjęcia znalezione w internecie zdawały się potwierdzać ogólny klimat tego miejsca - np. zapomniane wagony, znalezione na googlemaps. Zdjęcia z 2019 roku:
Tymczasem wagonik jest tylko jeden i zaspawany na głucho.
Wszędzie piętrzą się pryzmy piachu, ale takiego jakby całkiem niedawno zwiezionego. Wygląda to nieraz całkiem malowniczo, ale chyba nic tu po nas. Tak jakby wznowili wydobycie albo chcieli jeziorka zasypać?
Gdzieś wśród jesiennych, polnych dróg.
Płot noszący w sobie wspomnienie o kolei.
Trochę się pokręciliśmy, ale miejsce w stanie obecnym d... nie urywa. Mamy ambitne plany zrobienia ogniska, więc musimy namierzyć jakieś inne, bardziej dogodne miejsce na takową akcję. Patrzymy na mapę, gdzie by tu w miarę blisko były jakieś inne bajorka. Pada na Czernicę i pokopalniany zbiornik łączacy się z Odrą.
Teren okazuje się dziś dość grząski...
...ale bez problemu znajdujemy odpowiednią łączkę na nasze potrzeby.
Wystarczy na chwilę odwrócić wzrok, a już ktoś pędzi dobrać się nam do żarcia! Ciekawe czy planuje podprowadzić kiełbasę czy ogóra?
A obok spokojnie chlupoczą wody.
Barka zniknęła. Cóż, dziwne zawirowania czasoprzestrzeni zawsze trwają tylko mgnienie. Mieliśmy wtedy niewyobrażalne szczęście, że znaleźliśmy się we właściwym miejscu w odpowiednim czasie - RELACJA
Jedynie taki wagonik pozostał - i wyciągnięto go na środek jeziora.
Dziś idziemy połazić tym brzegiem, gdzie nas jeszcze nigdy nie było. Tam gdzie jest coś na kształt niewielkiej przystani. Łódek trzymają tu całkiem sporo.
Niektóre nawet pływają - nie zapadły jeszcze w sen zimowy.
Bobry szaleją.
Idziemy jeszcze na cypel, gdzie kanał wpada do Odry. Początkowo jest ścieżynka...
...a potem już nie ma. Zasysające błocko coraz intensywniej bulgocze pod stopami. Trzciny szumią, woda pluszcze, kaczki kwaczą. Przyjemnie się wędruje :)
A to już Odra.
I tak to kolejna jesienna wycieczka przeszła do historii.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




















































































